Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

wtorek, 27 września 2011

Spadek - J. D. Bujak

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 23.08.2011
Ilość stron: 456
Opis wydawcy:Tajemnicza powieść, w której człowiek do końca nie jest człowiekiem, złe duchy szukają pomocy wśród żywych, a za piwnicznymi drzwiami nie zawsze znajdują się schody. Młoda, twardo stąpająca po ziemi lekarka Megi, mieszkająca w Gdańsku, dostaje w spadku po ciotce zabytkową kamienicę nieopodal krakowskiego rynku. W nowym mieście przychodzi się jej zmierzyć nie tylko z nowymi ludźmi, ale też niewyjaśnialnymi z pozoru zdarzeniami. Dar, który staje się nadzieją na przyszłość, otwiera wrota do sekretnej przeszłości, w której wszystko, co dotychczas poznane, zmienia twarz. Co zrobić ze spadkiem, na który składają się strach, zagadki i drzwi do innego świata?





Moja ocena książki: 5,5/10


 "Za piwnicznymi drzwiami nie zawsze znajdują się schody..."

Polska literatura coraz bardziej się rozrasta. Powstaje coraz więcej ciekawych, odnoszących sukces powieści autorstwa naszych rodaków. Niektórzy jednak wolą pozostać wiernymi fanami zagranicznych sław pióra. Co skłoniło mnie do lektury „Spadku”? Chciałam dać wykazać się kolejnej polskiej autorce, w dodatku nie mogłam oprzeć się fascynującemu opisowi. Rozsiadłam się więc i zatraciłam w lekturze. Co otrzymałam? Zajęcie na kilka godzin, a prócz tego; lekki zawód.

Małgosia (nazywana przez znajomych Megi) to twardo stąpająca po ziemi lekarka. Mieszka w Gdańsku prowadząc monotonne, zwykłe życie. Wszystko zmienia się jednego dnia, gdy do jej drzwi puka listonosz z wiadomością o spadku odziedziczonym po dalekiej ciotce. Okazuje się, że jest nim stara kamienica znajdująca się nieopodal krakowskiego rynku. Najłatwiej byłoby ją sprzedać lub wynająć. Jednak w testamencie ciotka jasno zaznacza, że kamienica musi pozostać w rodzinie, a zamieszkiwać ją może tylko nowa właścicielka. Megi postanawia więc przeprowadzić się do Krakowa, zadomowić się w odziedziczonym domu i poszukać pracy w tamtejszym szpitalu. Dół kamienicy wynajmuje Januszowi Topolnickiemu, który otwiera tam herbaciarnię. Spadek oraz nowy przyjaciel zdają się być obiecującą wizją przyszłości. Okazuje się jednak, że można odziedziczyć nie tylko rzeczy materialne, ale też przerażające umiejętności. Już pierwszego dnia mieszkania w kamienicy, zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Megi czuje, że ktoś ją obserwuje, za witrażem majaczą kłębiaste cienie, a wszystko wydaje się mieć swoje źródło w piwnicy. Dlaczego akurat Małgorzata staje się celem ataków niewidzialnych istot? Jak można je powstrzymać? Tutaj nic nie jest pewne, oprócz jednego; gdziekolwiek będziesz, cienie zawsze będą podążać Twoim tropem.

Przez dwie trzecie książki nie mogłam się oderwać. Zagadka, dziwne zdarzenia, dynamiczna akcja i mroczne cienie sprawiły, że wnet dałam wciągnąć się światu przedstawionemu przez autorkę. Pozostaje jednak ta nieszczęsna jedna trzecia dzieła, którą są kilkadziesiąt ostatnich stron. Ta część zdecydowanie zmieniła ogólne moje wrażenia z lektury. Co było w niej tak nietrafnego? Największym czynem, jakiego nigdy nie wybaczę autorce, jest wprowadzenie do fabuły bardzo popularnych w literaturze młodzieżowej stworzeń i nie chodzi mi tu o duchy. Po prostu miałam ochotę cisnąć książką w ścianę. Wątek ten był zupełnie niepotrzebny, a tylko sprawił, że fabuła stała się kiczowata i mało realistyczna. Zupełnie jak banalna paranormalna bajeczka. Pomysł naprawdę można było bardzo dobrze wykorzystać i to bez wprowadzania niepotrzebnych dodatków. Przecież same duchy oraz tajemnica spadku mogły wystarczyć na stworzenie genialnego dzieła.

