Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

piątek, 8 stycznia 2016

Wróć, jeśli pamiętasz

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Stron: 288
Opis: Ciąg dalszy losów Mii i Adama, bohaterów "Zostań, jeśli kochasz", światowego bestsellera, przetłumaczonego na ponad trzydzieści języków, na którego podstawie powstał wzruszający film z Chloë Grace Moretz i Jamiem Blackleyem w rolach głównych. Minęły trzy lata od tragicznego wypadku, który na zawsze zmienił życie Mii. Chociaż dziewczyna straciła rodziców i młodszego brata, postanowiła żyć dalej. Obudziła się ze śpiączki… ale zniknęła z życia Adama. Teraz żyją osobno po dwóch stronach Ameryki – Mia jako wschodząca gwiazda wśród wiolonczelistek, Adam jako rockman, idol nastolatek i obiekt zainteresowania tabloidów. Pewnego dnia los daje im drugą szansę… Przemierzając ulice Nowego Jorku, miasta, które stało się nowym domem Mii, wyruszą w podróż w przeszłość. Czy uda im się odnaleźć miłość? Czy Mię i Adama czeka wspólna przyszłość?






"Nie sposób stwierdzić dlaczego w rachunku uczuć utrata jednej osoby dotyka nas bardziej niż innych."

„Wróć, jeśli pamiętasz” to kontynuacja bestsellera pt. „Zostań, jeśli kochasz” znanego również jako „Jeśli zostanę…”. Moje pierwsze spotkanie z warsztatem Gayle Forman pozostawiło mieszane uczucia. O ile sam pomysł na „Zostań, jeśli kochasz” był naprawdę dobry, o tyle lekkie podejście do poważnej tematyki i zwyczajna nieumiejętność wzbudzenia jakichkolwiek emocji w czytelniku bardzo zaniżyły moją ocenę względem tej właśnie pozycji.  Dlaczego w takim razie zdecydowałam się przeczytać kontynuację? Film na podstawie „Zostań, jeśli kochasz” uświadomił mi, że historia bohaterki może być naprawdę poruszająca, ponieważ mimo że znałam historię Mii, to jednak nie mogłam powstrzymać łez. To oznaczało, że pomysł był fenomenalny, natomiast wykonanie stłumiło w lekturze to, co mogło być najbardziej ujmujące. Postanowiłam więc dać autorce kolejną szansę sięgając po „Wróć, jeśli pamiętasz”. Poza tym chciałam z czystej ciekawości dowiedzieć się jak dalej potoczą się losy bohaterów, jak Mia poradzi sobie z tragedią i w końcu czy nie będzie żałować swojego wyboru.

Mijają trzy lata od wypadku, w którym ginie rodzina Mii. I trzy lata odkąd dziewczyna zdecydowała się zostawić swoją miłość, Adama. Ona, jako wielce uzdolniona wiolonczelistka, opuszcza Oregon aby studiować w Nowym Yorku. On, jako gwiazda rock’a, wraz z zespołem zdobywa pokaźną kolekcję nagród muzycznych. Adam i Mia, kiedyś sobie bliscy, teraz nie wiedzą o sobie praktycznie nic. Jednak los znowu stawia ich przed sobą i daje kolejną szansę. Razem przemierzają ulice Nowego Yorku aby choć przez chwilę przypomnieć sobie to, co łączyło ich przed laty. Czy Adam wybaczy Mii jej odejście? Dlaczego Mia pozostawiła największą miłość swojego życia?

Frustracja. Niezrozumienie, szok i złość. Takie emocje mną władały w momencie, kiedy jeszcze przed lekturą dowiedziałam się, że ścieżki Adama i Mii rozbiegły się w dwóch przeciwnych kierunkach. „Jak tak można? Przecież cała pierwsza część traci automatycznie cały sens!”. Dlatego też z dociekliwością zabrałam się za lekturę próbując zrozumieć, co wydarzyło się w życiu bohaterów i czy autorka jakoś się obroni. Tutaj spotkało mnie niemałe zaskoczenie. Okazuje się, że „Wróć, jeśli pamiętasz” to nic innego jak jedna wielka próba. Próba miłości i próba autentyczności pewnej obietnicy. I już nawet nie chodzi o to, że nie do końca rozumiem Mię a także Adama, który powinien od samego momentu spotkania wymagać wyjaśnień, ale o wzmocnienie znaczenia pierwszej części. Chodzi o prawdziwe wyjaśnienie, jak wielką moc mają wypowiadane słowa. I jak bardzo ważne jest dotrzymywanie obietnic, składanych obojętnie w jakich warunkach. Wydarzenia „Wróć, jeśli pamiętasz” to przypomnienie tego, co było najważniejsze w pierwszej części. Bo pewne jedno zdanie, na które czytelniczki mogły zareagować rozmarzonym westchnieniem, wymagało bolesnego dowodu. I tak jest często – składamy wielkie, wzruszające obietnice, zapewnienia, a gdyby przyszło do ich udowodnienia faktycznymi czynami, praktycznie wszystkie okazałoby się oszustwem.

Nie mogę natomiast stwierdzić, że „Wróć, jeśli pamiętasz” to dobra lektura pod każdym względem. Tutaj znowu staję przed tym samym dylematem co w pierwszej części – pomysł genialny, wykonanie słabe. Po prostu brakowało mi „tego czegoś” w całej historii. Sens i przekaz oczywiście jest, już o tym wspomniałam, natomiast słaba charakterystyka postaci, pisana jakby na siłę  i nudnawa fabuła oraz prosty warsztat autorki sprawiają, że opowieść wydaje mi się odległa i będąca tylko i wyłącznie wymysłem autorki. Nie ma w niej absolutnie nic ciekawego oprócz tych kilku zdań, które nadają wartości całej historii Adama i Mii.

