Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

czwartek, 25 stycznia 2018

3 książki za 33 zł? Tak, i to same literackie pyszności!

Drogie Mole Książkowe!

Już teraz wystartowała wielka wyprzedaż Taniej Książki, w której możecie kupić 3 książki za 33 zł. Do wyboru ponad 250 tytułów, o wielu z nich słyszeliśmy jako o pozycjach bardzo dobrych.



Nie informowałabym Was o tym gdyby nie fakt, że, po pierwsze, to wspaniała okazja, bo książki wychodzą około 75% tańsze niż zwykle! Po drugie, liczba egzemplarzy jest ograniczona, więc musicie się pospieszyć. I po trzecie, są tu naprawdę wspaniałe tytuły.

Ja sama zaraz złożę zamówienie, bo NIE da się z takiej okazji nie skorzystać. A jeśli chodzi o moje wybory powieści?
Koniecznie muszę przeczytać:


Promocja trwa do 29.01.18 do godziny 23:59!

Zobaczcie sami, każdy znajdzie coś dla siebie!





poniedziałek, 15 stycznia 2018

Bad mommy. Zła mama

Wydawca: SQN
Opis: Wciągający, pełen intryg i obsesyjnej miłości thriller psychologiczny.
Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą i rodzicami kilkuletniej Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego małżeństwa i staje się najbliższą przyjaciółką Jolene.
Z czasem zachowanie Fig staje się coraz bardziej niepokojące – kobieta gromadzi w domu rzeczy identyczne jak u przyjaciółki, kupuje takie same ubrania, a na Instagramie publikuje zdjęcia Dariusa. Czy prawdziwym obiektem jej zainteresowania jest Jolene, jej przystojny mąż, czy mała Mercy? A może chciałaby mieć ich wszystkich?
Tarryn Fisher nakreśliła niezwykle intrygujące portrety psychologiczne bohaterów. W jakim stopniu ich motywacje są szczere? A może wszystko, co pokazują otoczeniu, to perfekcyjnie wyreżyserowany spektakl?









Uważaj, z kim się zadajesz,

Kogo wpuszczasz do mieszkania,

Do swojego życia.

Za ludzkim obliczem skrywa się przerażająca ciemność,

A najgorsze jest to,

Że nosi ją każdy z nas.


W przypadku Tarryn Fisher należy uczynić wyjątek i nie wspominać absolutnie nic na temat treści jej książek. Dlaczego? Ponieważ odbieramy innym możliwość pełnego doświadczenia niezwykle niepokojącej historii, która wymaga powolnego, stopniowego wgłębiania się w fabułę. Kilkoma zdaniami możemy zepsuć to, co autorka budowała przez kilkadziesiąt stron. Skupmy się raczej na wrażeniach i emocjach towarzyszącym czytelnikowi przy lekturze „Bad mommy”.

Niniejsza powieść to thriller psychologiczny zakorzeniający się głęboko w naszej psychice. Szczegółowo, umiejętnie wykreowane charaktery idealnie odwzorowują rzeczywistość umysłową ludzi chorych i targanych dziwnymi żądzami. Działania i myśli bohaterów są dla nas często niezrozumiałe, a upiorny klimat niepewności przelewa się na nasze myśli. Udziela nam się psychodeliczny wyraz tej opowieści, aż momentami włos się jeży na głowie. Na dodatek czujemy mieszankę zachwytu i obrzydzenia, bo jak zwyrodnialstwo psychiczne może budzić w nas przyjemność? I to jest najgorsze. I to uwiera. Fisher pokazuje na nas palcem i w pewnym momencie zdaje się krzyczeć: „Widzisz, ty też taki jesteś!”.

