Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo mag. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wydawnictwo mag. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rzeki Londynu - Ben Aaronovitch

Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2014
Ilość stron: 365
Opis: Nazywam się Peter Grant. Jestem detektywem i uczę się na czarodzieja – jako pierwszy uczeń od pięćdziesięciu lat. Zajmuję się gniazdem wampirów w Purley, negocjuję rozejm między walczącymi ze sobą bogiem i boginią Tamizy, wykopuję groby w Covent Garden – a to tylko rutynowe działania. Duch rozruchów i rebelii obudził się w mieście i na mnie spada obowiązek przywrócenia porządku chaosie, który wywołał. Albo tego dokonam, albo umrę próbując…







Przepis na czarodziejski przysmak.

Należy gotować dużą ilość akcji aż do jej wrzenia, dodać nieco mniej czarnej magii, wrzucić zwłoki zmasakrowane zaklęciem, przyprawić humorem oraz owiać wonią urokliwego Londynu. Następnie smakołyk podany w tajemniczej oprawie przeanalizować pod koniec męczącego dnia lub na leżaku stopionym w blasku słońca. Tak właśnie wygląda lektura książki Bena Aaronovitcha pt. „Rzeki Londynu”.

Poznajcie Petera Granta, młodego posterunkowego, który właśnie zakończył okres próbny w policji stołecznej lub, przynajmniej czysto teoretycznie, w armii sprawiedliwości. Perspektywy na dalszą karierę nie są nazbyt obiecujące – praca papierowa na pewno nie przynosiłaby takiej satysfakcji jak śledzenie seryjnych londyńskich zabójców. Poza tym jak można inaczej zaimponować seksownej posterunkowej Lesley May? Peter jednak nie musi długo czekać na światełko w tunelu (przynajmniej dopóki nie wie, że to pociąg). Pewnej nocy, podczas dochodzenia w sprawie morderstwa, mężczyzna przesłuchuje pewną osobę, która jest martwa. Dosłownie. Koledzy z pracy raczej nie będą z tego zadowoleni… Entuzjastycznie reaguje zaś nadinspektor Nightingale, swoją drogą ostatni czarodziej w Anglii. Wygląda na to, że Peter Grant zainteresuje swoją osobą nie tylko wołające z biurka prace papierowe…

Nauka na czarodzieja nie jest taka prosta, jak mogłaby się wydawać. Tutaj nie wystarczy latać na miotle, zamieniać piękne dziewczyny w tłuste żaby czy wrzucać do kotła kurze stópki. Peter Grant zajmuje się za to gniazdem wampirów w Purley, wykopuje groby w Covent Garden, próbuje pogodzić boga i boginię Tamizy, bada sprawę zabitego człowieka i to najwyraźniej zmasakrowanego przez potężne zaklęcie. Poza tym coś niedobrego dzieje się z mieszkańcami Londynu. Duch rebelii, rozpaczy i cierpienia rozlewa się na całe miasto, a temu może zaradzić tylko młody czarodziej.

Mieliśmy już do czynienia z czarodziejami i szeroko pojmowaną magią w różnej postaci. Tak samo nie możemy narzekać na brak dobrych powieści kryminalnych czy thrillerów. A co, gdyby połączyć oba niesamowicie ciekawe gatunki? „Rzeki Londynu” stanowią bowiem właśnie taką powieść. Kiedy już myślimy, że zwłoki z papką zamiast mózgu są skutkiem brutalnego morderstwa, okazuje się, iż to zaklęcie ma taką moc. Poza tym, to duch od czasu do czasu zostaje zapytany o okoliczności zabójstw. Kryminalna część fabuły nie traci na tym, ponieważ przy lekturze czujemy się jak w jednej z najlepszych historii o tajemniczych mordercach. Owe połączenie gatunków wyróżnia „Rzeki Londynu” na tle innych paranormali, tudzież powieści fantasy.

