Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą młodzieżowe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 stycznia 2016

Wróć, jeśli pamiętasz

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Stron: 288
Opis: Ciąg dalszy losów Mii i Adama, bohaterów "Zostań, jeśli kochasz", światowego bestsellera, przetłumaczonego na ponad trzydzieści języków, na którego podstawie powstał wzruszający film z Chloë Grace Moretz i Jamiem Blackleyem w rolach głównych. Minęły trzy lata od tragicznego wypadku, który na zawsze zmienił życie Mii. Chociaż dziewczyna straciła rodziców i młodszego brata, postanowiła żyć dalej. Obudziła się ze śpiączki… ale zniknęła z życia Adama. Teraz żyją osobno po dwóch stronach Ameryki – Mia jako wschodząca gwiazda wśród wiolonczelistek, Adam jako rockman, idol nastolatek i obiekt zainteresowania tabloidów. Pewnego dnia los daje im drugą szansę… Przemierzając ulice Nowego Jorku, miasta, które stało się nowym domem Mii, wyruszą w podróż w przeszłość. Czy uda im się odnaleźć miłość? Czy Mię i Adama czeka wspólna przyszłość?






"Nie sposób stwierdzić dlaczego w rachunku uczuć utrata jednej osoby dotyka nas bardziej niż innych."

„Wróć, jeśli pamiętasz” to kontynuacja bestsellera pt. „Zostań, jeśli kochasz” znanego również jako „Jeśli zostanę…”. Moje pierwsze spotkanie z warsztatem Gayle Forman pozostawiło mieszane uczucia. O ile sam pomysł na „Zostań, jeśli kochasz” był naprawdę dobry, o tyle lekkie podejście do poważnej tematyki i zwyczajna nieumiejętność wzbudzenia jakichkolwiek emocji w czytelniku bardzo zaniżyły moją ocenę względem tej właśnie pozycji.  Dlaczego w takim razie zdecydowałam się przeczytać kontynuację? Film na podstawie „Zostań, jeśli kochasz” uświadomił mi, że historia bohaterki może być naprawdę poruszająca, ponieważ mimo że znałam historię Mii, to jednak nie mogłam powstrzymać łez. To oznaczało, że pomysł był fenomenalny, natomiast wykonanie stłumiło w lekturze to, co mogło być najbardziej ujmujące. Postanowiłam więc dać autorce kolejną szansę sięgając po „Wróć, jeśli pamiętasz”. Poza tym chciałam z czystej ciekawości dowiedzieć się jak dalej potoczą się losy bohaterów, jak Mia poradzi sobie z tragedią i w końcu czy nie będzie żałować swojego wyboru.

Mijają trzy lata od wypadku, w którym ginie rodzina Mii. I trzy lata odkąd dziewczyna zdecydowała się zostawić swoją miłość, Adama. Ona, jako wielce uzdolniona wiolonczelistka, opuszcza Oregon aby studiować w Nowym Yorku. On, jako gwiazda rock’a, wraz z zespołem zdobywa pokaźną kolekcję nagród muzycznych. Adam i Mia, kiedyś sobie bliscy, teraz nie wiedzą o sobie praktycznie nic. Jednak los znowu stawia ich przed sobą i daje kolejną szansę. Razem przemierzają ulice Nowego Yorku aby choć przez chwilę przypomnieć sobie to, co łączyło ich przed laty. Czy Adam wybaczy Mii jej odejście? Dlaczego Mia pozostawiła największą miłość swojego życia?

Frustracja. Niezrozumienie, szok i złość. Takie emocje mną władały w momencie, kiedy jeszcze przed lekturą dowiedziałam się, że ścieżki Adama i Mii rozbiegły się w dwóch przeciwnych kierunkach. „Jak tak można? Przecież cała pierwsza część traci automatycznie cały sens!”. Dlatego też z dociekliwością zabrałam się za lekturę próbując zrozumieć, co wydarzyło się w życiu bohaterów i czy autorka jakoś się obroni. Tutaj spotkało mnie niemałe zaskoczenie. Okazuje się, że „Wróć, jeśli pamiętasz” to nic innego jak jedna wielka próba. Próba miłości i próba autentyczności pewnej obietnicy. I już nawet nie chodzi o to, że nie do końca rozumiem Mię a także Adama, który powinien od samego momentu spotkania wymagać wyjaśnień, ale o wzmocnienie znaczenia pierwszej części. Chodzi o prawdziwe wyjaśnienie, jak wielką moc mają wypowiadane słowa. I jak bardzo ważne jest dotrzymywanie obietnic, składanych obojętnie w jakich warunkach. Wydarzenia „Wróć, jeśli pamiętasz” to przypomnienie tego, co było najważniejsze w pierwszej części. Bo pewne jedno zdanie, na które czytelniczki mogły zareagować rozmarzonym westchnieniem, wymagało bolesnego dowodu. I tak jest często – składamy wielkie, wzruszające obietnice, zapewnienia, a gdyby przyszło do ich udowodnienia faktycznymi czynami, praktycznie wszystkie okazałoby się oszustwem.

Nie mogę natomiast stwierdzić, że „Wróć, jeśli pamiętasz” to dobra lektura pod każdym względem. Tutaj znowu staję przed tym samym dylematem co w pierwszej części – pomysł genialny, wykonanie słabe. Po prostu brakowało mi „tego czegoś” w całej historii. Sens i przekaz oczywiście jest, już o tym wspomniałam, natomiast słaba charakterystyka postaci, pisana jakby na siłę  i nudnawa fabuła oraz prosty warsztat autorki sprawiają, że opowieść wydaje mi się odległa i będąca tylko i wyłącznie wymysłem autorki. Nie ma w niej absolutnie nic ciekawego oprócz tych kilku zdań, które nadają wartości całej historii Adama i Mii.

Znowu mam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się, że sięgnęłam po tę pozycję, bo uzupełnia ona część pierwszą i pozostawia pewien ślad w świadomości czytelnika. Z drugiej strony same losy bohaterów zdawały mi się obojętne, nierealistyczne, powiedziałabym nawet, że przestały mnie obchodzić. Nie kibicowałam im z wypiekami na twarzy, nie zagłębiałam się emocjonalnie w historię, nie dotykały mnie ich rozmyślania i sentymenty. Ciekawiła mnie tylko odpowiedź na pytanie „dlaczego?”. Otrzymałam mądrą i satysfakcjonującą odpowiedź, dlatego mimo wszystko poleciłabym tą książkę wszystkim osobom, które czytały „Zostań, jeśli kochasz”. Bo mimo że w moim odczuciu obie pozycje cierpią z powodu nieumiejętności pisarskich autorki, to jednak mają do przekazania bardzo wartościową treść, dotyczącą miłości, celu w życiu  i mocy obietnic. 

Moja ocena:6/10

Za lekturę serdecznie dziękuję Księgarni Matras




wtorek, 1 września 2015

Z XXI wieku do Powstania Warszawskiego

Wydawnictwo: Egmont
Stron:320
Opis: Mikołaj w przedziwny sposób trafia ze współczesnej Warszawy w sam wir dramatycznych wydarzeń powstania warszawskiego. Jego starszy brat Wojtek decyduje się na podróż, która zakończy się kilkadziesiąt lat wcześniej, aby wydostać Mikołaja z powrotem. W walczącej Warszawie chłopcy poznają na przemian smak zwycięstwa i gorycz porażki, dowiadują się, czym jest męstwo, prawdziwa przyjaźń i wielka miłość.