Znowu mam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się, że sięgnęłam po tę pozycję, bo uzupełnia ona część pierwszą i pozostawia pewien ślad w świadomości czytelnika. Z drugiej strony same losy bohaterów zdawały mi się obojętne, nierealistyczne, powiedziałabym nawet, że przestały mnie obchodzić. Nie kibicowałam im z wypiekami na twarzy, nie zagłębiałam się emocjonalnie w historię, nie dotykały mnie ich rozmyślania i sentymenty. Ciekawiła mnie tylko odpowiedź na pytanie „dlaczego?”. Otrzymałam mądrą i satysfakcjonującą odpowiedź, dlatego mimo wszystko poleciłabym tą książkę wszystkim osobom, które czytały „Zostań, jeśli kochasz”. Bo mimo że w moim odczuciu obie pozycje cierpią z powodu nieumiejętności pisarskich autorki, to jednak mają do przekazania bardzo wartościową treść, dotyczącą miłości, celu w życiu  i mocy obietnic. 

Moja ocena:6/10

Za lekturę serdecznie dziękuję Księgarni Matras




sobota, 7 listopada 2015

Losing hope - Colleen Hoover

Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte Moondrive
Seria: Hopeless #2
Stron: 384
Opis: Czasami, aby pójść naprzód, trzeba najpierw sięgnąć głęboko w przeszłość. Przekonał się o tym Dean Holder. Przez wiele lat zmagał się z poczuciem winy, że kiedyś pozwolił odejść małej dziewczynce. Od tego czasu szukał jej uparcie, ale nie spodziewał się, że gdy ponownie się spotkają, ogarną go jeszcze większe wyrzuty sumienia. „Losing Hope” to historia trojga młodych ludzi naznaczonych przez traumatyczne doświadczenia. Każde z nich wybrało inny sposób na to, by sobie z nimi poradzić – nie każde z nich wybrało życie. 

Czy jest taka tragedia, po której nie da się odzyskać nadziei?



Lubisz swoje życie, masz dziwne nawyki i hobby, zamiast chodzić na imprezy wolisz piec ciasteczka, masz grupkę wiernych przyjaciół i kochającą matkę. I nagle pojawia się miłość, romantyczna i idealna. Z tym, że jej cena jest bardzo wysoka. Lepiej żyć w wygodnej ułudzie czy też stracić wszystko w imię bolesnej prawdy? Takie pytanie zadały sobie wszystkie czytelniczki „Hopeless”, powieści, która stała się najważniejszym tytułem gatunku New Adult.  Ja również sięgnęłam po tą pozycję i powiem szczerze, że nie byłam aż tak zachwycona jak większość czytelniczek. Z ciekawością jednak sięgnęłam po „Losing Hope”, tą samą historię opowiedzianą tym razem z punktu widzenia Holdera. Okazało się, że ta właśnie pozycja otworzyła mi oczy na to, o co tak naprawdę chodziło w „Hopeless”, jaki był sens całej tej tragicznej i zarazem pięknej historii.

 Holder od dziecka nie może przebaczyć samemu sobie tego, że stracił dwie najważniejsze dla niego dziewczyny. I nie chodzi tutaj o jakieś nastoletnie sercowe rozterki, ale o stratę przyjaciółki i siostry. Nie każda z nich wybrała życie. Od tej pory Holder cały czas miał nadzieję, że odnajdzie jedną z nich. Gdy już pogodził się ze stratą, nagle w jego życiu pojawiła się Sky, piękna dziewczyna, która przypomniała mu, jak bardzo kiedyś zwiódł swoją małą przyjaciółkę. Czy Holder kiedykolwiek będzie w stanie przebaczyć samemu sobie? Czy będzie gotowy w imię prawdy zniszczyć życie ukochanej osoby?

Czytając „Hopeless”, zamiast na historii Sky i Holdera, bardziej skupiłam się na fakcie, że ta książka musi być prawdziwym objawieniem, cudem wręcz tak jak to pisały czytelniczki. Dlatego po odstawieniu przeczytanej książki na półkę stwierdziłam, że jest to przesłodzony romans, który pod koniec zamienia się w przedramatyzowany chaos. Na szczęście nie przekreśliłam do końca tej opowieści i z ‘hope’ sięgnęłam po „Losing hope”. Na szczęście tej nadziei nie straciłam, bo zostałam naprawdę pozytywnie zaskoczona. W taki jednakże sposób, że pod koniec lektury chciało mi się płakać. Postać Holdera zdobyła moje serce i wdzięczna jestem za to, iż mogłam naprawdę, niepołowicznie, poznać tą postać.

W „Hopeless” poznajemy bieg historii i tajemnice z przeszłości. Ale to w „Losing hope” otrzymujemy resztę opowieści, mamy lepiej zarysowaną postać Holdera, przez co łatwiej zrozumieć tragizm sytuacji. I, nie sądziłam wcześniej, że to będę mogła powiedzieć, ale zupełnie zmieniłam patrzenie na tą opowieść. Przesłodzony romans i przekombinowany dramat? Nic z tych rzeczy! Już na samym początku książki otrzymujemy emocjonalny cios, a poczucie winy Holdera, jego ból i niemożność poradzenia sobie z własnym życiem sprawia, że cała opowieść rozrywa serce. Pozostawia jedynie na nim malutki plasterek. A i tak jestem zła, iż autorka wymyśliła dla swoich bohaterów coś tak okropnego. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak fakt, że opowieść mogła mieć miejsce w rzeczywistym świecie. Czasami zastanawiam się, ile jest wśród nas takich osób, które noszą w sobie rodzinne tragedie i borykają się z poczuciem winy. Ile z nich nie wie, jaka jest dokładnie ich przeszłość. I ile z nich zostało oszukanych przez ukochanych bliskich, dla ich dobra.