„Bad mommy” to opowieść przerażająca. Nie znajdziemy w niej paranormalnych stworzeń, duchów ani krwiożerczych klaunów, a mimo to jest to jedna z najbardziej niepokojących powieści, które przeczytałam  swoim życiu. Fisher nie cacka się z nami, a przedmiotem obaw, rozmyślań i strachu jest sam człowiek i jego wyobrażenia. To, jak potrafi on przekształcić rzeczywistość, siłą umysłu stawiając siebie na pierwszym miejscu, tłumaczy wiele mechanizmów chorób psychicznych. Gdzie jest różnica między chorobą  a zachwianiem morałów? Czy wychowanie ma na to jakiś wpływ? Czy każdy z nas jest wolny od szaleństwa? Jak potrafimy uważać się za szczerych, karmiąc otoczenie ułudą fantastycznego życia?

„Bad mommy” jest dobrze napisaną i umiejętnie skonstruowaną opowieścią o zawiści, która prowadzi do szaleństwa. To opowieść o fałszywych pragnieniach, okłamywaniu samego siebie, o determinacji, która zwodzi nas na złą stronę. Tacy są ludzie – psychopaci. Tacy jesteśmy my. 

Polak potrafi? "Król Kier"

Wydawnictwo: Czwarta strona
Opis: Nocni Łowcy, Supernatural, Caraval – brzmi znajomo?

Sięgnij po serię Circus Lumos i daj się oczarować!

Alicja jest w ostatniej klasie liceum, do tej pory jej życie przebiegało spokojnie, by nie powiedzieć, że nudno. Jednak los bywa przewrotny, a seria nieprzewidzianych zdarzeń rzuca ją na głęboką wodę magii i miłości. Kiedy poznaje Hadriana z Circus Lumos, wie, że nic nie będzie takie jak dawniej.


Demony atakują waszą duszę, niszczą was od wewnątrz. Budują w ludziach zło i tak zakorzeniają się w świecie. Im więcej w ludziach ciemności, tym ciemniejszy robi się świat. Im bardziej się im poddajecie, tym są silniejsze. Pokonać je można tylko swoją własną światłością. Sercem.




Alicja i jej nudne życie. Nieudana studniówka, zawód miłosny i litry ponczu.
Hadrian jest tajemniczy, przystojny, a w dodatku walczy z siłami mocy.
Spotkanie tych dwojga przewróci świat od góry nogami.
Wkraczamy do Circus Lumos.
Czeka nas zachwyt czy rozczarowanie?



Król kier” to opowieść o sile miłości, magii, przyjaźni i walce ze złem. Anna Polak opiera historię na sztandarowych motywach, tych prostych i nieskomplikowanych,  pojawiających się w literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Tym samym nie unika schematów fabularnych, a przy lekturze nie raz będziemy mieć wrażenie, że „gdzieś już to było”. Mamy tutaj nieśmiałą, nudną główną bohaterkę, która cieszy się zainteresowaniem niezwykle tajemniczego i przystojnego osobnika. Poznamy „łowców demonów”, rodzinkę z nadprzyrodzonymi mocami, głupiutką przyjaciółeczkę i niczym niezaskakujący wątek romantyczny. Ta mieszanina, sama  sobie, może nie byłaby zła, gdyby nie fakt, że łączy elementy najbardziej poczytnych książek ostatnich lat. „Twilight”, „Caraval”, „City of Bones”... To zdecydowanie lepsze pozycje, które mogą być substytutem dla poznania twórczości Aleksandry Polak.

Jak to jest z polską literaturą? Polak potrafi czy nie? W tym konkretnym przypadku mam wątpliwości. Dotąd, patrząc na ostatnio promowaną twórczość naszych rodaków, musiałam przyznać, że jest godna podziwu. W „Królu Kier” problem nie tkwi w braku smykałki do pisania czy w nieumiejętności snucia historii. Chodzi o wspomnianą już przeze mnie wtórność i schematyczność. Polacy zdecydowanie korzystają na oryginalności – największy sukces jest wtedy, gdy wyróżniają się z tony zagranicznych powieści w danym gatunku.  Nie ma nic lepszego niż przeczytać polską książkę i czuć autentyczną dumę. „Król Kier” trochę niszczy mi tą piękną wizję, ale wiem, że to pojedyncza wpadka. Prawdopodobnie nie sięgnę po kolejne tomy, a mimo to mocno kibicuję Aleksandrze, ponieważ najlepsze jeszcze przed nią. Ma szanse i potencjał, aby z czasem zmienić oblicze książek dla młodzieży i zachwycić nas magiczną historią. Trzeba tylko ćwiczyć i szukać nowych fabularnych rozwiązań.

