Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

niedziela, 12 lipca 2015

Koniec świata, czyli upiorna epoka lodowcowa

Wydawnictwo: Sine qua non
Wydanie: 2015 r.
Stron: 396
Opis: Po Upadku nic nie wygląda tak jak wcześniej. Lód i śnieg pochłonęły cały świat. Po ziemi stąpają wygłodniałe bestie, niebem nie rządzą już ptaki. Miasta stoją niemalże puste – zapuszczają się tam jedynie złomiarze, w poszukiwaniu cennych artefaktów. Śnieżne pustkowia i dzikie ostępy leśne przemierzają grupy myśliwych, desperacko walczących o pożywienie. Pozostali przy życiu ludzie przenieśli się wysoko w góry, gdzie trzymają się ułudy bezpieczeństwa. Doskonale wiedzą, że biada tym, których dopadną światła na przełęczy. Dla większości lepsza jest śmierć... W takiej rzeczywistości przyszło żyć Kacprowi. Chłopak nawet nie przypuszcza, jakie piekło zgotował mu los. Pogoń za ambicją oraz poczucie obowiązku wobec bliskich każą mu opuścić znaną okolicę. Rozpoczyna swoją podróż. A światła czekają na nieostrożnych wędrowców...


Czytaliśmy już o przybyszach z kosmosu żyjących w ciałach ludzi jak pasożyty. Mieliśmy do czynienia z niemoralnym zastosowaniem technologii i z porzuceniem uczuć takich jak miłość. Śledziliśmy losy bohaterów w kosmosie po tym, jak Ziemię przykryły wody. A co by było, gdyby świat wrócił do swojej dawnej, acz znacznie bardziej przerażającej postaci, tak jak w „Dopóki nie zgasną gwiazdy” Piotra Patykiewicza?

Świat po Upadku to świat całkowicie oddany Lucyferowi, opuszczony przez Boga, skuty lodem i męczony nieustającymi śnieżycami. Upadły anioł atakuje każdego nieostrożnego wędrowca, wdziera się do wiosek pod postacią jaskrawego światełka. Ludzie skryci wśród wysokich gór zaczynają rozumieć, że poczucie bezpieczeństwa to jedynie ułuda, która niknie wraz z wrastającą odwagą złego ducha. Żyją niczym w epoce lodowcowej, polują, ryzykują życie dla jedzenia i odnalezienia innych mieszkańców gór. Kiedy to wszystko się skończy? Wszyscy uważają, że przy życiu pozostaną tylko ci najwierniejsi, jednak nic nie jest pewne gdy Lucyfer zaczyna pojawiać się w kościołach i atakować duchownych…

Kacprowi przyszło żyć w takim właśnie świecie. Mimo że jest młodym chłopakiem, chce za wszelką cenę udowodnić sobie i swojej rodzinie, że jest wiele wart. Opuszcza znaną okolicę i rozpoczyna niebezpieczną podróż. W świecie, który dąży do ostatecznej zagłady, poszukiwanie wyjaśnień kosztem własnego życia nie wydaje się być czynem heroicznym. Kacper okazuje się jednak jednym z nielicznych, którzy nie chcą uciekać przed rosnącą mocą Lucyfera. Co czeka go podczas podróży? Czy jego odwaga i pogoń za ambicją okażą się korzystniejsze niż posłuszne wykonywanie obowiązków w swojej wiosce?

Najmocniejszą stroną książki jest zdecydowanie opis świata przedstawionego. Nie sam pomysł i idea, ale właśnie klimat owego świata zachwycił mnie najbardziej. W najgorętsze południe można łatwo wyobrazić sobie śnieżną pustynię, przez którą brnie główny bohater. Polowania, małe wioski i skromne domki przywodzą na myśl jakieś odległe czasy, kiedy to jeszcze nie wynaleziono źródła prądu, a ludzie malowali ściany prymitywnymi farbkami. Tak jakby historia świata zatoczyła koło. Tym razem jednak na człowieka, prócz zimna, czeka niebezpieczeństwo wygłodniałych ogromnych szczurów i światełek Lucyfera.  