Na sam początek muszę podkreślić, że nigdy nie lubiłam uczyć się historii i, aż wstyd się przyznać, mam dosyć duże braki.  Dlatego omijam wiedzę teoretyczną ogromnym łukiem i sięgam po seriale historyczne, które z kolei zachęcają mnie do powieści tego typu. Do „Galopu ‘44” nie potrzebowałam jednak dodatkowej zachęty. Każdy wie, co zdarzyło się w 1944 roku i jakie okropności mieszkańcom Warszawy przyniosła wojna. Poza tym już po opisie dowiadujemy się, że powieść Moniki Kowaleczko-Szumowskiej przeznaczona jest głównie do młodzieży, a pomysł zestawienia świata XXI wieku i realiów powstania wydaje się być świetnym pomysłem na fabułę. Tak więc z chęcią zatopiłam się w lekturze i przeniosłam do tego okresu historii, który miał miejsce tak niedawno a był przecież dla Polaków istnym koszmarem.

Mikołaj i Wojtek – dwaj bracia, zupełnie od siebie różni. Nie tylko pod względem fizycznym, ale także charakterami, przez co nigdy się ze sobą nie dogadywali. Mikołaj - szalony, entuzjastyczny i nieprzewidywalny, Wojtek – poukładany i powściągliwy. Oboje odwiedzają Muzeum Powstania Warszawskiego, choć wszelką wrażliwość chowają pod skorupą obojętności. Wszystko zmienia się wtedy, gdy Mikołaj przypadkiem trafia do 1944 roku, do świeżo rozpoczętego powstania. Jego starszy brat decyduje się na podróż w czasie, aby wydostać Mikołaja z powrotem. Duch walki sprawia jednak, że żaden z chłopców nie chce wracać do domu. Chłopcy poznają siłę odwagi, przyjaźni, determinacji i miłości. Czy powstanie było tak tragicznym wydarzeniem jak współcześnie mniemamy? Czy warto walczyć wtedy, gdy wiesz, że miasto za niedługi czas legnie w gruzach?

„Galop ‘44” to pewnego rodzaju połączenie reportażu i powieści młodzieżowej, mogę powiedzieć nawet, że dla młodszej młodzieży. Pod tym pierwszym względem kryją się fragmenty będące relacją z danych wydarzeń, przybliżają one historię powstania, jego przebieg i stanowią często wstęp do dalszej historii bohaterów. Mimo że czasem ciężko brnęłam przez te właśnie reportaże, to jednak wyłuskałam kilka ciekawostek i niesamowitych informacji, na przykład o tajnej polskiej stacji radiowej. Niektóre fakty są tak zadziwiające, że miałam wrażenie, iż to jakaś fikcja, wątki zaczerpnięte z literatury postapo.  Autorka jednak wiernie przedstawiła wydarzenia zapisane w kronikach, aktach i relacjach powstańców.

Jeżeli chodzi o charakter młodzieżowy książki, to mamy tutaj wprawdzie wątki dotyczące męstwa, odwagi i miłości, ale potraktowane trochę pobieżnie. Autorka bardziej skupiła się na tym, co chłopcy robią w Warszawie i jak działają powstańcy, emocje i uczucia bohaterów zostały zepchnięte na margines. Tak do końca dobrze nie poznamy Wojtka i Mikołaja, nawet ciężko zauważyć to, co zapowiedziała autorka – że to przeciwne charaktery. Szczególnie brakowało przeżyć wewnętrznych chłopców, ale właściwie postacie chłopców są tylko pewnym środkiem do przedstawienia realiów 1944 roku oraz czynią historię bardziej przystępną dla młodych czytelników. Oczywiście nie można powiedzieć, że wszystkie postacie są niedopracowane. Tak jak każdy czytelnik i ja znalazłam swoich ulubieńców – Małego i Lidkę. Dlatego pewne wydarzenia z książki, których oczywiście nie zdradzę, poruszyły mnie w szczególny sposób.

Końcówka powieści skłoniła mnie do pewnych przemyśleń. Przede wszystkim historia wygląda tak jak wygląda i tak po prostu musiało być. Nikt i nic nie mógłby tego zmienić, bo powstańcy w całej swojej determinacji o walkę za wolność nigdy nie tracili nadziei. Okres powstania mimo swojej tragedii okazał się być lepszym czasem. W XXI wieku nikt nie kocha tak jak w 1944 roku, nikt nie ceni tak przyjaźni, współpracy i zjednoczenia narodu. Dlatego Wojtek i Mikołaj, mimo ogromnego ryzyka, decydują się na pomoc powstańcom. Pragnienie wolności dla Polski sprawia, że człowiek nie dba o to, jak wszystko się zakończy.Chodzi o to, aby walczyć tak długo, jak tylko się da.  


Kilkanaście ostatnich stron „Galopu ‘44” to wydarzenia wzruszające, smutne ale finalnie kończymy lekturę z podniesioną dumnie głową. I być może lektura nie pokaże nam czegoś, czego wcześniej nie wiedzieliśmy, ale z pewnością utwierdzi w naszym umyśle pewną świadomość, którą powinien posiadać każdy Polak. Dlatego po tę powieść powinni sięgać młodzi ludzie, uczniowie gimnazjum i liceum, a także starsi czytelnicy. Myślę, że nikt nie będzie żałował czasu spędzonego przy lekturze „Galopu ‘44”. Książkę bowiem czyta się bardzo szybko, z ciekawością i dociekliwością. Zapewne jeszcze do niej wrócę. 

Moja ocena: 7,5/10


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont

sobota, 15 marca 2014

Biała jak mleko, czerwona jak krew - Alessandro D'Avenia


Wydawnictwo: Znak
Stron: 310
Opis: Ale miłość to coś innego. Miłość nie daje spokoju. Miłość jest bezsenna. Miłość obdarza siłą. Miłość jest szybka. Miłość jest jutrem. Miłość to tsunami. Miłość jest czerwona jak krew.

Leo jest młody, odważny, trochę bezczelny. I co ważne: świeżo zakochany, tą pierwszą, romantyczną, czerwoną jak krew miłością. Czerwień to zresztą jego ulubiony kolor, w przeciwieństwie do bieli, która kojarzy mu się ze smutkiem, pustką, samotnością. Leo postrzega świat poprzez kolory, także emocje i ludzi utożsamia z konkretnymi barwami.
Czerwień to huragan, marzenia, pasja i... Beatrice - śliczna, ognistoruda dziewczyna, w której Leo potajemnie się kocha. Przyjaźń natomiast jest błękitna. Jak niebo, jak woda i ... jak Sylwia, najbliższa, najlepiej znana, rozumiejąca wszystko bez słów. Barwy się przenikają, łączą, powodują lekki zawrót głowy... A Leo zrobi wszystko, żeby zrozumieć, czym jest prawdziwa miłość.


"-Chciałbym, żeby moja żona była biała jak mleko i czerwona jak krew.
- Synku, kto jest biały, nie jest czerwony, a kto jest czerwony, nie jest biały. Ale szukaj takiej żony, może znajdziesz."


Wyobraź sobie, że żywisz do drugiej osoby silne, czerwone niczym rozżarzony płomień uczucie. Myślisz tylko o tym, nie zastanawiasz się nad pustką – nad czystą, białą kartką pozostawiającą wrażenie beznadziejności i nicości. I wtedy coś się dzieje w Twoim życiu, złowroga biel zlewa się z intensywną czerwienią. Próbujesz odnaleźć siebie, zmienić bieg wydarzeń… Ale na to nie masz już wpływu. To lekcja, jedna z najcięższych, jakie można przetrwać.