Circus Lumos wita.

Niestety, przerwa w dostawie magii, iluzji i sztuczek.

Muszą się Państwo zadowolić mało zajmującym widowiskiem o nastoletniej zakazanej miłości.

Być może braki w asortymencie zostaną uzupełnione przy następnym spotkaniu.

środa, 10 stycznia 2018

Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender



Ava Lavender urodziła się inna. Wyjątkowa.
Ze skrzydłami.
Nie, nie jest kolejną bohaterką paranormalnej powieści. Jest rzeczywista, prawdziwa, choć tak inna.
Znika na ponad połowę powieści, mimo że to ona jest centrum fabuły.
Niesamowite, osobliwe i bolesne zarazem losy rodziny Roux to jej cichy szept.
Słowem tka piękną, delikatną i poruszającą opowieść.

Warto poznać osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender.





Powieść Leslye Walton to przepiękna historia z gatunku realizmu magicznego.  Normalność, codzienność i obyczajowość przeplatają się z urokiem ukrytym gdzieś między wersami, z magią słowa, z pięknem z pozoru ukrytym pod szatą rodzinnych przekleństw i zranień. To opowieść o poszukiwaniu swojej tożsamości, poznawaniu swojej historii i odkrywaniu tajemnic kształtujących rzeczywistość. Dlatego opowieść o dziewczynie ze skrzydłami wydaje się być po prostu prawdziwa.

Ava przez znaczną część opowieści pozostaje niemal niezauważalna. Opowieścią o swojej osobistej historii zaszczyca nas blisko końca książki, do tego momentu zaś zatapia się w przeszłość rodziny. Widzimy losy jej bliskich, przyjaciół i ludzi z nią związanych. Magia wkrada się w ich historie prawie niepostrzeżenie, tkwi w drobiazgach. A ma zastanawiamy się, co one oznaczają. Czy cudowne elementy to symbole? Czy metafory? Czy faktycznie mamy je traktować dosłownie? Słodycz magii, w chwilę przeradza się w ludzki ból, a jednak jest to rzeczywistość tak pociągająca, że mamy ochotę przenieść się do tego świata. Do końca nie będąc w stanie rozgraniczyć realizmu od lekkiego oniryzmu, po prostu dajemy się porwać.

„Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” to opowieść wyjątkowa. Wzbudza zachwyt, chwilami zasmuca, a w tym wszystkim traktuje o poczuciu akceptacji, której pragnie każdy z nas. Zapada w pamięć i jest zupełnie inna od czytanych przeze mnie ostatnio książek. Leslye Walton stworzyła coś oryginalnego i hipnotyzującego. Wzbudza w czytelniku swoistego rodzaju wrażliwość zarówno literacką, jak i dotyczącą innych ludzi, odmiennych, wyjątkowych, napiętnowanych. Serdecznie polecam. 

czwartek, 28 grudnia 2017

Mirror, mirror - Cara Delevingne

Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 384
Opis: 