„Dopóki nie zgasną gwiazdy” to książka oparta na wielu płaszczyznach. Mamy tutaj świat po apokalipsie, podłoże religijne, duchowe i psychologiczne. Gdzieś czytałam, że ta książka to połączenie postapo z new adult. Zgodzę się z tym, żałuję jedynie że ten drugi gatunek pojawia się zbyt subtelnie. Kacper jest postacią dobrze skonstruowaną, ale jako czytelnicy mamy ograniczony dostęp o jego uczuciowości. Często brakowało mi większej dawki emocji dotyczącej właśnie jego osoby. Może też sam autor miał na celu nie zagłębiać się w psychikę Kacpra, a wywołać odpowiednie emocje realiami świata przedstawionego. A trzeba przyznać – Patykiewicz bardzo dobrze sobie z tym poradził.

Powieść „Dopóki nie zgasną gwiazdy” to jedna z lepszych polskich książek. Autor zupełnie mnie zaskoczył swoją historią i pomysłem na nią. Wszystkie zagraniczne postapo wprawdzie są ciekawe, ale tak jakby cały czas nawiązują do tego samego. Tym, którzy szukają w literaturze czegoś nowego, świeżego i zupełnie wybijającego się ze schematów utartych przez angielskie sławy, polecam sięgnięcie po tą właśnie powieść. Warto poczuć trochę chłodu emanującego z jej kart w upalne letnie dni.

Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non
                                                

sobota, 6 czerwca 2015

Nie do pary - Ewa Nowak

Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 350
Opis: Szesnastoletni Alek przeżywa okres buntu. Potwierdzenia własnej wartości szuka głównie w oczach płci przeciwnej, co prowadzi do kontaktów z wieloma dziewczynami. W końcu chłopak całkowicie się gubi w swoich uczuciach. Wplątuje się w niezręczne sytuacje, a zarazem traci poczucie bezpieczeństwa, bo rozpada się jego rodzina. Czy Alkowi uda się wyjść na prostą i zrozumieć, co jest w życiu ważne?


„Co to za kolejny wafel?”


„Nie do pary” to najnowsza książka Ewy Nowak, znanej pisarki i pedagoga-terapeuty. Mimo że na rynku pojawiło się już wiele utworów tej autorki, to jednak dopiero teraz miałam przyjemność zapoznać się z jej twórczością. Szybko zagłębiłam się w lekturę, a teraz z kolei planuję przeczytać pozostałe powieści Ewy kierowane do młodzieży. Może otrzymam kolejną zabawną, pocieszającą i wciągającą opowieść, taką jak w „Nie do pary”.

Alek to zwykły szesnastoletni chłopak, który przeżywa okres buntu i tzw. burzę hormonów. Tak chyba można to nazwać… W każdym razie jego ulubionym zajęciem jest uatrakcyjnianie życia swojej matce, na przykład wrzucając jej rajstopy do klozetu. Jego relacje z matką to jak wyścig szczurów, ciągłe dogryzanie sobie nawzajem i ironiczne komentowanie wielu spraw. Ojciec z kolei nie odgrywa ważnej roli w życiu Alka, raz jest, raz go nie ma. Chłopak zaczyna za to coraz częściej mieszać się w pokręcone romanse i niezręczne sytuacje. W oczach dziewczyn poszukuje potwierdzenia swojej wartości, chociaż sam nie wie do końca czego chce i co myśleć o sobie i o dziewczynach. Ah, te dziewczyny… Niby tyle kłopotów, ale czym byłby świat bez nich?

Po przeczytaniu opisu książki z tylnej okładki można sobie pomyśleć, że to kolejna opowieść o wielce dramatycznym życiu pewnego nastolatka. Powiem tak – opis, mimo że dość adekwatny do fabuły, to jednak stanowczo zbyt poważny. „Nie do pary” to nie jest książka, która ukazuje całą niesprawiedliwość świata i nie niesie dużego przesłania dotyczącego odnalezienia własnej drogi życiowej… Ta książka jest po prostu wielce zabawna, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Chyba nigdy w swoim życiu nie czytałam książki, która tak często powodowałaby, że na mojej twarzy pojawiał się szeroki uśmiech, niekiedy nawet nie potrafiłam powstrzymać się od chichotu. Dobrze, że czytałam tę książkę we własnym pokoju. Niestety może tylko pod koniec powieści humoru było mniej, ponieważ zamęt spowodowany związkami Alka zaczynał powoli męczyć. Chociaż tutaj autorka się zlitowała i wiedziała, w którym momencie i jak skończyć swoją książkę.