Leo to lekko zarozumiały, odważny nastolatek. Postrzega świat w wielu barwach, z których każda  z nich oznacza coś innego: czerwień – miłość, biel – nicość, błękit – przyjaźń… Jego życie składa się ze zlewających się barw, z których najgorszym jest śnieżnobiała pustka. Aby się jej pozbyć, ucieka do świata muzyki, pasji, przyjaźni i… do płomiennej, romantycznej, czerwonej jak krew miłości o imieniu Beatryce. Właśnie ona jest ucieleśnieniem wszelkich najmocniejszych emocji, marzeń, uczuć i piękna. Wszystko zmienia się w zaledwie jeden rok szkolny…

Ognistoruda Beatrice coraz rzadziej bywa w szkole, a Leo nie wie, jak ma jej wyznać czerwone uczucie. Powoli przerażająca biel wdziera się do jego gorącego serca. Chłopak próbuje stawić czoło temu, co go czeka. Najtrudniejszym zadaniem okaże się zrozumienie samego siebie… i, mimo wlewającego się do jego życia morza bieli, utrzymanie żywej, czerwonej miłości.

„Życie się nie myli, jeżeli serce ma odwagę je zaakceptować…”

Zdaję sobie sprawę, że dla osób, które nie zapoznały się jeszcze z lekturą, opis fabuły może wydawać się dosyć dziwny. Mnie również, także podczas czytania początkowych rozdziałów, pomysł postrzegania świata i uczuć za pomocą barw wydawał się nietypowym pomysłem. W miarę wnikania w historię młodego Leonadra, ja również dałam ponieść się kolorom. Stwierdzić można, że tak naprawdę około osiemdziesiątej strony czujemy się w całej opowieści swobodnie, wtedy też utożsamiamy się z początku irytującym bohaterem. Tak właśnie… Sama postać Leo oraz jego zmiana wewnętrzna to najbardziej urokliwy aspekt powieści.

Autor wspaniale przedstawia niesamowitą, a zarazem trochę skomplikowaną psychikę młodego chłopaka. Jak już wspomniałam, z początku może irytować samolubstwem, dziecinną odwagą w stosunku do nauczycieli oraz pewnością siebie. Czyżby na pewno jednak był właśnie takim charakterem? Za maską zwykłego nastolatka kryje się wiele marzeń, z których największym jest ognistoruda Beatrice. Życie jednak płata figle, zmienia bieg wydarzeń. W stosunku do nich, Leo coraz częściej koryguje swoje postępowanie, zmienia stosunek do marzeń, ukierunkowuje swoją osobę na szczęście innych. Wtedy też zwykłe zauroczenie zmienia się w prawdziwą, czerwoną miłość. Jestem pod wrażeniem wielkiej mądrości bohatera, który mimo iż czasem nie wie jak ma postąpić i popełniał błędy, to wykazał się dojrzałością wobec życia. Ciężko sobie wyobrazić, że obecni szesnasto-, siedemnastolatkowie byliby gotowi na takie poświęcenia oraz dążenie do spełnienia marzeń, jak Leo. Mało kto potrafi tak kochać, mało kto podchodzi do spraw życia w tak rozważny sposób. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że Leo powinien być autorytetem. Nie tylko dla młodzieży, a dla każdego  z nas, bohaterów swoich własnych życiowych historii.

„Mam marzenie i muszę cię do niego zabrać”.

Powieść „Biała jak mleko, czerwona jak krew” jest boleśnie prawdziwa, stawia Leo w niesamowicie trudnej sytuacji. Musi podejmować wiele wyborów, wybierać między znajomymi a miłością, wiele poświęcić. Sama historia tak mocno na mnie oddziaływała, że od mniej więcej osiemdziesiątej strony już do końca… zwyczajnie płakałam. Tak jak dziecko, któremu lód spadnie na chodnik. W całym moim życiu żadna książka, żaden film, żadne przedstawienie tak mnie nie wzruszyło. Sama nie wiem co się ze mną działo, po prostu całą sobą wczułam się w tą niesamowitą historię. Nie mam pojęcia, co ja bym zrobiła na miejscu Lao, co ja bym myślała, jak potraktowałabym owe doświadczenia.  Dlatego jestem pełna podziwu dla chłopaka, który zdołał przejść wszystko, z bólem, cierpieniem, ale ostatecznie bohatersko. Wszystko zadziałało ku jego ogromnej zmianie.

Nie jestem w stanie również pojąć mądrości samego autora. W sposób swobodny wysuwa bardzo ważne wnioski, a na końcu każdego z rozdziałów czytamy refleksyjne myśli lub spostrzeżenia. Nie takie jak w tomikach poezji interpretowanych na 100 różnych sposobów, ale prawy dotyczące  w danej chwili bohatera. Stanowi to świetny materiał na przemyślenia dla każdego z czytelników.

Jeżeli spodziewasz się banalnego „współczesnego Love story” – zawiedziesz się. Jeżeli oczekujesz nudnej, typowo refleksyjnej lektury – również jej nie otrzymasz. „Biała jak mleko, czerwona jak krew” to zwykła opowieść o pewnym życiu, która potrafi zmienić myślenie czytelnika. Historia, w całej swojej spokojnej, przepełnionej prawdziwymi emocjami rzeczywistości, pozostawia nadzieję oraz wzbudza refleksje na temat ciężkich sytuacji. Niesamowita, wzruszająca, przepełniona ciepłem, smutkiem i życiową prawdą… Od dziś – moja ulubiona książka.  

Ocena książki 10!!/10
Nic dodać, nic ująć... Po prostu wspaniała i bardzo wzruszająca.

DODATKI:
O AUTORZE:
Alessandro D'Avenia (ur. 1977 r.) - włoski pisarz i nauczyciel. Autor "Biała jak mleko, czerwona jak krew" i "Rzecz, o której nikt nie wie". Ma pięcioro rodzeństwa, studiował literaturę klasyczną w Rzymie. Pracował jako publicysta w kilku włoskich gazetach. 

LINKI:
Facebook: KLIK
Twitter: KLIK
Cytaty: KLIK

środa, 11 stycznia 2012

Zapomniane - Cat Patrick


Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
Tytuł oryginału: Forgotten
Tłumaczenie: Jan Hensel
Ilość stron: 312
Opis wydawcy: Mam problem: Widzę migawki przyszłości, jakby to były wspomnienia. Ale przeszłość jest dla mnie tajemnicą. Pamiętam, co będę miała na sobie jutro i kłótnię, która zdarzy się dopiero po południu. Ale nie wiem, co jadłam wczoraj na kolację. Radzę sobie dzięki notatkom, mamie i najlepszej przyjaciółce, Jamie, i system jakoś działa... Do czasu. Bo teraz wszystko się sypie. Jamie się buntuje. Mama nie mówi mi prawdy. I nie widzę w swojej przyszłości chłopaka, za którym szaleję. Ale dzisiaj go kocham. I chciałabym zapamiętać na zawsze, jak bardzo... 





"Przeszłość jest dla mnie stracona, teraźniejszość to przygoda, a przyszłość - wspomnienie..."