Przyjaźń. Zdrada. Ofiara. Tajemnica. Cara Delevingne stworzyła thriller doskonały. Red, Leo, Rose i Naomi to czwórka młodych przyjaciół. Są inni od pozostałych rówieśników, są odmieńcami. Nie wiedzą, kim są i kim chcą być. Zbliża ich muzyka. Wspólnie zakładają kapelę Mirror, Mirror. Ale nie nacieszą się długo wspólną pasją... Naomi zostaje wyciągnięta nieprzytomna z rzeki. Pozostając w śpiączce, walczy o życie. Policja twierdzi, że była to nieudana próba samobójcza. Ale jej przyjaciele wcale nie są tego pewni. Każde inaczej reaguje na dramatyczne wydarzenia – Rose zaczyna imprezować jak szalona, Leo wpada w depresję, a Red postanawia samodzielnie odkryć prawdę. Czy Naomi się obudzi? Co zaprowadziło ją na granicę życia i śmierci? A może pytanie powinno brzmieć: kto? Odpowiedzi na pytania nie przyniosą niczego dobrego. Na jaw wyjdą najmroczniejsze tajemnice. Nic już nie będzie takie samo. Rozbitego lustra nie da się przecież skleić. 




Coraz częściej mamy do czynienia z takim zjawiskiem, że gwiazdy mediów, z przeróżnych branż, próbują swych sił w pisaniu powieści i, oczywiście, takie książki zyskują popularność niemal od razu. Znani youtuberzy, aktorzy (Tom Hanks przykładowo), piosenkarze i… modelki. Jeśli spojrzycie na okładkę „Mirror, mirror” to prawdopodobnie wasze oczy zatrzymają się na ogromnym nazwisku autorki, którą jest Cara Delevingne. I nie mam nic przeciwko temu, jednak muszę przyznać, że podeszłam do lektury z ogromnym dystansem. Nawet nie brałam pod uwagę, że ta książka zaskoczy mnie tak bardzo jak stało się w rzeczywistości.

Poznajcie Leo, Naomi, Rose i Reda, paczkę przyjaciół, którzy różnią się od innych nastolatków. Nie są przekonani o swoich celach, są zagubieni, ale łączy ich niezwykła więź. Czwórkę bohaterów jednoczy muzyka oraz zespół „Mirror Mirror”, który dobrze prosperuje aż do chwili niespodziewanej tragedii. Naomi, zostaje wyciągnięta z rzeki, nieprzytomna i prawie umierająca. Trafia do szpitala, gdzie przebywa w stanie śpiączki. Wieść szybko się rozchodzi, a policja i media przekonują, że była to nieudana próba samobójcza. Członkowie Mirror Mirror wiedzą jednak, że prawda jest zupełnie inna. W różnych też sposób reagują na tragiczne wydarzenia, każde z nich wybiera dla siebie niekoniecznie dobrą drogę. Jak potoczą się losy trójki przyjaciół? Co stało się z Naomi i czy będzie potrafiła wygrać walkę ze śmiercią?

Fabuła książki brzmi jak dobrze zapowiadający się thriller, w rzeczywistości jednak mamy do czynienia z powieścią NA w zupełnie oryginalnej i ciekawej formie. To opowieść o dojrzewaniu i radzenia sobie z tragediami, które niespodziewanie wdzierają się do naszego życia. Autorka w umiejętny sposób pokierowała Leo, Rose i Reda w różne kierunki i ukształtowała ich unikatowość i różnorodność. Możemy na dowolne sposoby interpretować każdą z niecodziennych reakcji bohaterów, studiować ich psychikę i zastanawiać się, co byśmy my zrobili na ich miejscu. Jeżeli więc spodziewacie się kolejnej powieści dla młodzieży, która utopi was w lukrze i zanudzi naiwnością bohaterów, ta powieść przekona was, że istnieją jeszcze dobre i ambitne powieści dla młodych, które uczą myślenia i interpretacji. Nie dobiją nas w deszczowy dzień, ale też nie potraktują nas naiwnie. Cara Delevingne z tego chociażby względu może stanąć na półce obok Greena, którego osobiście uwielbiam.