Alek wydaje mi się być zwyczajnym, takim typowym nastolatkiem. Nie chcę oczywiście wszystkich wrzucać do jednego wora, ale ten chłopak jest niezwykle realistyczny. Cały czas miałam wrażenie, jakbym czytała pamiętnik jakiegoś mojego kolegi z klasy. Dowcipny, sprytny, można powiedzieć nawet „jajcarz”. Otwarcie mówi to co uważa (ostrzegam dziewczyny, tutaj potrzebujemy mieć trochę dystansu do samych siebie), świat postrzega prosto i kieruje się swoimi emocjami. Tak jak zwykły nastolatek, nie jest pozbawiony wad, szczególnie wiele błędów popełnia w miłości. I może cierpi na niestabilność emocjonalną, ale dopiero powoli zaczyna rozumieć czym jest wierność i szczerość w związku. Ciągnie go do dziewczyn, które podbudują jego samoocenę, a gdy są z czegoś niezadowolone i mają do Alka pretensje – ten potrafi nagle zmieszać je z błotem.

"Jesteś pierwszoplanowym bohaterem tylko jednego, własnego życia. W innych masz rolę epizodyczną albo nie masz żadnej."

Autorka wykazała się w swojej powieści ogromnym talentem nakreślania realistycznych postaci. Czasami nawet zastanawiałam się, jak kobieta może tak dobrze znać psychikę chłopaka i stworzyć prawdziwego, niczym z krwi i kości, głównego bohatera. Ewa Nowak w żadnym momencie się nie ujawnia, gdyby nie jej nazwisko na okładce, uwierzyłabym, ze faktycznie jakiś Aleksander postanowił wydać swoją książkę. Nie wierzycie? Przeczytacie epilog i wszystko stanie się jasne. Nawet nie mamy tutaj moralizatorstwa ze strony autorki… „Nie do pary” to opowieść o pewnym nastolatku, którego poczynania może oceniać tylko i wyłącznie sam czytelnik. To czy zgadzamy się z Alkiem czy nie, czy uważamy go za głupiutkiego dzieciaka czy nie, to tylko i wyłącznie nasze indywidualne odczucie. My, czytelnicy, otrzymujemy tylko fragment chłopięcej psychiki w zaledwie 350 stronach. Na szczęście w zabawnej, lekkiej i bardzo przyjemnej formie.

„Nie do pary” to książka, która spodoba się ludziom młodym, powoli wkraczającym w dorosłość lub tym, którzy niedawno w nią wkroczyli. Ta powieść to wzorowy przepis na idealne utożsamienie się autorki ze stworzonym przez siebie bohaterem, nic tylko chwalić i się od Ewy uczyć. A w upalny, słoneczny dzień wziąć do rąk „Nie do pary” i oddać się lekkiej, zabawnej lekturze. Nie pożałujecie! 

pierwszy cytat z str 139
drugi ze str 170

Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont


czwartek, 23 kwietnia 2015

Ebola morderca, nie ma serca

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Stron: 316
Opis: Strefa skażenia prezentuje burzliwą historię badań nad ebolą. Pierwsi zakażeni, drobiazgowe opisy przebiegu choroby, specjalistyczne laboratoria, ścieżki rozwoju wirusa i dramatyczne pomyłki, które mogły przypieczętować nasz los już dawno temu. Wcześniej udawało się zażegnać kryzys. Ale czy i tym razem, w obliczu kolejnego zagrożenia niepowstrzymanej pandemii, ludzkości się poszczęści?







"Historia najgroźniejszego seryjnego mordercy"

Obecnie dużo czytamy o świecie przyszłości, w którym wojny pustoszą całe kontynenty. O katastrofach, które zatapiają 50% powierzchni Ziemi. A może wielka tragedia czeka nas lada chwila? Już widzimy jej oznaki kiedy telewizja alarmuje o epidemii Eboli, o wirusie, którzy niepostrzeżenie przenosi się z Afryki na Europę. „Strefa skażenia” to książka, która pomieściła wszelkie informacje na temat Eboli zdobyte przez człowieka w ciągu kilkudziesięciu lat.