Jestem żywym przykładem na to, że nieprawdziwe jest twierdzenie, iż ta sama historia Sky i Holdera, pisana z drugiego punktu widzenia, jest jak odgrzewany kotlet – nie smakuje już tak dobrze. Według mnie – smakuje znacznie lepiej. Opowieść na bowiem dwie strony medalu, ukazuje słodką miłość i idealne życie dziewczyny, które w jednej chwili legnie w gruzach, oraz cierpienie, ból i wyrzuty sumienia chłopaka, który w tym wszystkim musi wyznać tragiczną prawdę i oglądać, jak serce ukochanej pęka. Nigdy nie dostrzegłabym, o co tak naprawdę chodzi w tej historii, dlaczego bohaterowie postąpili tak, a nie inaczej i w końcu jak ogromną cenę musieli ponieść w zamian za uregulowanie długu z przeszłością. „Hopeless” to nic szczególnego bez „Losing hope”. Za to obie te książki składają się na pomysł, który miażdży psychicznie, dosłownie, zasmuca, zachwyca, szokuje brutalnością i w końcu wzrusza.

„Losing hope” polecam absolutnie wszystkim czytelnikom pierwszej części. Nieważne, ta czy zachwyciła czy rozczarowała. Trzeba kończyć to, co się zaczyna, nie można oceniać historii, wtedy, gdy zna się  tylko jej połowę. A uwierzcie mi, warto znać wszystko to, co autorka przygotowała dla każdego z bohaterów. Wątpię, czy znalazłby się ktoś, kto po przeczytaniu oby tych powieści uznałby historię Sky i Holdera za niegodną obecnego rozgłosu.

Moja ocena: 9/10

Za lekturę dziękuję serdecznie Księgarni Matras.


                                      



poniedziałek, 28 września 2015

Historia księżniczki Sisi

Wydawnictwo: HarperCollins
Stron: 368
Opis: 
1853, Wiedeń
Po abdykacji Ferdynanda Habsburga w 1848 roku na cesarskim tronie zasiada osiemnastoletni Franciszek Józef. Jest zaręczony z bawarską księżniczką Heleną. Jednak kiedy w 1853 roku narzeczona przybywa na wiedeński dwór, młody cesarz zakochuje się od pierwszego wejrzenia w jej siostrze Sisi, i to ją prosi o rękę. Młodziutka cesarzowa pławi się w luksusie, ale jej niekonwencjonalne zachowanie nieustannie zderza się z dworską etykietą. Nie ma przyjaciół, otaczają ją intryganci, a matka cesarza na każdym kroku okazuje jej niechęć. Ale dzięki swej wytrwałości, niezwykłej inteligencji i wrażliwości Sisi podbije serca swych poddanych i znacząco wpłynie na bieg historii. Fascynująca opowieść o Sisi - księżniczce Bawarii, królowej Węgier i cesarzowej Austrii, jednej z najbardziej wpływowych i charyzmatycznych kobiet wszechczasów.



"Czy mądrze było działać tak impulsywnie, opierając się na uczuciu, które, będąc dziećmi, uznali za miłość?"

Zapewne każda z dziewczyn marzyła kiedyś o byciu prawdziwą księżniczką. Jak tu nie oprzeć się pięknym sukniom, pałacowym luksusom i przystojnemu narzeczonemu? Takie życie znamy z bajek, które jednak niekoniecznie oddają prawdziwe realia życia pary królewskiej. Sisi, Elżbieta Bawarska, przekonała się o tym, że romantyczna miłość i korona nie zawsze zapowiadają szczęście. Wręcz przeciwnie, bajkowe zaręczyny to początek ogromnej życiowej tragedii młodej księżniczki. Jej emocjonującą historię poznajemy w książce Allison Pataki pt. „Sisi. Cesarzowa mimo woli”.

Sisi spędza dzieciństwo w zameczku Possenhofen, gdzie w pełni korzysta z życia. Pływa w jeziorze, łowi ryby, jeździ konno i biega beztrosko po łąkach. Często towarzyszy jej starsza siostra, Helena, która może nie jest tak dynamiczna jak Sisi, ale z pewnością jest jej najlepszą przyjaciółką. Beztroska i szczęście kończą się wtedy, gdy Helena zostaje przeznaczona cesarzowi Austrii, Franciszkowi Józefowi, na żonę. Dziewczyna jest przerażona, ceni sobie bowiem samotność, stabilność i bezpieczeństwo. Helena i Sisi przybywają na wiedeński dwór, ale to jednak pomiędzy młodszą z sióstr a cesarzem rozwija się romantyczne uczucie i to ona zostaje cesarzową. Sisi z początku jest zachwycona wizją małżeństwa z ukochanym oraz zostaniem cesarzową.  W końcu każda dziewczyna marzy o takim życiu. Szybko jednak okazuje się, że ta decyzja niesie za sobą poważne konsekwencje. Zaczyna się dość niewinnie – nauka etykiety dworskiej, wypełnianie obowiązków, później plan dnia narzucony przez Zofię, matkę cesarza, aż w końcu ingerencja w życie intymne pary cesarskiej i odebranie prawa do wychowywania dzieci. Sisi staje się prawdziwym wrakiem człowieka, a miłość do nie do końca osiągalnego męża przynosi ogromne poczucie samotności. Austriacki dwór i wiedeński pałac to wrogowie. Czy Sisi znajdzie koło ratunkowe, czy zdoła jeszcze poznać szczęście?

O księżniczce Elżbiecie „Sisi” słyszał chyba każdy. Skojarzymy jej postać z jakąś ekranizacją, serialem albo nawet bajką animowaną. Co sprawiło, że stała się tak popularną postacią? Przede wszystkim ogromna determinacja i siła w stosunku do tragedii, w tym wszystkim również miłość do zwykłych ludzi. Książka Pataki pokazuje zaledwie część z życia Sisi, ale jest ona tak ciężka i dramatyczna, że chciałoby się, aby faktycznie zakończenie było tak pozytywne, jak właśnie w tej powieści. Trzeba bowiem zauważyć, że końcówka to w znacznej większości wytwór wyobraźni autorki. Spróbujcie po lekturze przeczytać o dalszych losach Sisi. Ja byłam zszokowana, bo cała moja nadzieja, że cesarzowa w końcu znajdzie prawdziwe szczęście, legła z gruzach. Ale tu nie chodzi o litość. Tu chodzi o podziw dla Sisi, dla cesarzowej, która miała życie gorsze niż najbiedniejszy niewolnik. Dla kobiety, która do końca nie przestała walczyć o swoje prawo do szczerej miłości i do pełnienia roli matki.