Świat wykreowany w powieści, fabuła oraz charaktery głównych bohaterów są niezwykle przemawiające do czytelnika i realistyczne. Widzimy świat takim jaki jest, jak lustro – wiele odbić, wiele stron, igrających cieni, wiele twarzy i konfrontacja z samym sobą. Rzeczywistość pozbawiona jest naiwności, przekoloryzowania, częściej wręcz bije mrokiem i brutalnością. Może nie są to odkrywcze rzeczy, ale, jako czytelnik, mogłam szybko wniknąć w lekturę i uwierzyć w każde słowo autorki. Dialogi bohaterów, czasem ostre, ordynarne, również są przekonywujące, a wrażliwszych czytelników mogą wprowadzić w stan zniesmaczenia. Niestety, tak jest i tak to wśród młodzieży obecnie wygląda.

Akcja książki nie pędzi z prędkością światła, ale na pewno nie można powiedzieć, że książka jest nudna. Sprawiła, że chciałam wiedzieć nieustanie jaka jest tajemnica wypadku Naomi, kto za tym stoi i jak potoczą się losy bohaterów. Napięcie jest tutaj stopniowo budowane, bazuje na emocjach, zaciekawia i nie daje oderwać się od lektury. Muszę jednak przyznać, że małego zawodu doznałam przy rozwiązaniu zagadki, która, miałam nadzieję, będzie szokiem i w pełni mnie usatysfakcjonuje. Pod koniec brakło jednak kulminacyjnej iskry.

„Mirror, mirror” to jedna z tych lepszych powieści dla młodzieży. Jest dobrze napisana, ciekawa i daje do myślenia. Zmusza do zastanawiania się nad własną drogą, własnymi odbiciami osobowości i przekonuje, że czasem warto przejrzeć się w lustrze. Choćby po to, aby zobaczyć drobne niedoskonałości, które dopełniają nas, dzięki którym jesteśmy sobą. 

wtorek, 12 grudnia 2017

Skradzione godziny - Maria Solar

Wydawnictwo: Kobiece
Tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius
Stron: 254
Opis: Rosa i Damián mają trójkę dzieci. Mimo że nie czują się ze sobą szczęśliwi, rozstanie nie wchodzi w grę. W tym okresie rozwody w Hiszpanii są jeszcze zabronione. Ich syn, Ramón przyjaźni się z synem Loli i Antonia, Roberto. Młodzieńcy znają się od dziecka i mówią sobie wszystko... przynajmniej do czasu aż odkrywają, że podoba się im ta sama dziewczyna.
Anselmo, dziadek Roberto i jego siostry Any, umiera trzymając w dłoni zdjęcie przedstawiające tajemniczą kobietę oraz notkę: „Powiedz mi, że mnie kochasz”. Śmierć staruszka jest owiana tajemnicą, gdyż Carmen, babcia Ramóna, twierdzi, że... umarł ponownie.
Skradzione godziny to wyjątkowa powieść o rutynie, która zabija żar miłości, pokusach niewiernych kochanków, gorzkim smaku zawodu i ciekawości wkraczania w dorosłość. To sentymentalna podróż po osobowościach zamkniętych w świecie, który choć nie jest odległy czasowo, wydaje się zupełnie inny.

Dwie rodziny.
Jedna tajemnica,
Która powinna coś zmienić.
Ale człowiek nie uczy się na błędach swoich, a tym bardziej czyichś.

Pojawiają się czasem w moim życiu powieści, które nie są dziełami sztuki, można szybko o nich zapomnieć, a jednak uświadamiają mi kilka ważnych prawd. „Skradzione godziny” Marii Solar to bestseller, który skradnie kilka wieczornych godzin, zapewni relaks i odpoczynek, a w tym wszystkim czuć, że ta powieść to coś więcej niż prosta historia. Co takiego znalazłam w tej powieści?

Akcja powieści ma miejsce w Hiszpanii, w czasach przed uznaniem prawa do rozwodów i po rządach Francisco Franca. Część społeczeństwa idzie z duchem czasu, zmienia się jej mentalność, otwartość na to, co dotychczas uważane było za niestosowane. Część natomiast żyje jeszcze pod presją minionego dyktatora, działa w imię przestarzałych norm.  Autorka przedstawia nam dwie rodziny diametralnie się od siebie różniące, a jednak ściśle ze sobą powiązane. Dla obu śmierć dziadka Anselma to początek odkrywania tajemnic, jest to czynnik skłaniający do zmian myślenia między innymi o miłości… Jednak czy wrażliwość i współczucie staną się udziałem rodzin? Czy tragiczna historia miłosna da im do myślenia czy też będzie się powtarzać w następnych pokoleniach?