Tak naprawdę podejrzewam, że tylko ludzie doświadczający tej choroby i badacze tajnych laboratoriów znają prawdziwą powagę sytuacji i dramat, jakim jest okrycie nowego, najgroźniejszego z dotychczas poznanych wirusów. Richard Preston, autor „Strefy każenia”, jako dziennikarz i redaktor dociekliwie bada sprawę Eboli. Opowiada historie kilkudziesięciu osób, które miały styczność z wirusem w różnoraki sposób. Autor opiera się na faktach, podaje pseudonimy lub zmienione nazwiska danych postaci. Relacjonuje wszystko w taki sposób, jakby sam stał obok i szczegółowo odnotowywał każdy przypadek zachorowania, każde badanie i nowe odkrycie. Do tego dobudowuje delikatną otoczkę sprawiającą wrażenie, że mamy do czynienia ze zwykłą opowieścią i bohaterami stworzonymi przez Prestona. Przyznaję, że czasami ta otoczka spowalniała tempo akcji, na szczęście nie była bardzo rozbudowana.

W książce zdecydowanie przeważają szczegółowe opisy przebiegu choroby. Dlatego też musiałam co chwilę robić małą przerwę, bo żołądek sam wywracał się do góry nogami. Autor nie szczędzi dosadnych opisów, gdzie na przykład śledziona porównywana jest do jednego wielkiego skrzepu przypominającego salami. Ciało zamienia się w krwistą papkę, człowiek wygląda dosłownie jak zombi, jeszcze za życia rozkłada się i gnije. Wiedzieliście o tym? Ja przeżyłam szok. Nawet najmniejszy ból głowy wywołał we mnie niemałą panikę. Co by było gdyby… Och, strach myśleć!

Stephen King powiedział: „Jedna z najstraszniejszych rzeczy, jakie miałem okazję przeczytać”. Naprawdę, aż tak? Po lekturze muszę przyznać mu rację, faktycznie, to najgorszy horror i w dodatku prawdziwy. Obecnie jesteśmy w o tyle komfortowej sytuacji, że chwilowo wirus przestał atakować. To jednak długo nie potrwa, ponieważ autor kilkakrotnie nas zapewnia, że Ebola nigdy nie znika. Pozostaje w ukryciu i zaczyna zabijać nagle, w zabójczo szybkim tempie przenosi się na kolejne organizmy, jest bardzo letalny. Ostatnie słowa autora w książce to „… schował się w lesie, ale pojawi się tu znowu”. Czy to nie jest wystarczająco przerażające?

„Strefa skażenia” to idealna lektura dla ciekawskich, ale także dla tych, którzy interesują się mikrobiologią, wirusami i ogólnie biologią. Jako, że właśnie kończę klasę biologiczno-chemiczną, z wielką lubością czytałam biologiczne fakty dotyczące wirusów, badań laboratoryjnych, systematyki i mechanizmy niszczenia komórek przez Ebolę. Mówi się, że teraz naukowcy mogą zrobić wszystko. Nie mogą jednak zidentyfikować siedmiu białek wirusa ebola zair, które zmieniają ciało w zupę. Świat skrywa jeszcze tyle zagadek, szkoda że ta jest przerażająca i niejako uniemożliwia obronę przed Ebolą-mordercą.

Książka Richarda Prestona to porywający thriller non-fiction, który ściśnie nasze gardło i żołądek, wywoła mdłości, strach ale i wzbudzi ciekawość. Cóż, taka jest prawda. Myślę, że każdy bez wyjątku powinien ją poznać.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non
                                                

niedziela, 15 marca 2015

Anatomia kłamstwa, czyli jak je wykryć

Wydawncitwo: Sine Qua Non
Stron: 300
Opis: Kłamstwo można wykryć. Zawsze. Nie wierzysz? Wyobraź sobie, jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś zawsze ze stuprocentową pewnością mógł stwierdzić, że właśnie ktoś Cię okłamuje. Nieważne czy to Twój potencjalny pracownik, dziecko wracające ze szkoły, ubezpieczyciel proponujący niezawodną polisę, czy sprzedawca w sklepie - zdolność do wykrycia kłamstwa przydaje się zawsze i wszędzie.