Książka wywołuje wiele różnych emocji. Z początku, gdy rozwijało się romantyczne uczucie miedzy Sisi a cesarzem, byłam podniesiona na duchu i odrobinę oczarowana. Później z niepokojem obserwowałam, co zaczyna się dziać w życiu Sisi i jak w psychiczny sposób to na nią oddziałuje. Dalej było coraz ciężej, czułam złość, smutek, zawód, że prawdziwe uczucie okazało się niewystarczające. Zawsze jednak miałam tą iskierkę nadziei, tą samą, którą posiadała Sisi. I może lepiej by było, gdybym poprzestała na samej książce niż sięgała do prawdziwego źródła i przeczytała o tym, jak dalej potoczyły się losy cesarzowej. Z drugiej strony żałowałam też, że autorka nie opisała wszystkiego, całego życia bohaterki, od A do Z. Ale tutaj znowu pojawia się obawa, iż mógłby to być zbyt duży cios dla samego czytelnika.

Niewątpliwie jedną z największych zalet dzieła Pataki są świetnie wykreowani bohaterowie. I, naprawdę, bardzo ciężko było mi się z nimi pożegnać. Każda z postaci była na swój sposób ciekawa i nie chciałam za nic się z nimi rozstawać. Może ktoś każe mi się popukać w czoło, ale, uwaga, moją ulubioną postacią jest Zofia, uciążliwa teściowa Sisi. Tak, tak, to ona przysporzyła cesarzowej wiele cierpień. Wtykała nos w każdy aspekt życia Sisi i Franciszka, sterowała synem w każdej sytuacji, była ślepo przekonana o wyższości Habsburgów nad wszelkimi wrogami. I z pewnością to ona w większości przyczyniła się do tragedii synowej, ale, przynamniej w tej książce, jest pewien czynnik łagodzący. Otóż uważam, że Zofia bardzo kochała Sisi i faktycznie chciała dla niej dobrze. Z tym, że wcześniej odrzuciła wszelkie naturalne uczucia, podporządkowała swoje życie obowiązkom, żyła dworską etykietą i dbała o dobre imię rodu. Nie rozumiała synowej, ponieważ ta nie potrafiła stać się tak zatwardziałą osobą, Sisi nadal chciała  bowiem kochać i być kochaną, założyć wspaniałą rodzinę i poczuć tą samą beztroskę, którą czuła będąc dzieckiem. Zofia od lat pogodziła się ze swoją rolą kobiety o największej władzy na dworze i zaczęła tą rolą żyć. Swoją miłość do Sisi okazywała w rozsądny dla niej samej sposób. Poza tym, Zofia bardzo zaciekawiła mnie swoją osobą i dlatego mimo wszystko stała się dla mnie kluczowym elementem książki. Jeżeli chodzi o inne postaci, powiem tylko, że każda z nich w jakiś sposób była ujmująca. Sisi oczywiście pochwalam i kibicowałam jej na każdym kroku, Franciszka do końca nie rozumiałam, ale myślę, że w tym wszystkim też był poniekąd ofiarą. Lord Andrassy okazał się miłym zaskoczeniem, o pokojówkach Sisi również czytało się z ciekawością.

Mogłabym dużo pisać o tej książce, ale po co, skoro wszystko tak naprawę już zostało powiedziane. Dla mnie osobiście „Sisi. Cesarzowa mimo woli” to prawdziwa perełka. Ujmuje niesamowitym XIX-wiecznym klimatem, aż chciałoby się założyć ozdobną, piękną suknię i chociaż na chwilę przenieść się do tych urokliwych, ale ciężkich zarazem czasów. Powieść wywołuje multum różnych emocji, wzbudza sympatię w stosunku do wszystkich postaci, nawet tych negatywnych. Przybliża życie słynnej księżniczki Sisi, chociaż z drobnymi kłamstewkami i zmyślonym zakończeniem. Pataki stworzyła naprawdę ujmującą historię, niebanalną, piękną, emocjonującą… To po prostu trzeba przeczytać.

moja ocena: 10/10

                                  Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins.

środa, 16 września 2015

Moje życie i niewola w Iranie

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Stron: 382
Opis:Rankiem 31 stycznia 2009 roku pracująca w Iranie amerykańska dziennikarka Roxana Saberi została wyciągnięta z domu przez czterech mężczyzn i brutalnie aresztowana. Agenci irańskiego wywiadu oskarżyli ją o szpiegostwo na rzecz Stanów Zjednoczonych. W pokazowym, absurdalnym procesie, który trafił na pierwsze strony gazet całego świata, skazano ją na karę ośmiu lat więzienia. Miała ją odbyć w okrutnym teherańskim więzieniu Evin – miejscu, skąd każdy wychodzi zmaltretowany psychicznie, fizycznie bądź nie wychodzi wcale… Saberi rozpoczęła brawurową walkę o wolność. W jej sprawie interweniowali Hillary Clinton, Barack Obama, liczne organizacje międzynarodowe, a także tysiące poruszonych jej losem ludzi, którzy niestrudzenie protestowali u irańskich władz przeciwko uwięzieniu dziennikarki.





Kraje arabskie to dla znacznej większości z nas miejsca tajemnicze, przerażające, a jednocześnie pociągające swoją wyjątkową kulturą. Działanie aparatu przymusu w totalitarnym świecie, podchodzącego już bardziej pod represję, znamy jedynie z pewnych wzmianek w mediach. Dlatego też opowieść młodej dziennikarki pt. "Między światami. Moje życie i niewola w Iranie" to jedna z niewielu lektur przedstawiających funkcjonowanie państwa od środka, z własnego doświadczenia. Doświadczenia, które było jednocześnie horrorem i zwycięstwem prawdy nad kłamstwem.