Niezaprzeczalnie jednym z największych atutów książki jest niepokojący, tajemniczy, a w tym wszystkim również ironiczny klimat. Groteska wdziera się nie tylko w fabułę, ale także w samą kreację bohaterów. Dramat, brutalność i strach łagodzone są myślami Petera, jego podejściem do życia, swobodnym wręcz wyrazem charakteru. Może zbyt łatwo bohater przyjmuje nadnaturalne fakty i nie ma większych aspiracji, ale w tym wszystkim dodaje historii odrobinę łagodności, ironii i lekkości. Ponadto sama sceneria Londynu niesamowicie oddziałuje na wyobraźnię czytelnika. Peter Grant jest zachwycony, wręcz rozkochany w swoim mieście, co widać przez liczne opisy przeróżnych jego zakątków.

„Rzeki Londynu” to powieść lekka, rozrywkowa, a jednocześnie zaciekawiająca fabułą i tajemniczym klimatem. Zachęcam każdego czytelnika, który lubuje się zarówno w kryminałach jak i książkach fantasy, do zapoznania się z tą lekturą. Z pewnością spędzi z nią ciekawy wieczór i nie raz uśmiechnie się pod nosem.

Ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG.

środa, 4 czerwca 2014

Chłopaki Anansiego - Neil Gaiman

Wydawnictwo: MAG
Stron: 360
Opis: Czytelnicy z Ameryki i całego świata po raz pierwszy poznali pana Nancy’ego (Anansiego), pajęczego boga, własnie w Amerykańskich bogach. Chłopaki Anansiego to historia o jego dwóch synach, Grubym Charliem i Spiderze.

Gdy ojciec Grubego Charliego raz nadał czemuś nazwę, przyczepiała się na dobre. Na przykład kiedy nazwał Grubego Charliego „Grubym Charliem”. Nawet teraz, w dwadzieścia lat później, Gruby Charlie nie może uwolnić się od tego przydomku, krępującego prezentu od ojca – który tymczasem pada martwy podczas występu karaoke i rujnuje Grubemu Charliemu życie.Pan Nancy pozostawił Grubemu Charliemu w spadku różne rzeczy. A wśród nich wysokiego, przystojnego nieznajomego, który zjawia się pewnego dnia przed drzwiami i twierdzi, że jest jego utraconym bratem. Bratem tak różnym od Grubego Charliego, jak noc różni się od dnia, bratem, który zamierza pokazać Charliemu, jak się wyluzować i zabawić... tak jak kiedyś ojciec. I nagle życie Grubego Charliego staje się aż nazbyt interesujące. Bo widzicie, jego ojciec nie był takim zwykłym ojcem, lecz Anansim, bogiem-oszustem. Anansim, buntowniczym duchem, zmieniającym porządek świata, tworzącym bogactwa z niczego i płatającym figle diabłu. Niektórzy twierdzili, że potrafił oszukać nawet Śmierć.



"Życie jest jak piosenka. Choć czasem ze zdartej płyty".


Dziewczynka, która poszukuje przygód tam, gdzie nie powinna. Dziewczynka, która odkrywa alternatywny świat, niemal wyśniony… Dziewczynka, która nie może dać przyszyć sobie guzików. Koralina. Opowieść Neila Geimana, a zarazem moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Baśniowa, magiczna, pełna wyobraźni i subtelnej grozy. Miałam więc podstawy do tego, aby po książce „Chłopaki Anansiego” spodziewać się równie interesującej opowieści. Z chęcią zabrałam się do lektury, ale, niestety, lektura nie spełniła do końca moich oczekiwań.

Gruby Charlie to wyjątkowa jednostka, niezwykle doświadczana przez los pożałowania godnymi sytuacjami. Nie znosi swojego ojca (swoją drogą inicjatora określenia „gruby”), jego ulubionym zajęciem jest oglądanie telewizji, a na swoją narzeczoną, Rosie, nie zwraca większej uwagi. Ponadto oboje nie wiedzą, kiedy odbędzie się ich ślub – choć przecież wypadałoby się w końcu pobrać. Na domiar złego matka Rosie okazuje się być zrzędliwą sknerą, nieufnie nastawioną do Grubego Charliego. Praca z kolei jest coraz bardziej męcząca, ale to nie koniec. Gruby Charlie dowiaduje się o śmierci swojego ojca, a jedyne co ogranicza go przed odtańczeniem tańca radości, to minimalny szacunek wobec innych. Wtedy właśnie dowiaduje się, że jego ojciec był „boskim pająkiem”, istotą nie z tego świata. Okazuje się też, że Gruby Charlie ma brata, Spidera. Ten wprasza się do domu i dosłownie wywraca wszystko do góry nogami. Bo jak tu wytrzymać kąpiąc się w zimnej wodzie, podczas gdy niechciany gość wygrzewa się w pokojowym jacuzzi? I jaka moc kryje się w synach pajęczego boga?