Kwestia bohaterów może być różnie odbierana przez czytelników. Najbarwniejszą i najsympatyczniejszą według mnie postacią okazał się być Janek. Od razu spodobał mi się jego charakter. Niestety, również tutaj autorka musiała dodać psujący efekt „dodatek”. Nie chcę zbyt wiele zdradzać, dodam tylko, iż to właśnie on powstrzymał mnie przed zaliczeniem Janka do mojej listy najciekawszych bohaterów literatury. Megi zaś mogłabym polubić gdyby nie jej przywiązanie do racjonalnego, naukowego myślenia. Skoro widzi się cienie oraz zjawy i słyszy się ciche szepty, to logiczne jest, że mamy do czynienia z czymś nadnaturalnym, w tym wypadku z duchami. Nie wszystko można wyjaśnić prawami fizyki.

„Spadek” napisany jest lekkim, współczesnym językiem, ale dla utrzymania harmonii – i tutaj muszę się czegoś czepić. Autorka zwraca zbyt dużą uwagę na zwykłe, nic nieznaczące szczegóły. Przykładowo opisuje, że podczas ładowania się zdjęć w laptopie, Megi włączyła radio i zaczęła nucić lecącą właśnie piosenkę. Za chwilę powróciła do pracy, a o grającej maszynie ani widu, ani słychu. Dialogi przeprowadzane między bohaterami są natomiast ciekawe, treściwe i niekiedy bawiące.

Nie uważam, że „Spadek” jest bardzo słabą pozycją, jednakże spodziewałam się czegoś lepszego. Zapowiadał się naprawdę ciekawy horror, jednak pod koniec autorka zepsuła wcześniejszy efekt. Szkoda, naprawdę szkoda. Mimo że spotkał mnie mały zawód, to jednak wierzę, że polscy autorzy coraz częściej przedstawiają na co ich stać. Czy polecam książkę autorstwa J. D. Bujak? W sumie czytało mi się ją przyjemnie, ale ci, co szukają naprawdę dobrego thrillera czy horroru, mogą się zawieść. Chociaż sądząc po opiniach czytelników, to chyba na razie tylko ja mam takie odczucia. Przekonajcie się sami. 

Fragment powieści: KLIK

Egzemplarz otrzymałam od Wydawnictwa Prószyński i S-ka za co bardzo dziękuję.


środa, 21 września 2011

Zawsze przy mnie stój - Carolyn Jess-Cooke + konkursy Sztukatera

Wydawnictwo: Otwarte
Tłumaczenie: Małgorzata Kafel
Okładka: miękka za skrzydełkami
Data premiery: 20 kwietnia 2011
Ilość stron: 315
Cena det.: 34,9 zł
Ocena wydania: 10
Opis wydawcy: Margot po śmierci wraca na ziemię jako swój własny Anioł Stróż. Od tej chwili będzie świadkiem wszystkich błędów, jakie popełniła w życiu, i każdej zgubnej decyzji, którą podjęła. Czy zdoła ocalić siebie i miłość swojego życia? Czy aby ratować tych, których kocha, będzie gotowa zawrzeć pakt z demonem i zdobyć się na największe poświęcenie? 





Moja ocena książki: 8/10 


"Miecz nie powstaje w wodzie. Powstaje w ogniu." 

Obok nas istnieje świat, którego nie widzimy, ale czujemy. Koś stoi obok nas, wspiera, podszeptuje, chroni przed złem i, co najważniejsze, bardzo kocha. Ten ktoś walczy o nasze szczęście. Zamknij oczy, poczuj dotyk Anioła i zatrać się w pasjonującej lekturze.
„Zawsze przy mnie stój”, autorstwa Carolyn Jess-Cooke, tuż po premierze zdobyło tytuł międzynarodowego bestsellera. Jest to jedna z najpopularniejszych, również w Polsce, pozycji łączących cechy skrajnych gatunków literackich; paranormalu i powieści obyczajowej. Sugerując się pochlebnymi opiniami innych czytelników, z przyjemnością zatraciłam się w lekturze, nie spodziewając się, że opowieść tak szybko posiądzie mój umysł ani an chwilę nie dając o sobie zapomnieć.

Zazwyczaj Aniołowie Stróże są zsyłani na ziemię, aby strzec osób bliskich im za życia. Margot powróciła do samej siebie. Po śmierci otrzymała nowe imię, Ruth, oraz zadanie do wykonania; strzec Margot i pomóc jej w podejmowaniu trudnych decyzji. Nie jest to proste, gdyż życie dziewczyny pełne jest gorzkich chwil, bólu, cierpienia. Ruth, obserwując swój własny byt na ziemi, nie może znieść widoku psującej sobie życie Margot. Anioł dopiero wtedy zauważa wszystkie błędne decyzje i utratę szansy na szczęście. Nie może dopuścić, żeby to samo spotkało Margot. Czy Ruth będzie gotowa zawrzeć pakt z podstępnym demonem, aby ratować zagubioną dziewczynę, którą sama była za życia na ziemi? Taka decyzja może przynieść tragiczne konsekwencje...

"W oczach Margot czaiło się coś, co przywodziło na myśl osobę, która ma przed sobą most przewieszony nad przepaścią. Moje należy do kogoś, kto już po nim przeszedł."*

Powieść prowadzona jest pierwszoosobową, w tym trzecioosobową, narracją. Zdaję sobie sprawę, że to brzmi dziwnie, jednakże takie można odnieść wrażenie podczas lektury. Z jednej strony historię opowiada nam Ruth, z drugiej; życie Margot widzimy z obiektywnej perspektywy. Jesteśmy obserwatorami wszystkiego, co spotkało dziewczynę - od narodzin, aż do zagadkowej śmierci. W znacznej większości spotkamy się ze strachem, bólem i cierpieniem. Czy Ruth zdoła cokolwiek zmienić w „swoim” życiu? Nie można zapomnieć o tym, że Anioł Stróż może tylko pomagać - nie zmieni ot tak czyjegoś losu. Pewne rzeczy po prostu muszą się wydarzyć. Naprawdę trudno wytłumaczyć coś, czego nie ograniczają ani czas, ani prawa fizyki, ani ludzkie zmysły. Taki właśnie jest świat przedstawiony w „Zawsze przy mnie stój”, dlatego uważam, że jest to niepowtarzalna i wyjątkowa lektura.

Oprócz zajęcia na kilka godzin, otrzymałam również materiał do rozmyślania. A że jestem osóbką lubiącą pomyśleć nad prawdami moralnymi przekazywanymi w książkach, staram się zawsze wyciągnąć coś dla siebie. Dzieło Carolyn Jess-Cooke opowiada przede wszystkim o nadziei, poświęceniu, a także strachu oraz potrzebie miłości. Zwraca uwagę na to, iż pewne rzeczy po prostu są wpisane w nasze życie i nie da się ich zmienić. Zastanawiam się, czy teraz nie stoi koło mnie niewidzialny anioł, który z politowaniem obserwuje każdy mój ruch. Może teraz patrzy na mnie i próbuje powstrzymać od popełniania błędów odznaczających piętno na mojej przyszłości? Wiem, że ktoś się mną opiekuje i nade mną czuwa. Kim ten ktoś jest; sama dokładnie nie wiem.

Ciężko mi pisać o książkach, które mnie mocno poruszyły. „Zawsze przy mnie stój” to nie jest lekka lekturka na nudne popołudnie, ale warte podziwu dzieło. Bardzo się cieszę, że mogłam przeczytać tę powieść. Z pewnością zapadnie w mej pamięci na długi, długi czas. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko dodać: POLECAM!


Cytat będący tytułem recenzji pochodzi z308 strony książki "Zawsze przy mnie stój".
* str. 109, "Zawsze przy mnie stój".

Strona autorki: KLIK
Dyskusja na forum i recenzje: KLIK
Trailer powieści:


Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Otwarte za co bardzo dziękuję. 

 Recenzja opublikowana na: http://books.bnx.pl/readarticle.php?article_id=5
***
 Przepraszam Was, ale ostatnimi czasy mam sporo nauki, a więc recenzje pojawiają się rzadziej. 

Zapraszam do wzięcia udziału w konkursach portalu Sztukater:



Zachęcam, naprawdę warto :)  

niedziela, 11 września 2011

Błękit szafiru - Kerstin Gier

 RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 12.10.2011
Stron: 365
Opis wydawcy: Błękit Szafiru to już drugi tom Trylogii czasu. Gwendolyn i Gideon zapatrzeni w siebie wrócili właśnie z początku XX wieku. Ale sprawy tylko się skomplikowały. Czy Strażnicy mają rację uznając Lucy i Paula za przestępców, czy też może mylą się w swej wierności Hrabiemu de Saint Germain? Gwendolyn jako jedyna zdaje się mieć wątpliwości. Uczucia Gideona do Gwen wystawione zostają na najpoważniejszą próbę… Podróże w czasie, niebezpieczeństwa, miłość… Trylogia czasu cię pochłonie. Czerwień Rubinu jest już dostępna. Błękit Szafiru trzymasz w dłoni. Zieleń Szmaragdu pojawi się niebawem…




Moja ocena książki: 8/10 

„Spotkajmy się z czasem, skoro nas szuka.”

Czas płynie nieubłaganie szybko; dzień za dniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem... Ogranicza ludzi, nie szczędzi ani chwili, ciągle mknie do przodu. A gdyby tak można było oszukać czas? Uważaj, bo lada chwila ziemia osunie Ci się spod nóg, a Ty znajdziesz się zupełnie w innym miejscu. Innej epoce. To Ty możesz być trzynastym podróżnikiem w czasie.
Po zapoznaniu się z ekscytującą „Czerwienią rubinu”, przystąpiłam do lektury drugiej części Trylogii Czasu pod tytułem „Błękit szafiru”. Kerstin Gier swoim dziełem wzbudziła zachwyt czytelników, a seria stała się międzynarodowym bestsellerem. Co takiego wyjątkowego znajdziemy w Trylogii Czasu? Przede wszystkim ciekawą tematykę, mnóstwo sekretów i wyraziste, nieprzewidywalne postacie. Z zapałem przystąpiłam do lektury przedpremierowego egzemplarza „Błękitu szafiru” spodziewając się niemniej ekscytujących wrażeń. Czy moje nadzieje znalazły potwierdzenie w treści książki?

Gwendolyn Sepherd to ostatnia z dwunastu podróżników w czasie. Reprezentuje rubin spowity tajemnicą magii kruka. Sama do końca nie wie, czym tak właściwie jest owa magia. Nie wspominając o tym, że nikt nie raczy odpowiedzieć na nurtujące dziewczynę pytania. Jak więc można spełnić misję, nie zdając sobie sprawy, jaka jest stawka? Wiadome jest jedno – Lucy i Paul skradli jeden z dwóch chronografów umożliwiających podróż w czasie i do odkrycia Tajemnicy Dwanaściorga brakuje im już tylko krwi Gwen oraz Gideona. Gwendolyn ma jednak wątpliwości, czy faktycznie jej krewni ukradli chronograf w tym celu. Komu więc ufać? Czy hrabi de Saint Germain, założycielowi Kręgu Strażników, czy też przeczuciom tlącym się w głowie dziewczyny? Świeżo upieczona podróżniczka w czasie stara się być kimś więcej niż tylko nic nierozumiejącą lalką manipulowaną przez Strażników. Okazuje się bowiem, że nawet najbardziej zaufana osoba może stać się wrogiem. A wróg przyjacielem.

Odległość czasowa między wydarzeniami zakańczającymi pierwszy tom trylogii, a rozpoczynającymi drugi, wynosi nie więcej jak kilka minut. Znajdujemy się w tym samym miejscu, w tej samej sytuacji. Z tą różnicą, że pojawia się nowy bohater, Xemerius (ale o tym pociesznym stworzeniu napomknę później). Trochę zbił mnie z tropu fakt, iż cała akcja dwóch części odbywa się na przestrzeni kilku dni. Nie potrafiłam się z tym pogodzić biorąc pod uwagę fakt, że Gwen tak szybko przyzwyczaiła się do przeskoków w czasie. Nie wspominając już o uczuciu między nią a Gideonem. Ta mała, według mnie – niezgodność, nie miała wpływu na moją ocenę książki.

Książka napisana jest współczesnym językiem, bez żadnych zawiłych zdań i bogatych opisów. Autorka w lekki sposób snuje swą opowieść nie oszczędzając przy tym humoru i ironii. Mamy również do czynienia z komizmem postaci. Za idealny przykład może posłużyć wspomniany wcześniej Xemerius. Jest to nowy bohater, duch demona w postaci kamiennego gargulca, którego widzi tylko Gwendolyn. Xemerius z początku wydał mi się być niepotrzebnym dodatkiem do fabuły, lecz z czasem przekonałam się do jego humorystycznych, ale zarazem jakże przydatnych, wypowiedzi oraz charakterystycznego stylu bycia. Jeśli jesteśmy już przy bohaterach, chciałabym również zważyć na główną bohaterkę oraz Gideona. Gwen z każdym tomem lubię coraz bardziej. Coraz częściej jestem w stanie zrozumieć jej zachowanie, a także utożsamiam się z nią podczas lektury. Zdaję sobie sprawę, że w sytuacjach, w jakich znalazła się Gwendolyn, zrobiłabym dokładnie to samo co ona. Gideon, mimo zmienności humorów, stał się jednym z moich ulubionych chłopaków literatury. Nie jest on kolejnym „Panem Idealnym” i właśnie to wyróżnia go spośród wszystkich moich ulubieńców. Nadal jednak nie wiadomo, co tak naprawdę łączy go z Gwen. Czy to tylko zauroczenie, może miłość, a może podstęp? Wszystko wyjdzie na jaw w następnym tomie i dopiero wtedy Gideon będzie mógł pokazać, na co go stać.

O ile „Czerwień rubinu” odebrałam jako wielki wstęp do Trylogii Czasu, o tyle po „Błękicie szafiru” spodziewałam się porywającej akcji i uchylenia choć rąbka tajemnicy. Powieść za to okazała się być powolna, akcja przesunęła się mały kroczek do przodu, a zamiast wyjaśnień, otrzymałam jeszcze więcej sekretów. Z jednej strony książkę czytało się wolniej i z łatwością mogłam się od niej oderwać, ale z drugiej – będzie więcej zabawy odkrywając tajemnice przy lekturze trzeciego tomu. Już ślinka mi cieknie na myśl, co będzie się tam działo. Tajemniczy klimat „Błękitu szafiru” podsycają prolog i epilog pozostawiając czytelnika w niecierpliwym oczekiwaniu na „Zieleń szmaragdu”.

Tym, którzy jeszcze nie zapoznali się z Trylogią Czasu, odsyłam do lektury recenzji „Czerwieni rubinu” oraz do księgarni. Uwierzcie mi i innym czytelnikom, że naprawdę warto. Tym natomiast, którzy dali się już wciągnąć w świat podróży w czasie, polecam „Błękit szafiru”. To ciekawa i tajemnicza powieść, która dostarczyła mi kilka godzin dobrej zabawy i oderwania od rzeczywistości. Czekam z niecierpliwością na „Zieleń szmaragdu”. 

Cytat będący tytułem recenzji to fragment "Cymbelinu" Williama Szekspira zamieszczony na 111 stronie książki "Błękit szafiru".

Trylogia czasu:


 1. Czerwień rubinu
2. Błękit szafiru
Premiera 12 października 2011
3. Zieleń szmaragdu
Premiera wiosną 2012


Strona autorki: KLIK 
Trailer USA:

Zapowiada się również ekranizacja :) Tutaj trailer filmu: KLIK

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Egmont za co bardzo dziękuję. 
 

sobota, 10 września 2011

Niezwykłe bitwy i szarże husarii - Radosław Sikora

Wydawnictwo: Erica
Oprawa: Twarda
Stron: 228
Ocena wydania: 9/10
Opis wydawcy: Niezwykłe bitwy i szarże husarii to książka poświęcona najciekawszym starciom tego rycerstwa, a w szczególności jego spektakularnym zwycięstwom, osiąganym nad wielokrotnie liczniejszym przeciwnikiem. Można w niej przeczytać m.in. o szarżach husarii, które rozbiły kilkunastokrotnie silniejszych nieprzyjaciół, czy też o heroicznej obronie przed około stokrotnie liczniejszym wrogiem. Nie zabrakło także epizodów przegranych, które pokazują, że sama obecność husarii na placu boju nie wystarczała, aby wygrać walkę. Często ważniejsze okazywały się okoliczności, w których do niej doszło. Omówiono także bitwy, wokół których narosło wiele nieporozumień i które wciąż, niesłusznie, funkcjonują w literaturze jako symbole kryzysu tej kawalerii. Pozycja zawiera liczne ilustracje kolorowe oraz mapy.

Ocena książki: 2/10 

„Niezwykłe bitwy i szarże husarii” to książka autorstwa Radosława Sikory, doktora nauk historycznych oraz eksperta w dziedzinie staropolskiej wojskowości i kawalerii. Dotychczas nie przeczytałam żadnej powieści historycznej, dlatego też zapragnęłam zapoznać się z lekturą. Książka, ku mojemu zaskoczeniu, okazała się być bardziej encyklopedią pełną wielu informacji o bitwach prowadzonych przez husarię. Niestety, mogę dodać.

Husaria była znaną z wielu zwycięstw formacją kawalerską Rzeczpospolitej, obecną na polach bitew od XVI do połowy XVII wieku. W najważniejszym okresie jej istnienia wojny kończyły się zazwyczaj zwycięstwami. „Niezwykłe bitwy i szarże husarii” to książka poświęcona głównie powodzeniom tego rycerstwa w starciu z kilkunastokrotnie silniejszym wrogiem oraz heroicznym obronom przed nieprzyjacielem. Sukcesy kawalerii były efektem taktyk wypracowanych i stosowanych tylko w Polsce. Wróg, spodziewając się ataku z użyciem broni palnej, nie był przygotowany na szarże. Jednakże w książce nie może zabraknąć epizodów przegranych, bowiem czasem niedopracowana taktyka może być tragiczniejsza w skutkach niż dobrze wyposażone wojsko. Wszystkie opisane w książce bitwy były dla Polski i husarii bardzo ważnymi momentami, mogły przynieść zarówno zwycięstwo jak i stać się symbolami kryzysu.

Książka dzieli się na rozdziały będące chronologicznym układem 16 wojen i szarż. Prócz szczegółowych informacji i opisów bitw, znajdziemy tutaj wiele źródeł, cytatów, dowodów, kolorowych zdjęć i tekstów, które jeszcze bardziej przybliżają nam sytuacje opisywane przez autora. Wszystkie wojny są w jakiś sposób ze sobą powiązane, zostają na zawsze wpisane w historię Rzeczpospolitej. Radosław Sikora opiera się na sprawdzonych źródłach przedstawiając prawdę historyczną w ciekawy sposób, jednakże sądzę, że książka jest pełna zbyt wielu informacji. Po krótkim czasie mój mózg już odłączył się od zmysłu wzroku odbiegając myślami bardzo daleko nie potrafiąc skupić się na lekturze. Być może przyczyną było również to, że jestem codziennie zasypywana różnego rodzaju informacjami, a od literatury wymagam odpoczynku i relaksu. Z pewnością „Najważniejsze bitwy i szarże husarii” nie mogą tego zapewnić czytelnikowi; zmuszają do rozmyślania, analizowania i pełnego skupienia.

Książka przybliżyła mi rolę husarii w dawnej Polsce, jednakże temat mnie nie zainteresował. Mam już więc odpowiedź na pytanie, czy powieści historyczne trafiają w mój gust. Z tegoż powodu, książka nie podobała mi się, czytało mi się ją wolno i ciężko. Jak tu skupić się na czymś, co w ogóle mnie nie interesuje? Nie martwcie się jednak, gdyż jestem pewna, że „Najważniejsze bitwy i szarże husarii” przypadną do gustu fanom historii. Natłok informacji, teksty historyczne oraz obrazy z XVI wieku to prawdziwa gratka dla pasjonatów Polskich wojen. Ja niestety nie będę mile wspominać lektury, jednakże polecam ją ciekawskim fanom historii. 

Strona autora: KLIK

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Erica
oraz portalowi Sztukater.pl


niedziela, 4 września 2011

Anioł - Cliff McNish

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 13.07.2011
Tytuł oryginału: Angel
Tłumaczenie: Gajdzińska Monika
Stron: 288
Opis wydawcy: Freya widzi anioły. Ten niezwykły dar staje się prawdziwym przekleństwem dziewczyny, bo nikt nie chce uwierzyć w jej wizje. Osamotniona i wyszydzana, zamyka się w sobie. Nie pomagają pobyty w specjalistycznych klinikach ani rozmowy z terapeutami. W końcu wsparcie ojca sprawia, że Freya wraca do normalnego życia.Niedługo później czternastolatkę znów odwiedzają przybysze nie z tego świata. Złowieszczy czarnopióry Mestraal budzi we Freyi przerażenie... ale i współczucie. Czy zwykła śmiertelniczka może uratować anioła?




Moja ocena książki: 7,5/10

"Nie tak łatwo być aniołem..."

Z pewnością każdy z nas ma jakiś postawiony cel, który stara się osiągnąć mimo przeciwności losu. Wyobraź sobie, że masz właśnie takie ogromne marzenie, ale jego spełnienie okazuje się być największym przekleństwem, od którego nie możesz zbiec. Wraz z nim, spada na Ciebie odpowiedzialność, a jej niepodjęcie może śmiertelnie zniszczyć Twoją duszę... „Anioł” to powieść Cliffa McNish'a, nieznanego dotąd na polskim rynku autora. Przystępując do lektury, spodziewałam się kolejnego przeciętnego paranormalu, a fakt, iż główna bohaterka ma zaledwie czternaście lat, jeszcze bardziej mnie zniechęcił. Postanowiłam jednak dać książce szansę. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

Freya Harrison, jako ośmiolatka, marzyła o zobaczeniu anioła. Marzenie iści się zakłócając dotychczasowe spokojne życie dziewczyny. Jeden wieczór, jeden przybysz nie z tego świata, jedno magiczne zdanie pozostające w umyśle Freyi na wiele lat. Dziewczyna oczekuje kolejnej wizyty anioła, ale upływ czasu doprowadza ją do szaleństwa i wskutek tego ląduje w szpitalu, gdzie bez przerwy odwiedzana jest przez psychologów oraz terapeutów. Lekarze tracą nadzieję lecz wsparcie ojca pomaga wrócić Freyi do normalnego życia. Czternastoletnia dziewczyna zapomina o aniele wmawiając sobie, że był to jedynie wytwór dziecięcej wyobraźni. Chodzi do szkoły, zadaje się z najbardziej wpływowymi rówieśnicami, żyje normalnie – tak jak każda inna nastolatka. Przez sześć lat nie odwiedził jej żaden anioł. Wszystko nabiera innego obrotu, gdy pewnego dnia widzi upiornego czarnopiórego Mestraala, który przybywa do dziewczyny w określonym celu. Freyi przyjdzie zmierzyć się ze swoją prawdziwą naturą i zdaje się, że znów pozostanie odtrącona przez rówieśników. Poznaje jednak Stephenie, nielubianą dziewczynę obsesyjnie interesującą się aniołami. Jedna dziwaczna osoba może dobrać się z równie dziwną, a oby dwie będzie wiązała śmiertelna tajemnica...

O pobycie ośmioletniej Freyi w szpitalu dowiadujemy się z nieujawniającego większych szczegółów prologu. Przez resztę stron powieści śledzimy już losy czternastoletniej dziewczyny, która bardzo rzadko wspomina o dawnym życiu. Przez te sześć lat udało jej się powrócić do normalności dzięki wsparciu ojca, zmiany wizerunku i posunięciu w niepamięć odwiedzin anioła. Jednak przybywa kolejna pozaziemska istota, która pokazuje Freyi jej prawdziwą naturę. W tej kwestii autor nie popisał się oryginalnym pomysłem, natomiast sam sposób, w jaki przedstawił anioły jest bardzo interesujący. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, iż nie są to wieczne żyjące istoty strzegące człowieka przed wszelkim złem. Tak wyidealizowali je ludzie, a jak jest naprawdę; przekonajcie się sami przy lekturze „Anioła”.

Fabuła jest bardzo prosta i łatwa do zrozumienia. Występuje kilka nieścisłości i niedociągnięć, ale jest ich naprawdę mało. Gdyby autor wprowadził parę poprawek, pomysł mógłby być w pełni wykorzystany, ale należy wziąć pod uwagę to, iż żadna książka nie jest pod tym względem idealna. Akcja płynie powoli lecz właśnie na tym polega urok „Anioła”. To taka spokojna ale zarazem wciągająca opowieść napisana lekkim i przystępnym językiem. Czyta się ją bardzo łatwo i przyjemnie, nie jest to zbyt ambitna lektura, ale nie należy również do tych banalnych.

Historię poznajemy dzięki trzecioosobowemu narratorowi, który ma wgląd na sytuacje bohaterów bez względu na to, czy znajduje się tam główna bohaterka czy też nie. Dzięki temu możemy skupić się na drugoplanowych postaciach, które ubarwiają powieść. Ich wyrazistość oraz realizm są zdecydowanie plusem „Anioła”. Freyę polubiłam za pewność siebie, odwagę i dojrzałość. Zdarzyło jej się pod wpływem emocji wypowiedzieć słowa, których później żałowała, ale w końcu każdy ma prawo popełnić takie błędy. Absolutnie nie przeszkadzał mi jej wiek, po prostu była normalną nastolatką. Może nie tak normalną biorąc pod uwagę jej nadzwyczajny dar... Ważną postacią w książce jest również Stephenie Rice, dziwaczka fascynująca się aniołami. Od początku coś ją przyciąga do Freyi i wkrótce dziewczęta mogą dzielić się nawzajem sowimi sekretami. Stephenie nie zdobyła mojej sympatii, irytowało mnie jej zaangażowanie, niecierpliwość i to, że nie potrafiła rozmawiać o niczym innym jak tylko o aniołach, przez co zostawała wiele razy wyśmiewana przez rówieśników. Jedynie Freya potrafiła zrozumieć dziewczynę i na odwrót. Nie podobały mi się dialogi prowadzone między przyjaciółkami. Możemy zauważyć liczne zdania typu „nie mogę cię stracić”, „zawsze będę z tobą”, „będę zawsze iść przed tobą i za tobą” i tym podobne. Przyjaźń chyba nie wymaga aż takich wyznań, brzmiały one bardzo dziwnie i śmiesznie.

Nie zaliczyłabym dzieła Cliffa MnNisha do gatunku paranormal romance, ponieważ nie znajdziemy tu ani jednego wątku romantycznego. Fakt, miłość jest motywem przewodnim, ale nie taka między chłopakiem, a dziewczyną, ale okazywana drugiemu człowiekowi. Miłość, poświęcenie, pomoc – to buduje strukturę fabuły i jednocześnie czyni ją nietuzinkową, bowiem tak rzadko w powieściach fantastycznych zwraca się uwagę na te wartości. Lektura przypomina o tym, że powinniśmy czerpać radość i satysfakcję z pomocy innym, bez względu na to ile może nas to kosztować...

„Anioł” to bardzo ciekawa i przyjemna lektura. Odrywa czytelnika od teraźniejszości zapewniając kilka godzin dobrej rozrywki. Nie ma tutaj żadnych mrocznych sekretów, pikantnych scen, licznych tajemnic - jest to spokojna powieść w sam raz przed spaniem. Z tego względu z pewnością najbardziej spodoba się młodszej młodzieży, aczkolwiek starsi również się nie zawiodą. Szkoda, że autor nie zaplanował kontynuacji, ale w końcu na polskim rynku jest teraz mnóstwo tzw. tasiemców i można to zaliczyć do plusów „Anioła”. Serdecznie polecam! 

Zapraszam do zapoznania się ze stroną autora: KLIK 
Oryginalna okładka: 















Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Nasza Księgarnia za co bardzo dziękuję. 