Nikt nie jest w stanie przewidzieć jakie zdarzenia będą miały miejsce w przyszłości. Przyszłość jest bowiem tajemnicą dla każdego z nas. Niektórzy próbują poznać ją za pomocą horoskopów, wróżb czy różnego rodzaju przepowiedni. Jednak tak naprawdę w żaden sposób nie zdołamy dowiedzieć się, co zdarzy się w bliskiej bądź dalekiej przyszłości. Warto przede wszystkim zastanowić się, czy naprawdę chcielibyśmy ją poznać... „Zapomniane” autorstwa Cat Patrick to nowość na polskim rynku, która pozwala wczuć się w rolę nastolatki pamiętającej swoją przyszłość. Czy książka warta jest przeczytania?

London Lane ma problem ze swoją pamięcią, mimo że lekarze zapewniają, iż mózg dziewczyny pracuje prawidłowo. London zapomina przeszłość, żyje teraźniejszością, wspomina przyszłość... Właśnie tak. Przyszłość, nawet ta bardzo odległa, nie jest dla niej żadną tajemnicą, jedynie wspomnieniem. Za to przeszłość codziennie o godzinie 4:33 jest usuwana z umysłu dziewczyny. London stara się normalnie funkcjonować dzięki notatkom uświadamiającym co zdarzyło się poprzedniego dnia. O dziwnym darze, albo i przekleństwie, wie tylko jej matka oraz najlepsza przyjaciółka, Jamie. Wkrótce London poznaje nowego ucznia szkoły o imieniu Luke, który od początku jest nią zainteresowany. Tylko on pozostaje jej wsparciem, gdy Jamie odwraca się od przyjaciółki, a matka ukrywa prawdziwą przeszłość rodziny. Jednak to nie koniec kłopotów. London często wspomina pogrzeb, ale nie jest w stanie dowiedzieć się kto zmarł (a raczej umrze). Czy London uchroni swoich bliskich przed zdarzeniami przyszłości? I czy w ogóle można je zmienić?

Na polskim rynku można znaleźć wiele powieści, których wątkiem głównym jest umiejętność poznawania przyszłości. Muszę jednak przyznać, że autorka przedstawiła go w zupełnie nowy sposób. Nigdy jeszcze nie czytałam powieści, w której główna bohaterka zapomniała przeszłość a wspominała przyszłość. Przed rozpoczęciem lektury zastanawiałam się, jak coś tak oryginalnego i zarazem dziwnego można przedstawić w powieści. Okazało się, że autorka poprowadziła fabułę z taką lekkością, iż opowieść stała się bardzo prosta i łatwa do zrozumienia. Bardzo podoba mi się fakt, że umiejętność London wprawdzie jest niemożliwa, ale dobrze wyjaśniona. Nie na zasadzie „bo tak odziedziczyła po rodzicach, którzy po prostu już mieli taki dar” jak to się często zdarza w literaturze tego typu, lecz pewne ważne wydarzenie miało wpływ na to, jak London postrzega teraz czas.

Fabuła jest bardzo ciekawa i pomysłowa, ale niestety nie mogę tego odnieść do akcji. Pomysł owszem jest, ale gdzie wątki, które sprawiłyby, że czytelnik poczuje najróżniejsze emocje, wkręci się w świat przedstawiony, będzie dążył do samodzielnego odkrycia poszczególnych części opowieści? Niestety, tego w książce nie znalazłam. To tak jakby autorka chciała tylko przedstawić postać widzącej inaczej przyszłość i przeszłość dziewczyny, a reszta wątków miała tylko zająć kartki, żeby nazwać efekt końcowy powieścią. Tak naprawdę wszystkie zdarzenia moglibyśmy przedstawić w kilku zdaniach, reszta fabuły nie miała żadnego znaczenia. Akcja raczej nie zaskakuje w żadnym miejscu, płynie wolno, może nie aż tak bardzo żeby się nudzić, ale jednak brakowało mi emocji i tajemniczości. Pomysł na opowieść jest bardzo dobry, ale niestety autorka tego nie wykorzystała.

Styl, jakim posługuje się Cat Patrick, jest bardzo łatwy i lekki. Większość akcji ma miejsce w liceum, dlatego też mamy tu do czynienia z młodzieżowym slangiem i słowami takimi jak „dzienks”, „spoko” czy „pewka”. Przyznam szczerze, że nie przypadło mi to do gustu. Według mnie młodzieżowy język ujmuje powieści uroku, chociaż jest i pewien plus; mianowicie książkę czyta się bardzo szybko. Zapewne przyczyniają się do tego również krótkie rozdziały i duża czcionka.

„Zapomniane” to książka z ciekawą fabułą, która z pewnością przyciągnie wielu moli książkowych. Uważam jednak, że pomysł nie został dobrze wykorzystany, ponieważ wszystkie inne części na jakie składa się powieść działają na jej niekorzyść. Akcja płynie wolno i pozbawiona jest jakichkolwiek emocji i zaskoczeń, młodzieżowy język nie pozwala określić warsztatu autorki bogatym i umiejętnym, a niewnikanie w życie emocjonalne postaci utrudnia dokładne określenie ich charakterów. Tak więc czy polecam „Zapomniane”? Myślę, że jest to powieść „na raz”, taka, do której już się nie powraca. Warto też dodać, że mimo iż ma wiele minusów, to jednak umila czas i odrywa na chwilę od rzeczywistości. Wybór czy  warto zapoznać się z lekturą pozostawiam już Wam.  

Ocena książki: 6/10
Oryginalny pomysł, ale nie do końca wykorzystany.

Tytuł recenzji jest jednocześnie hasłem z okładki powieści.

DODATKI:

O AUTORCE:
Cat Patrick -  napisała swoją pierwszą powieść w wieku ośmiu lat, ale dzieło rozpowszechnione było tylko wśród członków rodziny. Aktualnie Cat jest matką dwóch bliźniąt, sławną autorką powieści dla młodzieży oraz fanką kawy, dziwnych butów, wina, filmów i... śmiesznych ludzi.

EKRANIZACJA: 
Paramount Pictures w lutym zeszłego roku zakupiło prawa do ekranizacji powieści "Zapomniane". Myślę, że film mógłby być ciekawszy od powieści. Czekam z niecierpliwością. 

LINKI:
Strona autorki: KLIK
Fragment na stronie wydawnictwa: KLIK
Trailer: KLIK

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.



niedziela, 1 stycznia 2012

Pomiędzy światami - Jessica Warman

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tytuł oryginału: Between
Tłumaczenie: Xenia Wiśniewska
Ilość stron: 448
Opis wydawcy: Elizabeth Valchar – śliczna, popularna i idealna – budzi się na jachcie po imprezie z okazji swoich osiemnastych urodzin, które świętowała w towarzystwie szóstki najbliższych przyjaciół. Słyszy uporczywy łomot. Idzie sprawdzić źródło hałasu, a to, co widzi, zmienia w jej świecie wszystko. Nagle dostrzega, że myliła się co do siebie i swoich bliskich. Mozolnie, krok po kroku, odtwarza układankę ze wspomnień – pełnych gorzkiej prawdy, brudnych tajemnic i miłości – żeby wreszcie znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie – o własną tożsamość i najcenniejsze wartości w życiu. Jessica Warman zabiera nas w zapierającą dech w piersiach podróż pełną tajemnic, boleśnie prawdziwych postaci i wzruszających romansów, a przede wszystkim opowieść o nadziei, odkupieniu, miłości i wybaczeniu.



"Wyobraź sobie, że inni przestają cię widzieć i słyszeć..." 