Fałsz, zdrady, plotki, nielojalność… Jednym słowem kłamstwo. Z nieprawdą stykamy się kilkakrotnie lub kilkunastokrotnie każdego dnia. Motywy kłamstw są różne, rzadko jest to kłamstwo poważne, częściej delikatne, łagodzące sytuację. Wówczas możemy zaobserwować szereg zachowań wskazujących na to, że prawdopodobnie zostajemy właśnie ofiarą nieszczerości. Wymaga to jednak niezbędnych umiejętności. Poradnik „Anatomia kłamstwa”, napisany przez agentów CIA, pomoże nam nauczyć się i nabrać wprawy w wykrywaniu nieprawdy, niezgodności w wypowiedzi i zachowań charakterystycznych dla kłamcy.

Macie tak czasami oglądając „Rozmowy w toku”, że zastanawiacie się jak działa system wariografu, na którego podstawie stwierdza się, czy zaproszona do programu osoba zdradziła współmałżonka lub brała narkotyki? Otóż, jak przyznają agenci CIA, metoda ta czasami zawodzi. Nie każdy w ten sam sposób zareaguje na niewygodne pytanie, ponieważ występuje szereg innych czynników wpływających na reakcję fizjologiczną. „Anatomia kłamstwa” już na wstępie zapewnia, że ukształtowane umiejętności i stosowanie modelu zaprezentowanego w poradniku pozwoli lepiej niż wariograf wykryć pewne niezgodności. Oczywiście nie mamy tutaj gwarancji 100% skuteczności. Pewne zachowania drugiej osoby i jej wypowiedzi zwracają nazwą uwagę na to, że kłamstwo jest w danej kwestii możliwe. Autorzy podają wiele taktyk i sposobów, z jakich należy w takiej sytuacji skorzystać.

Głównym twórcą przedstawionej w książce metody jest Phil Houston. Poprzez jego wieloletnie doświadczenie w Agencji, przedstawiane jest wiele przykładów z prowadzonych przez niego rozmów i przesłuchań. Nie chodzi o ujawniane tajnych informacji, mamy tutaj jedynie pewne wzorce, na których uczymy się praktycznie korzystać z poznanej w tej książce wiedzy. „Anatomia kłamstwa” nie jest bowiem nudnym, psychologicznym wywodem, ale poradnikiem zawierającym wiele schematów, tabel, przydatnych wskazówek i – co najlepsze – zawiera przykładowe pytania dotyczące m.in. nielojalności i używek, które możemy zadać innym. Dalej, wykorzystując poznany model, możemy dojść do pewnych wniosków, czasami mało przyjemnych.

Książka stanowi pełne kompendium wiedzy o kłamstwie, informacje  i przykłady zebrane w jednym. Dowiadujemy się dlaczego czasami uparcie uważamy, że ktoś mówi prawdę, nawet wtedy, gdy daje pewne oznaki nieszczerości.  Następnie przechodzimy do analizy wszystkich typów reakcji, jakie wykazuje kłamca. Uczymy się w subtelny sposób wydobyć z kogoś kłamstwo i tym samym w pewien sposób manipulować drugą osobą. Na końcu mamy rady praktyczne i, jak już wspomniałam, szereg pytań dotyczących codziennych przejawów nieszczerości.

„Anatomia kłamstwa” to prawdziwy skarb dla osób, które interesują się prawem, dziennikarstwem, polityką, marketingiem. Niemniej przydatna okaże się dla każdego, bez wyjątków. Pozwoli podwyższyć świadomość społeczną, umiejętność komunikacji i kształtować własny światopogląd.  Polecam. 