 "W każdej ciemności jest jakieś światło, i mimo iż zawsze po drodze ktoś będzie cierpiał, ostatecznie zwycięży prawda."

Roxana Saberi to młoda dziennikarka, która od dawna jest zafascynowana kulturą Iranu. W 2006 roku postanawia przyjechać do kraju i rozpocząć pisanie książki, która mogłaby przybliżyć Amerykanom realia życia codziennego w tym miejscu. W tym calu, Saberi przeprowadza różnego rodzaju wywiady i zbiera szczegółowe informacje. Kiedy jej książka jest prawie ukończona, niespodziewanie do jej domu przybywa listonosz z tajemniczą wiadomością. Zaraz za nim drzwi przekracza kilku masywnych mężczyzn, którzy siłą zabierają Saberi w nieznane miejsce. Okazuje się, że dziennikarka została oskarżona o szpiegostwo dla CIA i posiadanie tajnych informacji. Wyrok zapadł jeszcze zanim Saberi próbowała się bronić. Pod psychiczną presją kobieta postanawia zgodzić się na zeznawanie przeciw samej sobie i innej osobie, która rzekomo miała jej zlecić szpiegostwo. Obiecano jej wolność, w zamian za kłamstwa i utratę godności. Okazuje się jednak, że władza Iranu kieruje się swoimi zasadami. Ostateczny wyrok to osiem lat więzienia w Evin, miejscu, w którym miała miejsce tragedia wielu innych niewinnych dziennikarzy. Saberi znajduje w sobie siłę, aby wyznać prawdę, a inni ludzie i wielkie organizacje interweniują w jej sprawie.

Zawsze trzymałam się tej tezy, że książki pisane na faktach są najbardziej poruszające, szokujące i nigdy nie powinno się ich traktować na równi z wymyślonymi historiami. I mimo że opowieść Saberi nie zawiera przemocy fizycznej, to najbardziej porusza czytelnika to, jakiego lęku doświadczyła dziennikarka i jakie myśli tliły się w jej głowie. Była ona bowiem ofiarą psychicznej presji i zastraszania, które nie dały obrażeń na ciele, ale były początkiem obwiniania przez bohaterkę samej siebie.  Próbowała ona bowiem znaleźć w swoim umyśle i życiu przyczyny kary, jaką miało być więzienie, a jednocześnie czekała z ufnością na to, co Bóg ma dla niej przygotowane. Morał jej historii jest prosty, bo prawda zawsze wygrywa, ale  często zapominamy, że ostateczne zwycięstwo wymaga wiele ufności, cierpliwości i często przynosi ogromny ból oraz smutek. Przygnębiające jest to, że wiele osób, o których nie słyszymy, przeszło lub przechodzi przez podobne piekło. Każdy w takiej sytuacji ma wybór przynoszący różny efekt - niebezpieczna prawda lub bezpieczne kłamstwo.

Książka "Między światami. Moje życie i niewola w Iranie" przybliża czytelnikowi kulturę, warunki życia oraz strategię działań władz. Oprócz przeżyć bohaterki i sytuacji, które miały miejsce w więzieniu, mamy szansę zgłębić historię polityki kraju. Autorka, jako dziennikarka, zamieściła wiele ciekawych faktów, dzięki którym możemy poznać przyczyny troski o szpiegostwo oraz powody, dla których pewne informacje i nawet pojedyncze słowa mogą być uznane w Iranie za zdradę. Sytuacja polityczna w tym kraju jest bowiem bardzo skomplikowana, dlatego też dziękuję Saberi za to, że rzuciła jeszcze więcej światła na nieznane nam państwa arabskie. Poza tym, dziennikarka w końcu zrobiła to, co Iran uznał za wystarczający powód do wtrącenia jej na osiem lat do więzienia - napisała książkę.


Iran jawi się w tej opowieści jako kraj wielkiej niesprawiedliwości, gdzie procesy odbywają się na pokaz i bez jakichkolwiek zasad. Kraj, gdzie presją psychiczną zmusza się niewinne osoby do donoszenia na innych oraz szpiegowania na rzecz państwa islamskiego. Kraj, który w całej swej niesprawiedliwości jest ciągle miejscem pociągającym i pięknym. Książka Roxany Saberi to pozycja, obok której nie można przejść obojętnie. Poznajcie świat Iranu od środka, tak, jak nigdy żadne media o nim nie mówiły. Przeczytajcie o kobiecie wystarczająco zdeterminowanej, aby odzyskać wolność i uczynić małe zwycięstwo nad niesprawiedliwym totalitaryzmem. I wreszcie przekonajcie się o tym, że najbardziej niebezpieczna prawda jest lepsza niż każde bezpieczne kłamstwo. 

Moja ocena: 7/10
cytat ze str 360

wtorek, 1 września 2015

Z XXI wieku do Powstania Warszawskiego

Wydawnictwo: Egmont
Stron:320
Opis: Mikołaj w przedziwny sposób trafia ze współczesnej Warszawy w sam wir dramatycznych wydarzeń powstania warszawskiego. Jego starszy brat Wojtek decyduje się na podróż, która zakończy się kilkadziesiąt lat wcześniej, aby wydostać Mikołaja z powrotem. W walczącej Warszawie chłopcy poznają na przemian smak zwycięstwa i gorycz porażki, dowiadują się, czym jest męstwo, prawdziwa przyjaźń i wielka miłość.