 
Elizabeth Valchar to piękna, niezwykle popularna i kochająca biegi dziewczyna. Odkąd utraciła matkę, ojciec za wszelką cenę chce sprawić aby jego dziewczynka była szczęśliwa. Dlatego też pozwala jej zorganizować osiemnaste urodziny na jachcie nazwanym imieniem Elizabeth. Nikt nie podejrzewał, że finałem imprezy będzie straszna tragedia... Uporczywy łomot wyrywa Elizabeth ze snu. Idzie zobaczyć źródło hałasu a to, co widzi, zmienia cały jej świat. Dźwięku nie wydaje żadna ryba, ale ciało blond dziewczyny delikatnie kołysane przez fale. Co gorsza - to ciało Liz. Wołanie o pomoc nic nie pomaga, bo nikt nie jest wstanie jej usłyszeć ani zobaczyć. Jeżeli Elizabeth umarła, to dlaczego utknęła na Ziemi jako duch? Dlaczego znalazła się pomiędzy światami?

Na szczęście Liz nie pozostaje sama. Towarzyszy jej bowiem duch zmarłego chłopaka ze szkoły, Alexa Barga, który zawsze był traktowany przez nią jakby był zerem. Dziewczyna rozpoznaje w nim ofiarę wypadku samochodowego gdzie sprawcy nadal nie odnaleziono. To jedna z niewielu rzeczy, które pamięta Elizabeth. Aby przypomnieć sobie dokładny obraz ziemskiego życia, wraz z Alexem wędrują przez tajemniczą przeszłość i obserwują teraźniejsze zachowania bliskich dziewczyny po tragedii, która miała miejsce w dzień jej osiemnastych urodzin. Krok po kroki Liz odtwarza układankę z odebranych wspomnień i próbuje znaleźć odpowiedź na kluczowe pytanie: dlaczego nie może opuścić tego świata?

Rozpoczynając lekturę byłam niemalże pewna, że powieść „Pomiędzy światami” autorstwa Jessici Warman nie zaprezentuje nic nowego, ponieważ czytałam już powieści gdzie główna bohaterka ma za zadanie odtworzyć swoja przeszłość i uświadomić sobie jakie błędy popełniła. Opis przywodził mi na myśl książkę „Zawsze przy mnie stój” Carolyn Jess-Cooke, która wprawdzie bardzo mi się podobała, ale nie chciałabym znów czytać praktycznie o tym samym. Nie mogłam się bardziej mylić. Wprawdzie fabuła „Pomiędzy światami” opiera się na tej samej idei, ale tutaj występują zupełnie inne wątki, perspektywa i jeszcze więcej poruszanych problemów dotyczących wielu nastolatków. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tak niesamowitą historią. Zachwyca pomysłowością, a jednocześnie jest boleśnie prawdziwa.

Fabuła opiera się na wielu wątkach różnego rodzaju: mamy tutaj romanse, relacje rówieśnicze, widma przeszłości, rodzinne tragedie, a także wydarzenia, których moglibyśmy się spodziewać w najlepszych kryminałach. To wszystko stanowi fragmenty układanki, która ma dać obraz przeszłości Elizabeth będącej tajemnicą dla niej samej, a również dla czytelnika. Historia jest tak dobrze skonstruowana, że nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać na następnej stronie książki. Dlatego właśnie powieść porywa czytelnika, który za wszelką cenę chce rozwiązać zagadkę śmierci Liz. Nie zważa się wtedy na upływ czasu ani na czekające obowiązki – liczy się tylko i wyłącznie układanka ze wspomnień.

Wraz z Elizabeth wyruszamy w niesamowitą podróż pełną niespodzianek, tajemnic, wielkich emocji i uczuć. Dawno nie czytałam książki, która tak szybko mnie pochłonęła i jednocześnie sprawiła, że odczuwałam dosłownie wszystkie uczucia targające bohaterami. Z pewnością przyczynia się do tego perfekcyjnie przeprowadzona pierwszoosobowa narracja. Poznajemy dzięki niej wszystkie przemyślenia Elizabeth, jej odczucia, a także pogląd sytuację, w jakiej się znalazła. Ciekawy jest również sposób przedstawienia wspomnień bohaterki. W momentach kiedy mamy do czynienia z nią samą obserwowaną przez martwą siebie, również używana jest pierwszoosobowa narracja, tyle że z punktu widzenia Liz z przeszłości z samym poglądem na sytuację, bez wnikania w jej emocje. Mój zachwyt wzbudziły też umiejętnie przeprowadzone dialogi, zgrabne opisy i piękny warsztat autorki. Pomysł na fabułę w pełni wykorzystany. Po mistrzowsku.

Choroba i smutek ubrane w drogie ciuchy i okryte makijażem.”

Wspomniałam już, że powieść „Pomiędzy światami” jest do bólu prawdziwa. Każdy człowiek walczy z jakimiś problemami, osobistymi tragediami. Większość ludzi próbuje ukryć problemy na przeróżne sposoby. Jedni zakładają maski skrywając prawdziwe oblicze, drudzy udają że wszystko jest w porządku, a jeszcze inni potrzebują świadomości, że są lepsi od innych. Elizabth Valchar zalicza się do tych ostatnich. Ból po stracie matki oraz wewnętrzne załamanie skrywa za pięknym makijażem. Otacza się ludźmi, zdobywa popularność, gardzi biedniejszymi po to, aby czuć się lepsza. Codziennie przebiega wiele kilometrów aby uciec myślami od rzeczywistości i na chwilę zapomnieć o troskach. Tak naprawdę jest to bezgłośnym wołaniem o pomoc, której nikt jej nie udzielił. Elizabeth już jako mała dziewczynka nosiła obcasy, była malowana przez matkę i uczona o kaloriach zawartych w tłuszczu. Nic dziwnego, że z czasem wszystko odbiło się na jej przyszłości. Przerażające jest to, że historie podobne do tej z powieści mają miejsce dość często. Dlatego warto przeczytać „Pomiędzy światami” i wczuć się w sytuację Elizabeth, która z każdym rozdziałem i obserwacją wspomnień zmienia się w prawdziwie piękną wewnętrznie osobę.

Szczerze przyznam, że powieść bardzo mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się tak pięknej historii o odkupieniu, przebaczeniu, mocy przyjaźni i nadziei. Nie potrafię nawet wyrazić słowami jak bardzo mi się podobała. To prawdziwe dzieło, mało tego – według mnie najciekawsza premiera roku 2011! Jedyną małą rzeczą, jaka mi się nie podobała w książce, są liczne literówki, ale z tego, że powieść nie utraciła na uroku, jestem w stanie przebaczyć wydawnictwu. Dodam na koniec: gorąco polecam wszystkim bez względu na wiek!

Ocena książki: 11/10 !
Niesamowita, porywająca książka. Pięknie napisana, dobrze przemyślana, zawiera wyjątkowe postacie o różnych charakterach. Najlepsza premiera roku 2011.

Macie tak czasami podczas lektury, że nie możecie odrzucić myśli "jakby to wyglądało na dużym ekranie"? Mnie zdarza się to nieczęsto, ale akurat mój umysł uczepił się tego pomysłu podczas śledzenia zdarzeń w powieści "Pomiędzy światami". Historia aż prosi się o zekranizowanie. Jestem pewna, że film byłby nie mniej interesujący od książki. Byleby tylko twórcy zbytnio nie odbiegli od dzieła Jessici Warman. Niestety nie doszukałam się żadnych wiadomości na temat sprzedaży praw do ekranizacji. Mam nadzieję, że jakaś wytwórnia zainteresuje się tą wspaniała powieścią.