„Chłopaki Anansiego” , czyli Gruby Charlie i Spider, to synowie Pana Pająka poznanego przez większość czytelników w powieści „Amerykańscy bogowie”. Nie czytałam tej książki, dlatego nie będę w stanie dokonać porównania. Całe szczęście, że „Chłopaki Anansiego” stanowią spójną historię, niewymagającą znajomości pierwszej książki. „Amerykańscy bogowie” są zapewnie utrzymani na tym samym poziomie literackim, dlatego raczej nie żałuję, że ich nie czytałam. Niestety, chyba Neil Gaiman nie przekonał mnie do swojego stylu. Wydaje się to być trochę dziwne, ponieważ „Koralina” z kolei bardzo mi się podobała. Przyczyna tkwi w tym, że książka ta ma cechy baśni lub groźnej opowieści dla starszych dzieci. Po „Chłopakach Anansiego” spodziewałam się natomiast trochę poważniejszej historii, z większą ilością horroru i magii. Otrzymałam za to dawkę dziwnego humoru, który jedynie raz wywołał na mojej twarzy mały uśmiech. Bardziej irytowały mnie pewne sytuacje niżeli śmieszyły.

Styl, jakim posługuje się Neil Gaiman, cechuje swoboda, ironia oraz przystępność. Dla mnie – troszkę zbyt banalnie. Większość dialogów między bohaterami to informacje zbędne, nic nie wnoszące do historii. Może tylko odrobinę ‘luźnego’ klimatu, za którym raczej nie przepadam. Ponadto, narrator czasami zwraca się bezpośrednio do czytelnika, zwłaszcza gdy nawiązuje do opowieści o Anansim.  Problem w tym, że w najmniejszym stopniu nie poczułam się odpowiedzialna do jakiegokolwiek zaangażowania w historię. O emocjonalnych odczuciach również nie ma co mówić… Neil Gaiman traktuje bohaterów powierzchownie, nie zagłębia się w ich psychikę, nie kształtuje skomplikowanych charakterów. Prostym przykładem może być sytuacja, gdy do Charliego przybywa Spider. Nieznajomy oświadcza, że jest jego bratem. Co robi Charlie? Otwiera drzwi i proponuje Spiderowi herbatkę. A jak reaguje na fakt, że brat całuje się z jego narzeczoną? Zadaje pytanie „dlaczego”, po czym wszystko wraca do normy. Wszystkie postacie są bowiem bez życia, jakby płaskie i bezuczuciowe.

Neila Gaimana mogę pochwalić tylko na postawie książki „Koralina”. „Chłopaki Anansiego” okazały się dla mnie lekturą zbyt banalną, nieprzemyślaną, prostą i nic nie wnoszącą do mojego życia. Samo czytanie nie przyniosło zbyt wielu emocji, z łatwością mogłam oderwać się od tej książki. Myślę jednak, że są osoby, którym spodoba się styl autora oraz charakterystyczny humor. Neil Gaiman musi dojść z czytelnikiem do porozumienia, ja do tej grupy niestety nie należę. 

Ocena książki:4/10

DODATKI:

Strona autora: KLIK
Poprzednie wydanie:


Serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG za możliwość przeczytania książki.

czwartek, 15 grudnia 2011

Recenzja: W pół drogi do grobu - Jeaniene Frost + wyniki ankiety i patronaty Sztukatera

Wydawnictwo: MAG
Rok wydania: 2011
Tytuł oryginału: Halfway to the Grave
Tłumaczenie: Anna Reszka
Ilość stron: 440
Opis wydawcy: Półwampirzyca Catherine Crawfield z zemsty zabija nieumarłych, mając nadzieję, że jeden z nich okaże się jej ojcem, odpowiedzialnym za zniszczenie życia jej matce. Schwytana przez Bonesa, łowcę nagród polującego na wampiry, zostaje zmuszona do współpracy. W zamian za znalezienie ojca Cat zgadza się trenować z seksownym nocnym łowcą, aż dorówna mu umiejętnościami walki. Jest zdziwiona, że nie kończy jako jego przekąska. Czyżby rzeczywiście istniały dobre wampiry? Wkrótce Bones przekona ją, że bycie mieszańcem nie jest wcale takie złe. Ale zanim Cat zdąży się nacieszyć nowo zdobytym statusem pogromczyni demonów, oboje będą ścigani przez grupę zabójców. Cat musi opowiedzieć się po jednej ze stronie… a Bones okaże się dla niej równie kuszący jak żywy mężczyzna.