Na sam początek muszę podkreślić, że nigdy nie lubiłam uczyć się historii i, aż wstyd się przyznać, mam dosyć duże braki.  Dlatego omijam wiedzę teoretyczną ogromnym łukiem i sięgam po seriale historyczne, które z kolei zachęcają mnie do powieści tego typu. Do „Galopu ‘44” nie potrzebowałam jednak dodatkowej zachęty. Każdy wie, co zdarzyło się w 1944 roku i jakie okropności mieszkańcom Warszawy przyniosła wojna. Poza tym już po opisie dowiadujemy się, że powieść Moniki Kowaleczko-Szumowskiej przeznaczona jest głównie do młodzieży, a pomysł zestawienia świata XXI wieku i realiów powstania wydaje się być świetnym pomysłem na fabułę. Tak więc z chęcią zatopiłam się w lekturze i przeniosłam do tego okresu historii, który miał miejsce tak niedawno a był przecież dla Polaków istnym koszmarem.

Mikołaj i Wojtek – dwaj bracia, zupełnie od siebie różni. Nie tylko pod względem fizycznym, ale także charakterami, przez co nigdy się ze sobą nie dogadywali. Mikołaj - szalony, entuzjastyczny i nieprzewidywalny, Wojtek – poukładany i powściągliwy. Oboje odwiedzają Muzeum Powstania Warszawskiego, choć wszelką wrażliwość chowają pod skorupą obojętności. Wszystko zmienia się wtedy, gdy Mikołaj przypadkiem trafia do 1944 roku, do świeżo rozpoczętego powstania. Jego starszy brat decyduje się na podróż w czasie, aby wydostać Mikołaja z powrotem. Duch walki sprawia jednak, że żaden z chłopców nie chce wracać do domu. Chłopcy poznają siłę odwagi, przyjaźni, determinacji i miłości. Czy powstanie było tak tragicznym wydarzeniem jak współcześnie mniemamy? Czy warto walczyć wtedy, gdy wiesz, że miasto za niedługi czas legnie w gruzach?

„Galop ‘44” to pewnego rodzaju połączenie reportażu i powieści młodzieżowej, mogę powiedzieć nawet, że dla młodszej młodzieży. Pod tym pierwszym względem kryją się fragmenty będące relacją z danych wydarzeń, przybliżają one historię powstania, jego przebieg i stanowią często wstęp do dalszej historii bohaterów. Mimo że czasem ciężko brnęłam przez te właśnie reportaże, to jednak wyłuskałam kilka ciekawostek i niesamowitych informacji, na przykład o tajnej polskiej stacji radiowej. Niektóre fakty są tak zadziwiające, że miałam wrażenie, iż to jakaś fikcja, wątki zaczerpnięte z literatury postapo.  Autorka jednak wiernie przedstawiła wydarzenia zapisane w kronikach, aktach i relacjach powstańców.

Jeżeli chodzi o charakter młodzieżowy książki, to mamy tutaj wprawdzie wątki dotyczące męstwa, odwagi i miłości, ale potraktowane trochę pobieżnie. Autorka bardziej skupiła się na tym, co chłopcy robią w Warszawie i jak działają powstańcy, emocje i uczucia bohaterów zostały zepchnięte na margines. Tak do końca dobrze nie poznamy Wojtka i Mikołaja, nawet ciężko zauważyć to, co zapowiedziała autorka – że to przeciwne charaktery. Szczególnie brakowało przeżyć wewnętrznych chłopców, ale właściwie postacie chłopców są tylko pewnym środkiem do przedstawienia realiów 1944 roku oraz czynią historię bardziej przystępną dla młodych czytelników. Oczywiście nie można powiedzieć, że wszystkie postacie są niedopracowane. Tak jak każdy czytelnik i ja znalazłam swoich ulubieńców – Małego i Lidkę. Dlatego pewne wydarzenia z książki, których oczywiście nie zdradzę, poruszyły mnie w szczególny sposób.

Końcówka powieści skłoniła mnie do pewnych przemyśleń. Przede wszystkim historia wygląda tak jak wygląda i tak po prostu musiało być. Nikt i nic nie mógłby tego zmienić, bo powstańcy w całej swojej determinacji o walkę za wolność nigdy nie tracili nadziei. Okres powstania mimo swojej tragedii okazał się być lepszym czasem. W XXI wieku nikt nie kocha tak jak w 1944 roku, nikt nie ceni tak przyjaźni, współpracy i zjednoczenia narodu. Dlatego Wojtek i Mikołaj, mimo ogromnego ryzyka, decydują się na pomoc powstańcom. Pragnienie wolności dla Polski sprawia, że człowiek nie dba o to, jak wszystko się zakończy.Chodzi o to, aby walczyć tak długo, jak tylko się da.  


Kilkanaście ostatnich stron „Galopu ‘44” to wydarzenia wzruszające, smutne ale finalnie kończymy lekturę z podniesioną dumnie głową. I być może lektura nie pokaże nam czegoś, czego wcześniej nie wiedzieliśmy, ale z pewnością utwierdzi w naszym umyśle pewną świadomość, którą powinien posiadać każdy Polak. Dlatego po tę powieść powinni sięgać młodzi ludzie, uczniowie gimnazjum i liceum, a także starsi czytelnicy. Myślę, że nikt nie będzie żałował czasu spędzonego przy lekturze „Galopu ‘44”. Książkę bowiem czyta się bardzo szybko, z ciekawością i dociekliwością. Zapewne jeszcze do niej wrócę. 

Moja ocena: 7,5/10


Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont

czwartek, 27 sierpnia 2015

Dym i lustra - Neil Gaiman

Wydawnictwo: MAG
Stron: 373
Opis:Zebrane w tej książce historie pochodzą z niezliczonych krain „Po drugiej stronie lustra”. Są wytworem bujnej wyobraźni Neila Gaimana – jednego z największych współczesnych mistrzów literatury fantastycznej. Opowiadają o wydarzeniach zabawnych, wzruszających, budzących grozę lub po prostu cudownych. Łączy je nie tylko osoba autora, ale przede wszystkim niezwykła sugestywność i oryginalność kreowanych wizji.