Tytuł recenzji jest równocześnie hasłem reklamowym z okładki.
Cytat pochodzi z 299 strony książki "Pomiędzy światami"

DODATKI:

O AUTORCE:
Jessica Warman - amerykańska autorka trzech powieści dla młodzieży: "Between", "Whene the truth lies" i "Breathless". Ma trzydzieści lat, jest mamą dwóch córek i zapaloną uczestniczką maratonów. Mieszka z rodziną w Pensylwanii.

LINKI:
Strona autorki: KLIK
Wywiad z autorką:  KLIK
Fragment książki na stronie wydawnictwa - czyta Magdalena Lamparska: KLIK

 TRAILER AMERYKAŃSKI: 



Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka

 ***

Życzę Wam wszystkiego najlepszego w roku 2012. Zdrowia, realizacji planów i wielu ciekawych lektur. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepszy niż 2011 :)

środa, 28 grudnia 2011

Dziedziczka smoka Tom 1. Testament Thubana - Licia Troisi

Wydawnictwo: Videograf II
Tytuł oryginału: "La ragazza drago. L'eredita di Thuban"
Oryginał w języku włoskim.
Tłumaczenie: Anna Gogolin
Ilość stron: 300
Opis wydawcy: Bohaterką powieści jest 13-letnia wychowanka domu dziecka, która dowiaduje się, że nosi w sobie geny potężnego smoka Thubana. Adoptowana przez tajemniczego profesora dziewczynka musi podjąć dzieło swego przodka i stoczyć walkę z jego odwiecznym wrogiem Nidhoggrem, Strażnikiem Ciemności, który zagraża królestwu natury.







Przed wiekami świat ludzi i natury stanowił jedność. Na Ziemi panowało dobro, szczęście i radość. Stróżem porządku było Drzewo Świata, które stanowiło źródło energii dla wszystkiego co żywe. To ono odpowiadało za zmianę pór roku, rozkwitanie roślin i rodzenie dorodnych owoców. Jednak nie wszyscy kochają piękno natury i dobro. Wywerny, władcy ciemności, postanowili podbić Ziemię, zniszczyć Drzewo Świata i pogrążyć świat w chaosie. Thuban, najpotężniejszy ze smoków, zdołał pokonać wroga o imieniu Nidhoggr i wtrącił go do podziemi. Sam zawarł sojusz z ludźmi i nakazał wszystkim dobrym smokom zdeponować w ludzkich ciałach swoje dusze aby w przyszłości ktoś przejął ich rolę i stawiał opór złu.

Trzynastoletnia Sofia nosi w sobie potężnego Thubana, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Przebywając w sierocińcu nie widzi nadziei na lepszą przyszłość aż do momentu gdy profesor Schlafen postanawia ją zaadoptować. Sofia wprowadza się więc do nowego domu i z czasem odkrywa tajemnice świata smoków. Dowiaduje się też, że musi wypełnić misję jaką powierzył jej mieszkający w niej Thuban. Zadaniem dziewczynki jest walka z rosnącym w siły Nighorrem i odnalezienie owoców Drzewa Świata. Czy Sofia zdoła wydobyć z siebie moc Thubana? Czy uratuje świat przed władcami ciemności?

Życie nigdy nie układa się tak, jak byśmy sobie życzyli. Zdobywając jedno, często tracimy coś innego.”*

„Dziedziczka Smoka. Testament Thubana” to pierwszy tom serii autorstwa Licii Troisi, która zasłynęła trzema trylogiami opowiadającymi o Świecie Wynurzonym. Do lektury zachęciła mnie przede wszystkim tematyka, ponieważ dawno nie czytałam żadnej powieści o smokach. Chciałam się też przekonać czy warto sięgnąć po inne książki autorki. Po zapoznaniu się z „Dziedziczką smoka” stwierdzam, że moje pierwsze spotkanie z twórczością Licii Troisi nie było tak fascynujące jak się spodziewałam. Nie znaczy to jednak, że czas poświęcony lekturze uważam za stracony.

Fabuła powieści niestety nie zaskakuje pomysłowością. Mimo że wątek wnikania dusz smoków w ludzkie ciała jest bardzo ciekawy, to wszystkie inne fragmenty nie przyciągają uwagi czytelnika. Autorka kładzie nacisk przede wszystkim na walkę dobra ze złem przedstawiając ją w okolicznościach, które zdawać by się mogło nie wymagały większego namysłu i zaplanowania. Jednocześnie fabuła jest prosta i do bólu przewidywalna. Już po kilkudziesięciu stronach historia nie była dla mnie żadną tajemnicą. Osobiście lubię stopniowo wnikać w świat przedstawiony i odkrywać jego sekrety, być zaskakiwaną następującymi zdarzeniami. Niestety „Dziedziczka smoka” nie dała mi tej przyjemności.

Mimo że autorka niedokładnie zaplanowała przebieg wydarzeń, to jednak język jakim się posłużyła zasługuje na pochwałę. Widać, że Licia Troisi ma doświadczenie w swoim fachu. Ciekawymi opisami pobudza wyobraźnię czytelnika, tworzy w jego głowie magiczny świat. Gdyby tylko fabuła byłaby bardziej interesująca, z takim wykonaniem z pewnością książka zyskałaby wielu fanów.

Czytelników do lektury może zniechęcać fakt, iż główna bohaterka ma zaledwie trzynaście lat. W końcu sama autorka stwierdza, że „Dziedziczka smoka” to powieść dla młodszej młodzieży. Z tym faktem nie mogę się do końca zgodzić. Z jednej strony mamy tutaj mroczne wywerny i ludzi z metalowymi skrzydłami co sugeruje, że książka skierowana jest do młodzieży, ale z drugiej reszta historii jest skonstruowana tak, iż mogą ją czytać dzieci. Dlatego też trudno określić komu właściwie można polecić powieść. „Dziedziczka smoka” musi po prostu trafić w gust odbiorcy. Ja osobiście miałam wrażenie, że jestem na nią po prostu za stara.

Książka zalicza się do grona tych, które przeczyta się raz, a i tak za chwilę wylatują z pamięci. „Dziedziczka smoka” nie zostawia po sobie żadnego śladu, nie niesie przesłania, nie jest ambitna. Mimo wszystko mile zajmuje czas, odrywa na chwilę od rzeczywistości. Lekka, przyjemna, w sam raz na nudne wieczory. Być może z ciekawości sięgnę po kontynuację jednocześnie mając nadzieję, że tym razem fabuła mnie zaskoczy. Polecam mało wymagającym czytelnikom.
*Dziedziczka smoka tom 1. str. 236

Ocena książki: 5,5/10
Przewidywalna, prosta ale zarazem ciekawie napisana, przyjemnie się czyta. 


DODATKI:


O SERII:
Na serię "Dziedziczka smoka" składają się:
1. Testament Thubana,
2. Drzewo Idhunn,
3. Klepsydra Aldibaha,
4. I Gemelli di Kuma.

O AUTORCE: 
Licia Troisi to włoska pisarka, która zasłynęła trylogiami Kroniki Świata Wynurzonego, Wojny Świata Wynurzonego, Legendy Świata Wynurzonego i serią Dziedziczka smoka. Pierwsze opowiadanie napisała w wieku 7 lat. Licia mieszka w Rzymie i pracuje w tamtejszym obserwatorium jako astrofizyk. 

LINKI:
Strona autorki: KLIK
Wywiad (wprawdzie po włosku, ale może ktoś korzysta z tłumacza stron internetowych): KLIK

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Videograf II za co bardzo dziękuję. 

piątek, 11 listopada 2011

Ava Farris. Podwójna tożsamość - Izabela Misztal

Wydawnictwo: Ekwita
Ilość stron: 421
Oprawa: miękka
Opis wydawcy: Wyjechali z ukochanej Marsylii do ponurego miasteczka aby po raz kolejny ukryć się przed odwiecznymi wrogami. Ale tylko ją z całej rodziny przenika strach. Coraz gorsze przeczucia i ogarniający niepokój spędzają jej sen z powiek. Zakłada maskę - skryta, nieprzystępna, niezbyt inteligentna, niewyróżniająca się z tłumu wierzy, że w ten sposób oszuka bezwzględnych prześladowców, którzy mogą czaić się wszędzie. Pewnej wrześniowej nocy poznaje kogoś, kto sprawia, że jest w stanie zapomnieć o grożącym jej niebezpieczeństwie. To dla niego zapragnie zrzucić uciążliwą maskę...






Moja ocena książki: 8/10

 
W pewnych sytuacjach często zakładamy maski. Udajemy kogoś zupełnie innego po to, aby osiągnąć swój cel. Oszukujemy samych siebie, robimy dobrą minę do złej gry. Taką postawę przyjmuje główna bohaterka powieści „Ava Farris. Podwójna tożsamość” autorstwa Izabeli Misztal. Rozpoczynając przygodę z powieścią żywiłam nadzieję, że po raz kolejny polski autor pozytywnie mnie zaskoczy. Czy mogę to potwierdzić po lekturze?

Farrisowie wyjechali z Marsylii do Carlton, ponurego miasteczka, aby chronić się przed odwiecznymi wrogami. Cała rodzina jest pewna, że tutaj nie zagraża im żadne niebezpieczeństwo. Jedynie Ava nadal ma przeczycie, iż wrogowie mogą obserwować ich w każdym miejscu. Dlatego tworzy pozór niezbyt inteligentnej, ponurej i mało towarzyskiej dziewczyny. Zakłada na siebie maskę, skrywa prawdziwe magiczne oblicze. Według własnego postanowienia, zostaje przeniesiona do specjalnej klasy uważanej przez innych uczniów za zbiorowisko przygłupów. Ava musi skrywać nadprzyrodzone umiejętności, dlatego też za wszelką cenę pragnie nie rzucać się w oczy. Rodzice nie mogą zrozumieć postępowań córki. Każdy w rodzinie, prócz Avy, prowadzi normalne życie. Brat jest gwiazdą piłki nożnej, ojciec nadzoruje własną firmę, a matka zajmuje się domowymi obowiązkami.

Życie Avy zmienia się bezpowrotnie po śmierci nauczyciela matematyki. Nowym profesorem zostaje Jeremy Wildroff, który od początku rodzi w dziewczynie nieprzyjemne emocje. Ponadto Ava ma wrażenie, że nauczyciel wie o jej skrywanym przez tyle lat obliczu. Pewnego wrześniowego dnia, podczas spaceru, spotyka Nathaniela, syna Jeremy'ego, który wydaje się być zainteresowany jej osobą. Ale co taki przystojny chłopak może widzieć w nieśmiałej i mało lubianej dziewczynie? Oboje coraz bardziej się do siebie zbliżają. Ava już nie chce ukrywać swojej prawdziwej tożsamości. To dla Nathaniela zechce ściągnąć uporczywą maskę, ale czy ta decyzja pozwoli obronić się dziewczynie przed odwiecznymi wrogami?

Fabuła na pierwszy rzut oka wydaje się być mało oryginalna i nieatrakcyjna, jednakże mnie osobiście przypadła do gustu. Oczywiście powtarzają się tutaj pewne schematy typowe dla powieści paranormal, jednakże biorąc pod uwagę ogół zdarzeń można stwierdzić, że mamy do czynienia z zupełnie nową i niepowtarzalną historią. Autorka zawarła w niej ciekawe wątki, które wywołują w czytelniku prawdziwe emocje w żadnym momencie nie pozwalając się nudzić. Wszystko jest dokładnie przemyślane i wyeksponowane w godny podziwu sposób. Izabela Misztal posługuje się bowiem trzecioosobową formą narracji wnikając w myśli Avy, a jednocześnie nie zaniedbując opisów otoczenia. Moja wyobraźnia, obudzana ciekawym przedstawieniem świata, co chwila podsuwała mi obrazy, które stawały się dla mnie drugą rzeczywistością. Właśnie to najbardziej cenię sobie w tej powieści; z łatwością oderwała mój umysł od codziennych spraw i stała się pasjonująca przygodą, którą musiałam przeżyć wraz z bohaterką.

Magiczna powieść powinna zawierać magiczne postacie. Główna bohaterka, Ava Farris, jest z początku kolejną szarą myszką z niską samooceną. Niektórzy mogą usprawiedliwić to udawaną tożsamością, bo przecież dziewczyna sama w sobie jest wyjątkowa i odważna. Z tym stwierdzeniem zgodzić się nie mogę, ponieważ jeżeli człowiek stara się być kimś, kim nie jest, stopniowo zewnętrzne oblicze wpływa na wnętrze. Na szczęście, dzięki relacjom z Nathanielem, Ava stopniowo nabiera pewności siebie. Cała historia przedstawia zmiany zachodzące w psychice bohaterki, a efekt końcowy może zaskoczyć samą bohaterkę. Nieustannie obserwowałam poczynania Avy z nadzieją, że uda jej się powrócić do prawdziwej siebie.

Postaci drugoplanowych jest mało, jednakże znacznie ubarwiają one całą książkę. Najbardziej polubiłam Thomasa, brata Avy, oraz Nathaniela. Thomas z początku wydał mi się być zwykłym lalusiem. Został liderem zespołu piłki nożnej, wszystkie dziewczyny się za nim oglądały, dużą ilość czasu potrafił spędzić przed lustrem. Z czasem jednak urzekło mnie jego poczucie humoru, pewność siebie i rozwaga. Nathaniel zaś jest często spotykaną w paranormalach postacią „Pana Idealnego”, jednak nie mogłam oprzeć się jego urokowi. Za każdym razem gdy pokazywał, jakim potrafi być dżentelmenem, miała ochotę głośno westchnąć. Po raz kolejny przekonuję się, że przez takie postacie nigdy nie znajdę chłopaka, który sprostałby moim wymaganiom :)

Powieść „Ava Farris. Podwójna tożsamość” jest jedną z najlepszych powieści typu paranormal. Bardzo się cieszę, że mogę to stwierdzenie przypiąć do książki polskiej autorki. Jeżeli szukacie ciekawej, oryginalnej i pełnej emocji pozycji na nudny wieczór, to śmiało możecie sięgnąć po tę powieść. Jestem nią szczerze oczarowana, zapewne jeszcze kiedyś do nie powrócę. Życzę więc miłej lektury, a ja sama z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji przygód Avy. 

Trailer:


Strona książki: KLIK
Zapraszam do zapoznania się ze stroną. Znajduje się tu wiele ciekawych informacji.

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Amok. 
 

niedziela, 4 września 2011

Anioł - Cliff McNish

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 13.07.2011
Tytuł oryginału: Angel
Tłumaczenie: Gajdzińska Monika
Stron: 288
Opis wydawcy: Freya widzi anioły. Ten niezwykły dar staje się prawdziwym przekleństwem dziewczyny, bo nikt nie chce uwierzyć w jej wizje. Osamotniona i wyszydzana, zamyka się w sobie. Nie pomagają pobyty w specjalistycznych klinikach ani rozmowy z terapeutami. W końcu wsparcie ojca sprawia, że Freya wraca do normalnego życia.Niedługo później czternastolatkę znów odwiedzają przybysze nie z tego świata. Złowieszczy czarnopióry Mestraal budzi we Freyi przerażenie... ale i współczucie. Czy zwykła śmiertelniczka może uratować anioła?




Moja ocena książki: 7,5/10

"Nie tak łatwo być aniołem..."

Z pewnością każdy z nas ma jakiś postawiony cel, który stara się osiągnąć mimo przeciwności losu. Wyobraź sobie, że masz właśnie takie ogromne marzenie, ale jego spełnienie okazuje się być największym przekleństwem, od którego nie możesz zbiec. Wraz z nim, spada na Ciebie odpowiedzialność, a jej niepodjęcie może śmiertelnie zniszczyć Twoją duszę... „Anioł” to powieść Cliffa McNish'a, nieznanego dotąd na polskim rynku autora. Przystępując do lektury, spodziewałam się kolejnego przeciętnego paranormalu, a fakt, iż główna bohaterka ma zaledwie czternaście lat, jeszcze bardziej mnie zniechęcił. Postanowiłam jednak dać książce szansę. Jakie są moje wrażenia po lekturze?

Freya Harrison, jako ośmiolatka, marzyła o zobaczeniu anioła. Marzenie iści się zakłócając dotychczasowe spokojne życie dziewczyny. Jeden wieczór, jeden przybysz nie z tego świata, jedno magiczne zdanie pozostające w umyśle Freyi na wiele lat. Dziewczyna oczekuje kolejnej wizyty anioła, ale upływ czasu doprowadza ją do szaleństwa i wskutek tego ląduje w szpitalu, gdzie bez przerwy odwiedzana jest przez psychologów oraz terapeutów. Lekarze tracą nadzieję lecz wsparcie ojca pomaga wrócić Freyi do normalnego życia. Czternastoletnia dziewczyna zapomina o aniele wmawiając sobie, że był to jedynie wytwór dziecięcej wyobraźni. Chodzi do szkoły, zadaje się z najbardziej wpływowymi rówieśnicami, żyje normalnie – tak jak każda inna nastolatka. Przez sześć lat nie odwiedził jej żaden anioł. Wszystko nabiera innego obrotu, gdy pewnego dnia widzi upiornego czarnopiórego Mestraala, który przybywa do dziewczyny w określonym celu. Freyi przyjdzie zmierzyć się ze swoją prawdziwą naturą i zdaje się, że znów pozostanie odtrącona przez rówieśników. Poznaje jednak Stephenie, nielubianą dziewczynę obsesyjnie interesującą się aniołami. Jedna dziwaczna osoba może dobrać się z równie dziwną, a oby dwie będzie wiązała śmiertelna tajemnica...

O pobycie ośmioletniej Freyi w szpitalu dowiadujemy się z nieujawniającego większych szczegółów prologu. Przez resztę stron powieści śledzimy już losy czternastoletniej dziewczyny, która bardzo rzadko wspomina o dawnym życiu. Przez te sześć lat udało jej się powrócić do normalności dzięki wsparciu ojca, zmiany wizerunku i posunięciu w niepamięć odwiedzin anioła. Jednak przybywa kolejna pozaziemska istota, która pokazuje Freyi jej prawdziwą naturę. W tej kwestii autor nie popisał się oryginalnym pomysłem, natomiast sam sposób, w jaki przedstawił anioły jest bardzo interesujący. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, powiem tylko, iż nie są to wieczne żyjące istoty strzegące człowieka przed wszelkim złem. Tak wyidealizowali je ludzie, a jak jest naprawdę; przekonajcie się sami przy lekturze „Anioła”.

Fabuła jest bardzo prosta i łatwa do zrozumienia. Występuje kilka nieścisłości i niedociągnięć, ale jest ich naprawdę mało. Gdyby autor wprowadził parę poprawek, pomysł mógłby być w pełni wykorzystany, ale należy wziąć pod uwagę to, iż żadna książka nie jest pod tym względem idealna. Akcja płynie powoli lecz właśnie na tym polega urok „Anioła”. To taka spokojna ale zarazem wciągająca opowieść napisana lekkim i przystępnym językiem. Czyta się ją bardzo łatwo i przyjemnie, nie jest to zbyt ambitna lektura, ale nie należy również do tych banalnych.

Historię poznajemy dzięki trzecioosobowemu narratorowi, który ma wgląd na sytuacje bohaterów bez względu na to, czy znajduje się tam główna bohaterka czy też nie. Dzięki temu możemy skupić się na drugoplanowych postaciach, które ubarwiają powieść. Ich wyrazistość oraz realizm są zdecydowanie plusem „Anioła”. Freyę polubiłam za pewność siebie, odwagę i dojrzałość. Zdarzyło jej się pod wpływem emocji wypowiedzieć słowa, których później żałowała, ale w końcu każdy ma prawo popełnić takie błędy. Absolutnie nie przeszkadzał mi jej wiek, po prostu była normalną nastolatką. Może nie tak normalną biorąc pod uwagę jej nadzwyczajny dar... Ważną postacią w książce jest również Stephenie Rice, dziwaczka fascynująca się aniołami. Od początku coś ją przyciąga do Freyi i wkrótce dziewczęta mogą dzielić się nawzajem sowimi sekretami. Stephenie nie zdobyła mojej sympatii, irytowało mnie jej zaangażowanie, niecierpliwość i to, że nie potrafiła rozmawiać o niczym innym jak tylko o aniołach, przez co zostawała wiele razy wyśmiewana przez rówieśników. Jedynie Freya potrafiła zrozumieć dziewczynę i na odwrót. Nie podobały mi się dialogi prowadzone między przyjaciółkami. Możemy zauważyć liczne zdania typu „nie mogę cię stracić”, „zawsze będę z tobą”, „będę zawsze iść przed tobą i za tobą” i tym podobne. Przyjaźń chyba nie wymaga aż takich wyznań, brzmiały one bardzo dziwnie i śmiesznie.

Nie zaliczyłabym dzieła Cliffa MnNisha do gatunku paranormal romance, ponieważ nie znajdziemy tu ani jednego wątku romantycznego. Fakt, miłość jest motywem przewodnim, ale nie taka między chłopakiem, a dziewczyną, ale okazywana drugiemu człowiekowi. Miłość, poświęcenie, pomoc – to buduje strukturę fabuły i jednocześnie czyni ją nietuzinkową, bowiem tak rzadko w powieściach fantastycznych zwraca się uwagę na te wartości. Lektura przypomina o tym, że powinniśmy czerpać radość i satysfakcję z pomocy innym, bez względu na to ile może nas to kosztować...

„Anioł” to bardzo ciekawa i przyjemna lektura. Odrywa czytelnika od teraźniejszości zapewniając kilka godzin dobrej rozrywki. Nie ma tutaj żadnych mrocznych sekretów, pikantnych scen, licznych tajemnic - jest to spokojna powieść w sam raz przed spaniem. Z tego względu z pewnością najbardziej spodoba się młodszej młodzieży, aczkolwiek starsi również się nie zawiodą. Szkoda, że autor nie zaplanował kontynuacji, ale w końcu na polskim rynku jest teraz mnóstwo tzw. tasiemców i można to zaliczyć do plusów „Anioła”. Serdecznie polecam! 

Zapraszam do zapoznania się ze stroną autora: KLIK 
Oryginalna okładka: 















Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Nasza Księgarnia za co bardzo dziękuję.