Gdy pierwszy raz ujrzałam powieść „W pół drogi do grobu” autorstwa Jeaniene Frost w zapowiedziach, byłam przekonana, że będzie to kolejna pozycja pozbawiona oryginalności. W końcu ileż można czytać o tym samym? Z pewnością książka byłaby mi obojętna gdyby nie entuzjastyczna reakcja użytkowniczek forum książkowego na wieść o premierze. Późniejsze pozytywne recenzje spowodowały, że miałam ogromną ochotę na przeczytanie powieści. Jakie są moje wrażenia po lekturze? Czy faktycznie zasługuje ona na zachwyty czytelników?

Catherine Crwafield to ambitna uczennica college'u. W wolnym czasie zajmuje się... zabijaniem wampirów, których krew płynie i w jej żyłach – jest ona bowiem pół człowiekiem, pół wampirem. Jak to się stało? Matka dziewczyny została zgwałcona przez żadną krwi bestię, a dziecko, które było owocem koszmarnej nocy, otrzymało cechy obu rodziców. Od tej pory Cat zabija krwiopijców z nadzieją, że odnajdzie wśród nich ojca odpowiedzialnego za zniszczenie życia jej matce. Kieruje się wpajanym od dzieciństwa stwierdzeniem, że każdy wampir jest zły i podstępny. Za niedługo dowiaduje się, że nawet najgroźniejsza bestia zdolna jest do miłości.

Podczas jednej z wieczornych akcji, Catherine zostaje schwytana przez przystojnego łowcę nagród polującego na wampiry. Bones zmusza ją do współpracy. W zamian za pomoc w odnalezieniu ojca Cat zgadza się trenować z seksownym wampirem aby zjednoczyć siły by pokonać zabójców odpowiedzialnych za zaginięcia młodych dziewczyn. Żadne z nich nie przeczuwa, że połączy ich wyjątkowe uczucie... Cat wie, że układ zawarty z Bonesem ani trochę nie spodoba się jej matce.
Spragnione krwi wampiry atakują miasto, a tylko dwójka nocnych łowców może powstrzymać spragnionych krwi bestii. Kto wygra? Co stanie się z miłością?

Powieść tak mnie zaczarowała, że nie wiem od czego zacząć. Swoje odczucia mogłabym z pewnością wyrazić w kilku słowach (posłużę się przykładem: „to było GENIALNE!”), jednakże postaram się ubrać moje zachwyty w bardziej szczegółowy sposób. Przejdźmy więc do fabuły. Może pomysł autorki nie był zbyt zaskakujący i oryginalny, ale wkład niesamowitych postaci oraz przedstawienie historii sprawiły, że książka „W pół drogi do grobu” wznosi się na wyżyny gatunku. Porywa już od pierwszej strony, zasysa do klimatycznego świata i nie pozwala oderwać się od niego chociażby na chwilę. Akcja mknie w szybkim tempie, nie zwalnia aż do końca. Nie było ani jednej chwili, ani jednej strony, ani sekundy żebym się nudziła, a za to ogromny plus.

Książka pełna jest walk, pościgów, tajemnic i odrobiny erotyzmu. Nie jest to kolejna paranormalna love story z niewinnymi całusami, flirtem i brakiem emocji. „W pół drogi do grobu” wywołuje bowiem silne uczucia, pobudza wyobraźnię oraz angażuje czytelnika w całą historię. Jest to powieść z pazurem, zdecydowanie dla strasznej młodzieży, a także dorosłych.