Moje pierwsze spotkanie z twórczością Neila Gaimana zapoczątkowało miłość do książek i tym samym nałóg czytania. „Koralina” zachwyciła mnie swoją mroczną, tajemniczą baśniowością, niezwykłym pomysłem i przystępnym językiem. Spodobał mi się sposób, w jaki autor przedstawił świetny horror w książce pozornie przeznaczonej dla młodszych czytelników. Kolejna przeczytana przeze mnie książka Gaimana, „Chłopaki Anansiego”, ostudziła już niestety mój zapał. Dlaczego? Zdecydowanie bardziej zachwyca mnie Gaiman wtedy, gdy daje upust swojej fantazji w sposób oryginalny, mroczny, magiczny, ponieważ to zwyczajnie absorbuje całą moją uwagę. Dlatego też z zapałem zabrałam się do lektury „Dymu i luster”, zbioru przeróżnych historii pełnych tej magii, która zachwyciła mnie na samym początku mojej czytelniczej pasji.

Dlaczego „dym” i dlaczego „lustra”? Wyjaśnienia tytułu zbioru otrzymujemy już we wstępie. Lustra zniekształcają rzeczywistość, postawione pod odpowiednim kątem czynią z odbicia pewną iluzję. Dym natomiast zaciera ostre kontury, przysłania ostre elementy, przyćmiewa widok. To pewnego rodzaju przenośnia przygotowująca czytelnika na niedosłowny odbiór historii Gaimana. Opowiadania, czasem bardziej prawdopodobne, czasem zupełnie szalone, są wytworem nieograniczonej wyobraźni autora. Każdy czytelnik powinien więc do lektury się dostosować, na chwilę zapomnieć o rzeczywistości i o prawach w niej panujących. Z każdym tekstem bowiem wnikamy do nowego, unikatowego świata.

„Dym i lustra” to zbiór tekstów zróżnicowanych ze względu na formę, a także ze względu na poruszaną tematykę. Mamy tutaj opowiadania, wiersze, scenariusze i narracyjne utwory pisane prozą. Niesamowite, że autor potrafi być interdyscyplinarny w samym pisaniu. Oczywiście każdy może wybrać formę, jaka najbardziej przemawia do czytelnika, ja jednak nie potrafiłam dokonać takiego wyboru. Praktycznie naprzemienne czytanie różnych tekstów było niezwykle ciekawym doświadczeniem i dlatego Gaiman uświadomił mi osobiście, że nie da się zaszufladkować. Potrafi pisać o czym chce, jak i na czyje podobieństwo. Nie znam autorów, na których czasami się powoływał, ale wierzę mu, że naprawdę udało mu się napisać teksty podpasowane do ich twórczości.

Tematyka utworów jest bardzo zróżnicowana. Jedno jest jednak pewne – Gaiman nie boi się poruszać delikatnych, czasem ciężkich, wstydliwych czy po prostu kontrowersyjnych tematów. AIDS, pornografia, seks, religia, maltretowanie zwierząt, przemijanie, miłość i wiele więcej… Przekaz tekstów również się różni, czasami dostajemy go praktycznie na wyciągnięcie ręki, czasem można się łatwo go domyślić, a czasami miałam wrażenie, że go w ogólnie nie ma. Pewne utwory mają być materiałem do refleksji, inne są po prostu owocem wyobraźni i zostały napisane dla samej radości autora. Mogę przyznać szczerze, że są teksty, w których nie znalazłam żadnego sensu, ale wierzyłam Gaimanowi, iż z radością wylał w końcu  na papier długo duszone w sercu fantazje i wizje. Poczułam się niemal zaszczycona tym, że mogę czytać to, co autorowi tylko na myśl przyszło, zwłaszcza utwory inspirowane komentarzami czytelników, szczątkami wiadomości radiowych, żartobliwymi pomysłami znajomych. Tak jakby Gaiman ujawnił mi coś bardzo osobistego. To czyni „Dym i lustra” lekturą niesamowitą, a jej egzemplarz przy innych pozycjach staje się bardzo wyjątkowy.

Jak już wspomniałam, niektóre teksty wydawały się pozbawione sensu i wydawały się nudne. Niektóre wzbudziły wewnętrzny bunt, inne rozśmieszyły, zdziwiły, zastanowiły lub po prostu zachwyciły. Nie mogę się powstrzymać, żeby nie zapisać tytułów tych najbardziej wybitnych, prawdziwie świetnych utworów. „Rycerskość”, przykład idealnego zespolenia świata rzeczywistego i magicznego. „Prezent ślubny”, refleksyjny, niezwykle klimatyczny. „Trollowy most”, bardzo ciekawy, również refleksyjny utwór podchodzący pod starą legendę. „Piętnaście malowanych kart z wampirzego tarota”, uśmiałam się, tak samo jak w przypadku „Załatwimy ich panu hurtowo”. „Mysz”, świetny tekst rozwiewający wszelkie wątpliwości a propo aborcji. „Dziecizna”, chyba zostanę wegetarianką, szokujące, genialne. I na sam koniec, na deser bajka dla dorosłych, „Szkło, śnieg i jabłka”. Absolutne mistrzostwo, już nigdy opowieść o Królewnie Śnieżce nie będzie przeze mnie postrzegana jak dotychczas.


Myślę, że wystarczająco wyraziłam swoją opinię na temat tego zbioru. Teksty nie zawsze ciekawe, ale jest wiele perełek. Pełen szacunek dla autora za tak różnorodny styl, mnogość pomysłów, trafną ironię, odwagę tematyki oraz dystans do samego siebie i swoich utworów. „Dym i lustra” polecam gorąco starszym czytelnikom, którzy spodziewają się niebanalnej, ciekawej lektury, która odrywa od rzeczywistości i czyni świat jeszcze bardziej bogatym i cudownie zadziwiającym. 