 

sobota, 3 września 2011

Stosik sierpniowy 2011 + żalenie się i parę informacji :)

Witajcie,

Chciałabym pochwalić się przed Wami moimi sierpniowymi zdobyczami :) Tradycyjnie; wraz z początkiem nowego miesiąca.
Oto stosik:


 Od lewej:
1. Rozkosze nocy - od Wydawnictwa Mag :)
2. Mroczne szaleństwo - jak wyżej. Bardoz się cieszę, bo ostatnio czytam same pozytywne opinie tej powieści.
3. Wiktoriańska herbaciarnia - od Wyd. Mira. Recenzja TUTAJ 
4. Chlapanie atramentem. Poradnik młodego pisarza - od Wyd. Bukowy Las. Przeczytałam kawałek i nawet ciekawy :)
5. Anioł - od Wydawnictwa Nasza Księgarnia - postaram się jutro umieścić recenzję :)
6. Kiedy Atena odwraca wzrok - od Wydawnictwa Muza,
7. Wichrołak - jak wyżej.
8. Zatruty tron - od Publicatu. W końcu :)
9. Miasto upadłych aniołów - od Wyd. Mag. Niestety muszę przyznać, że nie czytałam poprzednich części. Wydawnictwo będzie musiało trochę poczekać, bo nie mam zamiaru czytać MUA opuszczając poprzednie, według czytelników, świetne tomy :)
10. Błękitna miłość - wygrana w konkursie :)
11. Spadek - od Wyd. Prószyński
12. Inne okręty - od Wyd. Erica. Szczerze mówiąc nie mam ochoty na tę powieść, no ale zobaczymy, może mnie przypadnie do gustu.
13. Ava Farris. Podwójna tożsamość - propozycja Wydawnictwa Amok. Baaardzo się cieszę :) Zapowiada się ciekawie.

Powinnam jeszcze poczekać aż przybędzie do mnie wygrana 2 część Pamiętnika Stefano, ale jestem niecierpliwym stworzeniem :)

Chciałabym się jeszcze pochwalić pewną książką, z której formą jeszcze się nie spotkałam :


Otóż jest to tekst przed korektą, czyli tzw. szczotka. Radochę mam straszną, ponieważ  to pierwsza taka powieść jaką otrzymałam :)

A to oczywiście nic innego jak "Błękit szafiru". Niestety muszę przyznać, że po 150 stronach lektury jestem trochę zawiedziona. Akcja mknie powoli i wprawdzie jest tutaj wiele informacji, ale jednak to wszystko strasznie się ciągnie. Może jeszcze coś się zmieni, zobaczymy...

W każdym bądź razie wpierw chcę zrecenzować "Anioła" Cliffa McNisha. Jest to bardzo przyjemna lektura, dzisiaj zamierzam ją skończyć. Później przyjdzie pora na "Błękit szafiru" :)

 ***
Teraz trochę o wakacjach...
Mianowicie; byłam w te wakacje strasznie rozleniwiona, przeczytałam mało książek i nie zrobiłam nic konkretnego. Pogoda była beznadziejna, ale bardzo miłym akcentem były kolonia w Świnoujściu oraz wyprawy w góry. Strasznie szybko zleciało, nieprawdaż? Przede mną 3 klasa gimnazjum.

Mam nadzieję, że nie będziecie mieli nic przeciwko, żebym się Wam trochę pożaliła :)
Otóż jestem po prostu wściekła na Panią minister edukacji. Mianowicie:
1. Będę siedzieć do 16.30 w szkole, a jeszcze dodać do tego zajęcia dodatkowe i koła... Chyba zamieszkam w szkole ;/
2. Wszyscy nauczyciele straszą testem gimnazjalnym. Nowa formuła, wszystko nowe. Trzy dni testów, dwa testy na dzień z półgodzinną przerwą, szczegółowy podział na działy.
3. Projekty edukacyjne. To coś jest totalnie dziwne i zbędne.
4. Nowa podstawa programowa, a więc nowe podręczniki.
5. Po liceum będziemy pisac maturę nie w maju ale w czerwcu oraz będziemy mieć krótsze wakacje :/

Jednym słowem, rocznik 96' to króliki doświadczalne. Ciekawe kiedy pani minister skończą się pomysły. Żałuję, że nie jestem rok starsza... No ale trudno, trzeba brać się do roboty.
 Ja już wczoraj miałam sprawdzian z chemii także tego...

Życzę Wam dobrych wyników w tym roku szkolnym i pamiętajcie; jeszcze tylko wrzesień, październik, listopad, grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień, maj, czerwiec i wakacje! :)


Mam jeszcze do przekazania wiadomość od Sztukatera:


Zainteresowanych zapraszam na stronę Sztukater.pl . Jeżeli ktoś miałby jakieś pytania to śmiało piszcie.


Na koniec pozytywna nutka, która będzie mi przypominać o wakacjach:) :