Opowieść poznajemy z punktu widzenia Cat. Doszłam do wniosku, że książki czyta mi się lepiej, gdy narrator jest pierwszoosobowy. W tym wypadku nie mogło być inaczej, ponieważ żal byłoby ominąć okazję dogłębnego poznania bohaterki, której po prostu nie da się nie lubić. Cat jest bowiem dwudziestodwuletnią kobietą, która swoją siłą zadziwia niejednego wampira. Waleczna, energiczna, twarda, ale zarazem uczuciowa. Diametralnie różni się od często spotykanych w literaturze nieporadnych i naiwnych dziewczyn, które zapatrzone w wielką miłość zapominają o zdrowym rozsądku. Catherine to dorosła kobieta zdeterminowana aby zabijać wampiry, a jednak jak każdy człowiek zmienia się pod wpływem miłości. Trudne jest też dla niej przyznanie się matce do zawartego z Bonesem paktu. W końcu każdy ma jakieś słabości. Postać dziewczyny jest jednym z największych plusów powieści.

Wspomnę też o drugim ważnym bohaterze książki, mianowicie o naszym seksownym wampirze zabijającym przedstawicieli swojego gatunku, czyli Bonesie. Od jedenastu lat walczy z jednym z najpotężniejszych krwiopijców – Hennesseyem, który bezlitośnie morduje mieszkańców miasta. Bones zdecydowanie różni się od innych wampirów. Wprawdzie potrzebuje ofiar do zaspokajania pragnienia krwi, ale nie zabija przy tym ludzi, potrafi się kontrolować. Poza tym łączy w sobie cechy takie jak odwaga, honor, stanowczość i uczuciowość, opiekuńczość, zrozumienie. Autorka uczyniła Bonesa tajemniczym w taki sposób, że z każdą stroną poznajemy go coraz bardziej, ale mimo wszystko jego poczynania mogą nas zadziwić. On i Catherine idealnie do siebie pasują, tworzą niepowtarzalną i zgraną drużynę. Ciekawa jestem jak autorka poprowadzi wątek miłosny w następnej części serii.

Jeszcze jednym bardzo ważnym aspektem jest język, jakim posługuje się pani Frost. Nie znajdziemy tu wielu 'wykwintnych' sformułowań na miarę doświadczonego pisarza, ale proste, ciekawe i pobudzające wyobraźnię opisy, a także ciekawe dialogi. Chociaż spodziewałam się większej dawki humoru, to nie raz uśmiechnęłam się pod nosem przy każdej uwadze Bonesa na temat seksapilu i ciętych ripost Cat. Rozmowy prowadzone między bohaterami są mistrzowskie.

Mogłabym długo wymieniać wszystkie zalety powieści „W pół drogi do grobu”, a i tak nie byłabym w stanie wyrazić jak bardzo podobał mi się warsztat autorki i genialne postacie, które tworzą mieszankę wybuchową. Najchętniej zaczęłabym lekturę od nowa. Czekam z niecierpliwością na drugą część i dodam, chociaż chyba nie jest to konieczne, GORĄCO POLECAM!!

Ocena książki: 8,5/10
Świetna powieść, idealna na nudne wieczory, poprawia humor i odrywa od rzeczywistości. 

DODATKI:
 
O AUTORCE:
Jeaniene Frost jest autorką kilkunastu bestsellerowych powieści fantasy i paranormal. Jej najsłynniejsza seria, "Nocna Łowczyni", zapewniła jej sławę i czołowe miejsca na listach New Yourk Times'a i USA Today. Obecnie mieszka wraz z mężem na Florydzie.

O SERII:
Na serię "Nocna Łowczyni" składa się obecnie sześć tomów:
1. W pół drogi do grobu ("Hwafway to the Grave")
2. Jedną nogą w grobie ("One Foot in the Grave")
3. Na końcu grobu ("At Grave's End") [premiera w USA: 30.12.2008, premiera w Polsce: pierwszy kwartał 2012]
4. "Destined for an Early Grave"[premiera w USA: 28.7.2008 premiera w Polsce: 2012 rok]
5. "This Side Of The Grave" [ premiera w USA: 22.2.2011]
6. "One Grave at a Time" [premiera w USA: 30.8.2011]

LINKI:
Strona autorki: KLIK

CIEKAWOSTKI:
Prawa do wydania powieści zostały sprzedane do czternastu krajów.
Na razie nie podpisano żadnej umowy dotyczącej ekranizacji serii, ale autorka ma nadzieję, że historia Cat i Bonesa kiedyś pojawi się na ekranach. Pani Frost określa to jako wisienkę na torcie. 