Moja ocena: 8/10

                                            Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu MAG

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Niedobra miłość

Wydawnictwo: HerperCollins
Stron: 560
Opis: Psycholog Alex Delaware często współpracuje z policją. Przeżył sporo niebezpiecznych sytuacji, widział wiele zła, niełatwo go przestraszyć. Na głuche telefony reaguje wzruszeniem ramion, anonimy wyrzuca do kosza. Ale w tej przesyłce coś go zaniepokoiło. Szary papier, brak nadawcy. W środku kaseta, a na niej dziecięcy głos powtarzający dwa słowa: „niedobra miłość”. W tle krzyk pełen bólu i strachu.
„Niedobra miłość” to nazwa konferencji, w której Alex przed laty brał udział. Kiedy próbuje nawiązać kontakt z pozostałymi uczestnikami, okazuje się, że kilkoro zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Alex obawia się, że też jest na liście zabójcy.









"Niedobra miłość. Nie dawaj mi tej parszywej miłości."



Istnieją takie rodziny, które najbardziej cenią sobie wzajemną miłość i szacunek. Ich domy są pełne ciepła, zrozumienia i uprzejmości, a konflikty są rozwiązywane na zasadzie szczerej rozmowy. Dobra miłość jest mottem tej rodziny. Istnieją również domy, które zamiast wyjaśnień i porozumień wybierają nienawiść i przemoc. Poniżenie, strach, ból i zastraszanie to ich sposób wychowawczy. W dwóch słowach – niedobra miłość. Miłość parszywa. Ta, której dzieci nie chcą i ta, za którą odpłacają srogą zemstą.

Alex Delaware to psycholog z wieloletnim doświadczeniem, a jego praca nie opiera się jedynie na psychoterapiach. Współpracuje on bowiem z policją, analizuje zachowania towarzyszące dzieciom, których członkowie rodziny popełniają różnego rodzaju przestępstwa. Aktualnie prowadzona obserwacja spada jednak na margines jego uwagi, a wszystko za sprawą tajemniczej koperty z kasetą. Ktoś nagrał na niej krzyki pełne bólu oraz monotonny głos dziecka powtarzającego słowa „niedobra miłość”. Początkowo Alex traktuje przesyłkę jako nieśmieszny żart, ale gdy wracają pewne wspomnienia sprzed wielu lat, bohater postanawia odkryć tajemnicę niedobrej miłości. Próbuje nawiązać kontakt z uczestnikami konferencji, która mogła mieć związek z owym dziwnym terminem. Okazuje się jednak, że większość z nich zniknęła lub zmarła w różnych okolicznościach. Czy to czysty przypadek, czy też plan seryjnego mordercy? Czy Alex Delaware musi obawiać się o swoje życie?

„Niedobra miłość” to thriller psychologiczny Jonathana Kellermana, sławnego pisarza, psychologa i profesora pediatrii. Powieść jest jedną z kilkunastu pozycji opowiadających o losach Alexa Delaware’a, jednakże to właśnie ta pozwoliła mi po raz pierwszy go poznać. Miałam już niejednokrotnie styczność z thrillerami psychologicznymi, ale przyznam, że ta opowieść jest wynikiem bardzo dobrego, oryginalnego pomysłu. Zagadka jest praktycznie nie do rozwiązania przez samego czytelnika, początkowo zawiera wiele nieścisłości. Wielowątkowość fabuły czasami potrafiła zamieszać w głowie i co rusz zmieniała realia sytuacji, w jakiej znalazł się główny bohater. Mamy tutaj bowiem multum postaci, każda z nich może być podejrzana o branie udziału w morderstwach, a ich zeznania nie muszą być wcale prawdziwe.

Przyznam szczerze, że jak na thriller psychologiczny i na psychologa w roli głównej, samej psychologii jest w tej książce niewiele. Autor nie zamęcza czytelnika długimi wywodami o emocjonalności człowieka czy też nie przytacza dziwacznych chorób z nią związanych. Tematem przewodnim książki jest jedynie jedno, kluczowe hasło, „niedobra miłość”, które w interpretacji nie przynosi większych trudności. Czytelnik otrzymuje bowiem w trakcie lektury krótką definicję tego terminu, stopniowo odkrywa jego związek z morderstwami, ale i tak zakończenia przewidzieć nie zdoła.

Mankamentem powieści, dość ważnym, jest jednak brak dynamicznej akcji. Owszem, mamy zagadkę i mamy bohatera dążącego do jej rozwikłania, ale autor oszczędza chwil napięcia czy strachu. Jedyny taki moment, mocno niepokojący dla czytelnika, to opis nagrania. Dalsza akcja opiera się już tylko na rozmowach Alexa z osobami, które mogłyby mieć związek ze sprawą. Pojawia się więc wiele nowych wiadomości i, co za tym idzie, komplikacji fabuły, ale prócz ciekawości ciężko cokolwiek poczuć podczas lektury. Przydałoby się więcej tajemniczych wiadomości, więcej szokujących i przerażających wątków, więcej gróźb pod adresem Alexa.

Jak już wspomniałam, w książce występuje wiele postaci, aż ciężko zapamiętać kogo z jakim wątkiem złączyć. Mimo wszystko obfitość różnorodnych charakterów działa na korzyść całej opowieści. Niektóre postacie bowiem wzbudzają sympatię, tak jak główny bohater, inne zaś irytują, na przykład Robin, partnerka Alexa. Poza tym większość pozostaje neutralna, ponieważ autor nie przybliża nam ich osobowości. Poznajemy je szczątkowo tylko w momencie rozmów z Alexem. Być może fani całej serii będą mogli się na temat danych postaci lepiej i bardziej szczegółowo wypowiedzieć.

„Niedobra miłość” to dobra powieść, tajemnicza i wielowątkowa, acz mało obfitująca w mocne emocje. Dlatego też polecam ją fanom pokrętnych zagadek, którzy nie boją się zawiłości i lubują się w obstawianiu, która z tak wielu postaci może być mordercą. Moje pierwsze spotkanie z twórczością Jonathana Kellermana zaliczam do udanych i z chęcią, gdy tylko będę miała taką okazję, zapoznam się z inną sprawą Alexa.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins.