Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

niedziela, 7 stycznia 2018

Z popiołów - Martyna Senator

Kiedyś wyobrażałam sobie, że moje życie jest pięciolinią, na której każda chwila zostaje zapisana w postaci odpowiednio dobranych nut. A ja niczym wybitny kompozytor codziennie dopisuję dalszą część bezkresnego utworu. Jedne dźwięki są skoczne i wesołe, inne żałosne i pełne melancholii. Wszystkie razem tworzą niepowtarzalną melodię, którą nuci moje serce. Jednak kilka dni temu wszystko umilkło, a całość zaczęła przypominać urwany hejnał.


Wydarzenia z przeszłości zmieniły Sarę nie do poznania, odcisnęły piętno na jej poczuciu własnej wartości i zaufaniu do ludzi. Jest teraz pewna, że miłość sprowadza się jedynie do cierpienia. Przynosi ból, łzy i rozczarowanie. Przekonał się o tym także Michał, którego wykorzystała była dziewczyna. Przypadkowe spotkanie dwóch poranionych dusz uruchamia ciąg niespodziewanych zdarzeń i pozwala im poznać życie na nowo. Budowany od lat mur, którym otaczała się Sara, zaczyna pękać za sprawą opiekuńczego Michała. ​


Coraz częściej przekonuję się, że nasi polscy autorzy z powodzeniem mogą dorównać najlepszym zagranicznym pisarzom. Martyna Senator to nasza Abbi Glines, Amy Harmon, Brittany C. Cherry. "Z popiołów" to jedna z lepszych historii gatunku NA, bo chociaż nie omija znanych nam schematów, to po prostu urzeka.

W tej opowieści cenię przede wszystkim fakt, iż rzeczywistość, w jakiej autorka umieściła bohaterów, a także ich losy, nie są w żaden sposób przekoloryzowane. Chwile wzruszeń i słodyczy przelatają się ze smutkami, których doświadczyć może każdy z nas. I w tym właśnie Martyna Senator jest lepsza od C. Hoover, która z kolei uwielbia zalewać czytelnika lukrem po to, aby zaraz go dobić skrajną tragedią i dramatem. U Senator widać wrażliwość, wyczucie i lekkość, z jaką prowadzi fabułę.

"Z popiołów" potrafi grać na emocjach, ale też nie w zbyt intensywny sposób. Wywołała u mnie chwile radości, czasem uśmiechnęłam się pod nosem, w innych jeszcze chwilach kibicowałam bohaterom. Nie przeżywałam natomiast całej historii tak, aby się wzruszać czy nie móc przestać o niej myśleć. To po prostu dobra powieść z gatunku, który obecnie w niewielu kwestiach zaskakuje czymkolwiek.

Czy polecam? Zdecydowanie tak, zwłaszcza tym, którzy nie wierzą w umiejętności pisarskie naszych rodaków. Następnie tym, którzy nie czytali wiele książek z gatunku. I w końcu tym, którzy uwielbiają historie, które emocjonalnie nie pozostawiają czytelnika obojętnym.


Moja ocena: 7/10 

1 komentarze:

Skorzystam z polecenia :)
 

Prześlij komentarz