***

Prócz recenzji pozwoliłam sobie umieścić w tym poście parę informacji dotyczących mojego bloga i patronatów Sztukatera.

Wyniki ankiety:
Pytanie: O jakich stworzeniach paranormalnych lubisz czytać najbardziej?
Liczba ankietowanych: 80
Odpowiedzi:
wampiry - 19 głosów; 23%
wilkołaki - 5 głosów; 6%
wróżki - 0 głosów; 0%
czarownice - 15 głosów; 18%
anioły - 18 głosów; 22%
syreny - 7 głosów; 8%
hybrydy - 2 głosy; 2%
inne - 8 głosów; 10%
nie czytam takich książek - 6 głosów; 7%
Podsumowanie:
Serdecznie dziękuję wszystkim za oddane głosy. Było ich aż 80. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że tyle osób weźmie udział w ankiecie. :) Zdecydowanie najbardziej lubicie czytać o wampirach, a także o aniołach, które uzyskały zaledwie jeden głos mniej. Czyli jednak nie wszystkim znudziły się owe istoty. Dziwi mnie natomiast, że nikt nie zagłosował na wróżki. Przecież seria pani Melissy Maar uzyskuje bardzo dobre opinie. Kto powiedział, że muszą to być latające robaczki zapylające kwiatki? Wróżki mogą być równie mroczne i niebezpieczne jak wampiry ;)

Patronat portalu Sztukater:

Myślę, więc nie jestem
Anna Pliszka
Warszawska Firma Wydawnicza 2011
Myślę, więc nie jestem to debiutancka książka 29-letniej Anny Pliszki. Autorka urodziła się i wychowała w małym miasteczku niedaleko Bydgoszczy. Przyjechawszy do Warszawy, zajęła się tematem suicydologii i to zagadnienie podejmuje w Myślę, więc nie jestem. Rozpoczęła edukację na kierunku medycznym, aby jeszcze bardziej zbliżyć się do człowieka i pojąć istotę życia. W przygotowaniu kolejna zaskakująca, przesycona realistycznym światem powieść Transformacja. Myślę, więc nie jestem to swoista pętla czasowa. Główna bohaterka musi zmierzyć się oko w oko ze swoimi demonami, a także odkryć sens życia. Myślę, więc nie jestem to realistyczna opowieść o osobie, która walczy z własnymi myślami, z samą sobą. To pewnego rodzaju kanibalizm ego. Co myśli osoba, która nie odnajduje sensu życia? Czego pragnie? Jak ją postrzegają inni? Czy w ogóle zauważają, że problem samobójstwa coraz bardziej się nasila? Główną bohaterką książki jest młoda dziewczyna z małego miasteczka, która pewnego razu zawiera internetową znajomość. Od tego momentu rozpoczyna się jej spowiedź życia, a w międzyczasie… próby unicestwienia się. Dziewczyna porusza istotne zagadnienia, takie jak np. postrzeganie niedoszłych samobójców i zbyt mała ilość stowarzyszeń pomagających w uporaniu się z czarnymi myślami. Zwrot akcji następuje w momencie, gdy dziewczyna postanawia spotkać się osobiście z wirtualnym „przyjacielem”. Czemu osoba zza monitora nie chce jej poznać? A co, jeśli tak naprawdę nie istnieje i bohaterka wszystkie te maile pisze… sama do siebie? Wpadamy w pewnego rodzaju malignę, aby na końcu dowiedzieć się, jaka jest prawda i gdzie w tym wszystkim była rzeczywistość.

Zapraszam na stronę portalu: KLIK

To chyba byłoby na tyle :) Jeszcze w tym miesięcu spodziewajcie się świątecznego stosiku, życzeń oraz recenzji książek "Zawładnięci" i "Pomiędzy światami". Mam tylko nadzieję, że blokada czytelnicza, która od długiego czasu nie daje o sobie zapomnieć, przejdzie wraz z dniami wolnymi.

Miłego piątku i weekendu. Mój będzie bardzo miły, bo wybieram się do koleżanki na imprezę urodzinową. :)