Celowo nie opowiadam wam dokładnie o co chodzi, ponieważ książka ma ledwo ponad 200 stron i zdradziłabym wam znaczną część fabuły. W książce nie mamy głównego bohatera, powieść skupia się na różnych postaciach z obu rodzin, które związane są przyjacielskimi relacjami, i nie tylko, co okazuje się po śmierci Anselma. Wraz z wyjaśnieniem zagadki historii miłosnej sprzed lat, wyjaśniają się pewne zachowania niektórych z postaci i jest to  świetny zabieg zastosowany przez autorkę. Widzimy wyraźnie ciąg przyczynowo-skutkowy, jak starsze pokolenie wpływa na młodsze, jak postrzegamy temat niewierności, zdrad i oszustwa dokonanych przez rodziców.

„Skradzione godziny” to książka dla mnie smutna i przygnębiająca. Autorka daje bohaterom szanse na naprawę, na refleksję i zmianę zachowania, a oni robią coś zupełnie odwrotnego. Gdy już myślałam, że będzie na koniec pozytywny akcent, że młode pokolenie czegoś się nauczy okazywało się, że niczego nie rozumie z przebytej lekcji. I jest to coś, co ogromnie wyróżnia całą historię. Autorka pokazuje, jak ślepi są ludzie. Nie rozumieją do końca co mówią, ślepo patrzą w jednym kierunku i ciężko im cokolwiek wytłumaczyć. To pierwsza zasmucająca rzecz.

Druga, która wryła mi się w umysł, to to jak łatwo przyzwyczajamy się do tego, że ktoś robi dla nas wszystko. Rodzic, siostra, partner, obojętnie. Poświęca swój czas, serce, często marzenia, szczęście i tak naprawdę własne życie dla nas, a my po pewnym czasie przyjmujemy to za normalność. W książce są co najmniej trzy takie przypadki, między innymi mamy tutaj syna, który obserwuje jak ojciec wyżywa się na matce. Chłopak wie, że coś jest nie tak, ale przecież mama nie protestuje. Robi swoje z pokorą i przeprosinami, a więc taka jej rola, tak być powinno i to sprawia, że czuje się spełniona w swojej roli. To jest straszne. Jednak dobrze ktoś kiedyś powiedział, żeby być doraźnie pomocnym, bo na dłuższą metę nie będziemy już uprzejmymi ludźmi  z dobrym sercem ale niewolnikami. Pod koniec książki pojawiła się mała nadzieja na to, aby zakończyć pewną kwestię w sposób pełen nadziei, ale bohaterowie wszystko zniweczyli kierując się egoizmem i poczuciem, że skoro ktoś już poświęcił wszystko dla kogoś innego, to niech tak już będzie zawsze.

Patrząc na „Skradzione godziny” jako na książkę, powiedzieć można, że jest zwyczajnie przeciętna. Styl autorki jest prosty, dosłowny, nie obfituje w bogate opisy także ciężko odczuć klimat tamtych czasów. Podobnie rzecz się ma z bohaterami. Roberto i Ramon to takie postacie wysuwające się na pierwszy plan i owszem, wzbudzają sympatię, ale nie znamy ich praktycznie wcale. Autorka mam wrażenie całkowicie zaniechała kształtowania charakterów, ponieważ są oni tylko dodatkiem do całej historii, która wydaje się być najważniejsza. Gdyby Maria Solar chciała postawić na portrety psychologiczne i opis tamtej Hiszpanii, wówczas powieść nie miałaby tylko 250 stron. Tak więc „Skradzione godziny” to pozycja lekka, niewymagająca, taka na kilka chwil podczas nudnego wieczoru. I taka była moja pierwsza myśl – średnia powieść, można nie czytać, taka zwyczajna. Z czasem jednak zaczęłam myśleć o całej historii i zauważyłam kilka ważnych rzeczy, o których pisałam wcześniej.

Nigdy wcześniej nie zaznaczałam żadnych cytatów i fragmentów w książkach, ale podczas lektury nie mogłam się powstrzymać. W całej prostocie przekazu zdarzają się niezwykle trafne spostrzeżenia, a te dotyczące ludzkiej natury, egoizmu i głupiego paradoksu powstałego na skutek braku refleksji bohaterów, aż prosiły się o zaznaczenie i nawet komentarz dopisany ołówkiem. To pozwoliło mi znaleźć w historii coś, co ą wyróżnia i jest cenne. Dlatego polecam tak postąpić, w innym przypadku możecie beznamiętnie przeczytać książkę, rzucić w kąt i zupełnie zapomnieć że ją czytaliście.
„Skradzione godziny” wywołały więc mieszane uczucia, ale z czasem zaczynam coraz bardziej doceniać to co Maria Solar ukryła w swojej prostej opowieści. Zachęcam abyście dali tej książce szansę i chwile nad nią pomyśleli, bo naprawdę z banalnej historii może stać się czymś ciekawym i oryginalnym. 

Książkę w dobrej cenie kupicie na stronie Taniej Książki.

sobota, 25 listopada 2017

Nibynoc - Jay Kristoff





Wydawnictwo: MAG

Tłumaczenie: Strzelec Małgorzata

Opis: Córka powieszonego zdrajcy, Mia Corvere, ledwie uchodzi z życiem po nieudanej rebelii swojego ojca. Samotna i pozbawiona przyjaciół ukrywa się w mieście wzniesionym z kości martwego boga. Ściga ją senat i dawni towarzysze jej ojca. Jednakże jej dar rozmawiania z cieniami doprowadza ją do drzwi emerytowanego zabójcy i otwiera przed nią przyszłość, jakiej nigdy sobie nie wyobrażała. Szesnastoletnia Mia zgłębia teraz tajniki fachu u najbardziej niebezpiecznych zabójców w całej 
Republice – w Czerwonym Kościele. W salach Kościoła czeka jej ją wiele zdrad i prób, a porażka oznacza śmierć. Jeśli jednak przetrwa inicjację, zostanie przyjęta w poczet wybrańców Pani od Błogosławionego Morderstwa i znajdzie się o jeden krok bliżej jedynej rzeczy, jakiej naprawdę pragnie.




Jeżeli śledzicie książkowe nowiki, to na pewno kojarzycie „Illuminae”, pozycję, na punkcie której zwariował zagraniczny book tube. Ostatnio głośno zrobiło się na temat innej pozycji Jay’a Kristoff’a, współautora „Illuminae” – „Nevernight”, czyli „Nibynoc”. Nie wiedzieć czemu, w Polsce nie jest na ten temat głośno. Wydawnictwo MAG zrobiło wszystko, co mogło – zachowało oryginalną oprawę, twardą, a także stworzyło czerwone brzegi stron. Mimo wszystko mało słyszałam o „Nibynocy”, a ludzie nawet nie wiedzą co tracą! Spotkałam się z opinią, że z opisu jest to mix znanych już pozycji – „Szklanego tronu” i „Szóstki wron”. Nie jest to prawda, ale owszem, te trzy książki mają wspólną cechę – są po prostu świetne.

Mia Corvere to córka zdrajcy, którego rebelia skończyła się  klęską. Dziewczyna musi uciekać przed żądnym zemsty senatem i towarzyszami jej ojca. Niezwykłe umiejętności rozmowy z cieniami zaprowadzają ją do domu zabójcy, który otwiera przed nią przyszłość mroczną ale dającą nadzieję. Mia postanawia szkolić swoje umiejętności i zgłębić tajemnice darów w Czerwonym Kościele. W towarzystwie najgroźniejszych zabójców Republiki, dziewczyna próbuje przetrwać i dostać się do wybrańców Pani od Błogosławionego Morderstwa. Czy uda jej się przeżyć wśród intryg, morderstw i licznych zdrad? Czy dokona zemsty na tych, którzy zniszczyli jej rodzinę?

Autor stworzył nowy, fantastyczny świat, który pełen jest zachwycających elementów. Trzy słońca wschodzą po sobie, a co kilka lat następuje arcynoc. Cykl życia wyznaczają „nibynoce”, równie jasne jak zwykłe dni, z tym, że zimniejsze. Występują tutaj nadnaturalne moce, takie jak władanie cieniami, tkanie ciał, a w tym wszystkim przewija się motyw bóstw i kultu. Tak misternie skonstruowany świat, z początku ciężki do zrozumienia, skojarzył mi się z tymi znanymi z twórczości Brandona Sandersona, także jego fani z pewnością zakochają się też w Jayu Kristoffie. Szczególnie mam tu na myśli nowelkę Sandersona, „Duszą cesarza”, która opiera się na tkaniu dusz i ma miejsce w orientalnej rzeczywistości. Również bohaterka, Shai, tak jak Mia, jest piekielnie inteligentna, mroczna, silna, cierpliwa i niczym doświadczony drapieżnik potrafi cierpliwie czekać na atak. Nie mówię tutaj od razu o jakimś plagiacie, pragnę jedynie zwrócić uwagę, że „Nibynoc” bardziej odpowiada klimatowi Sandersona niż innym fantastycznym książkom dla młodzieży.

Między zaś „Nibynocą” a „Szklanym tronem” jest przede wszystkim ogromna różnica w sposobie opowiadania historii. O ile „Szklany tron” to dobra opowieść dla młodzieży, tak „Nibynoc” jest już cięższa w treści, a autor w ogóle się nie hamuje – pisze wszystko bez owijania w bawełnę. Takim sposobem mamy tutaj dużo wulgaryzmów, seksu, morderstw, brutalnych opisów i poważnej, mrocznej fantastyki. Sama historia też nie jest tak łatwa w odbiorze jak można by się spodziewać. Podczas lektury musiałam dość mocno skupić się na tym, co czytam, przede wszystkim aby zrozumieć nowy świat. Autor przygotował bowiem wiele szczegółów, które my musimy przyswoić, a także jego styl pisania nie jest najłatwiejszy. „Nibynoc” dostarcza świetnej rozrywki, ale jest to lektura bardziej wymagająca.

Jak  już nawiązuję do tych „podobnych” lektur, napomknę też o tym, co „Nibynoc” ma wspólnego z „Szóstką wron”. Jeżeli czytaliście moją recenzję książek Bardugo to wiecie, że jedną z mocniejszych stron jej powieści są bohaterowie. Jay podobnie wykreował postacie, które się kocha, a czasem też nienawidzi. Także te czarne charaktery wzbudzają duże emocje, a mroczne postaci pierwszo- i drugoplanowe ujmują swoją siłą, humorem, odwagą i stanowczością. A, właśnie! Humor , groteska to w tej pozycji nieodłączny element bohaterów, podobnie jak w „Szóstce wron”.

Nigdy bym nie powiedziała, że „Nibynoc” to przewidywalna ‘kopia’. To zebranie wszystkiego, co najlepsze w tego typu literaturze i podane w nowej, ciekawej otoczce. Ta powieść nieźle zaskakuje, czasem wzrusza, szokuje i nie pozwala się oderwać. Jest bardzo dobrze napisana, przemyślana od A do Z, skomponowana z największą dbałością o szczegóły. To taki wyższy level w odniesieniu do fantastycznych młodzieżówek, przeznaczony dla starszego czytelnika. Nie pozostaje mi nic innego jak czekać z niecierpliwością na kolejny tom, bo NIE WYTRZYMAM. 

                                                Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu MAG