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

środa, 11 marca 2015

Q. Ponadczasowa historia miłosna

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 360
Opis: Co byś zrobił, gdyby ktoś kazał Ci zrezygnować z miłości Twojego życia? A co, jeśli tym kimś… byłbyś Ty? Na krótko przed planowanym ślubem z Q główny bohater spotyka samego siebie – ale starszego i doświadczonego. Tajemniczy gość udowadnia, że mające się wkrótce rozpocząć małżeństwo będzie początkiem lawiny nieszczęść… A to jedynie punkt wyjścia dla tej niezwykłej historii miłosnej. Tutaj przyszłość dynamicznie wchodzi w zakręty i zawiedziony, próbujący wypełnić ziejącą w duszy pustkę kochanek zmuszony jest do nieustannych zmian w swoim życiu, aby za nią nadążyć. Pośród mnóstwa zmiennych i nietrafionych decyzji jedyną stałą i punktem oparcia jest jego miłość do Q. Miłość, którą porzucił… Evan Mandery stawia na głowie tradycyjną opowieść o miłości, dając upust swojej pisarskiej finezji i niezwykłej elokwencji. Ta szalona, mądra i zabawna książka łączy elegancką satyrę z sentymentalną magią chwytającej za serce i wyciskającej łzy historii.



"Nie możesz poślubić Q..."


Q. Tajemnicza ukochana pisarza i nauczyciela, głównego bohatera książki, odrobinę zagubionego w otaczającej go rzeczywistości. Pierwsze spotkanie  w kinie, kolejne romantyczne chwile, oświadczyny  i plany ślubu… Wszytko szłoby jak  po maśle gdyby nie fakt, że bohater spotyka uderzająco podobną do siebie samego postać. Wiadomość, którą przynosi, wywraca życie pisarza do góry nogami. Co Ty byś zrobił, gdyby Twój sobowtór z przyszłości nakazywał Ci zrezygnować z miłości życia? Co będzie, jeżeli znajdziesz dowód na to, że plany i marzenia z nią związane nigdy się nie ziszczą?

„Ponadczasowa historia miłosna” ma niewiele wspólnego z popularną obecnie falą  love story czy YA. Co do jednego trzeba się zgodzić – jest dosłownie „ponadczasowa”. Tutaj teraźniejszość i przyszłość mieszają się ze sobą, czego objawem są wątpliwości anonimowego bohatera co do słuszności związania się z Q. Oprócz tego jest wyraźnie kierowana do starszych czytelników, którzy potrafią utożsamić się z owym mężczyzną, zrozumieć jego psychikę, a także docenić charakterystyczne poczucie humoru autora. Mimo iż pojawienie się „tego starszego” bohatera to wątek fantastyczny, książka wydaje się być literaturą rzeczywistą, w której zwykłe zdarzenia okraszane są ironią, można powiedzieć nawet ironią losu bohatera.

Książka Evana Mander’ego to opowieść dziwna i niełatwa w odbiorze. Mimo wszechobecnego humoru, o którym wspomniałam, historia często nuży. Występują tutaj bowiem liczne wątki niewznoszące nic do fabuły, tak iż można spokojnie przerwać lekturę i powrócić do niej innym razem. Nie ukrywam, że często opornie przedzierałam się przez dłuższe opisy oraz pomysły autora, próbując skupić się na tym, co najważniejsze. Dużym minusem jest to, że ucierpiał tutaj opis Q, postaci, której osobowości nie jesteśmy w stanie do końca poznać. Pierwsze spotkania bohatera z ukochaną oraz rozwijające się uczucie jest opisane w bardzo okrojony sposób, jakby w kilkakrotnie przyspieszonym tempie. Nie miałabym nic przeciwko rozwinięciu tej romantycznej strony fabuły. Podejrzewam jednak, że autor miał taki zamysł, aby bardziej skupić się na procesie poznawania przez bohatera samego siebie. Ponadto czytelnikowi zostają zadawane pytania o cel, szkody i skutki rozwoju cywilizacyjnego. Wyobrażamy sobie szalę, na której kładziemy z jednej strony cele i ambicje, a z drugiej uczuciowość i samorozwój psychiczny. Wraz z bohaterem określamy wartość życiowych doświadczeń oraz ryzyko, jakie niesie za sobą podążanie za miłością i pragnieniami. Nie są to łatwe tematy, dlatego też ta powieść nie spodoba się każdemu. Moim zdaniem pomysł autora na fabułę jest bardzo ciekawy i inteligentny, jedynie forma nie zaciekawia czytelnika i skłania raczej do odstawienia lektury niżeli do zagłębiania się w jej wymowę.

„Q. Ponadczasowa historia miłosna” to książka, którą jedni czytelnicy pokochają, inni przebrną ze znużeniem nie wyciągając zbytnio wniosków z poznanej lektury. Ja mam mieszane uczucia co do tej opowieści, ponieważ z jednej strony w pomysłowy sposób pokazuje ważny dylemat dotyczący miłości, z drugiej zaś nie przyciąga wartką akcją i momentami zaskoczenia. Każdy powinien w tym momencie odwołać się do swojego gustu i zadecydować, czy warto sięgnąć po tę lekturę. Fani trochę trudniejszych opowieści, niekoniecznie dotyczących jedynie miłości, zapewne nie będą zawiedzeni. 

Moja ocena: 5,5/10


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

sobota, 28 lutego 2015

Gniewna gwiazda, czyli o odbudowie świata

Wydawnictwo: Egmont
Seria: Kroniki czerwonej pustyni, tom III
Stron: 412
Opis: Saba szykuje się do ostatecznej rozgrywki z DeMalo. Tymczasem on chce, żeby do niego dołączyła, stworzyła wspaniały świat – Nowy Eden. I została z nim już na zawsze. Serce Saby jest jednak przy Jacku. Rozpoczyna się walka z Tontonem. Niestety szanse buntowników są zatrważająco małe. Mimo to DeMalo składa Sabie kuszącą ofertę. Czy dziewczyna będzie w stanie mu odmówić? Jak bardzo poświęci się, by ratować ludzi, których kocha? Zapierający dech w piersiach ostatni tom trylogii Kroniki Czerwonej Pustyni!





Moira Young to pisarka mieszkająca w Wielkiej Brytanii, która interesuje się nie tylko książkami, ale szeroko pojętą kulturą tańca, opery i aktorstwa. W 2014 roku napisała serię „Kroniki Czerwonej Pustyni”, której zwieńczeniem, „Gniewną gwiazdą”, mogą się już cieszyć czytelnicy w Polsce. Finał, jaki autorka zgotowała w tym tomie, wywołuje przeróżne emocje; od lekkiego uśmiechu, przez powagę, aż do szoku i niezrozumienia.

Saba wie, że nadchodzi czas ostatecznej rozgrywki z DeMalo, który chce zbudować Nowy Eden według swoich surowych zasad. Z pozoru wizja odnowienia świata, zaprowadzenia porządku, zbudowania i zasiania, wydaje się szlachetna. Jednak co będzie, gdy okaże się, że DeMalo to kłamca zabijający słabych, wykorzystujący tych silnych? Nowy Eden sam podtrzymuje władzę DeMalo, jak więc się go pozbyć? Czas ucieka, a oferta, jaką otrzymuje Saba od wroga pozostawia pewien wybór. Jednak każda decyzja ponosi za sobą ogromne poświęcenie.

Czytelnicy Moiry Young albo przyzwyczajają się i doceniają do styl pisarki, albo, jak w moim wypadku, są nim po jakimś czasie zwyczajnie zmęczeni. Z początku byłam zaintrygowana brakiem wyszczególnienia dialogów, krótkimi zdaniami, często składającymi się z samych czasowników (Biegnę. Oddycham szybko. Nie zatrzymuję się.), niekiedy mające poetycki charakter. Im dalej jednak brnęłam w losy bohaterki, tym ciężej mi się czytało. Oczywiście nie zawiniło tutaj tempo akcji, które jest niezmiennie szybkie, tylko ciągłe zastanawianie się; „zaraz, kto to mówi”. Nie wiem, czy wina tkwi jedynie w braku myślników, być może autorka celowo wprowadza do sowich książek poważną, gęstą atmosferę, przez co czasami lektura przychodzi z trudem.

Bohaterowie powieści są bardzo dobrze wykreowani i realistyczni. Ich relacje ulegają zmianom, ponadto nie zgadzają bezmyślnie na wszystko, co przyjdzie Sabie do głowy. Pojawiają się wątpliwości, złość, emocje i, co najważniejsze, tajemnice. W „Gniewnej gwieździe” jest ich bardzo dużo, tak iż nie wiadomo, czego się spodziewać na kolejnych stronach książki. Jedynym minusem dotyczącym bohaterów jest złagodzenie sytuacji uczuciowej Saby i Jacka. Brakowało mi tutaj dawki emocji dotyczących ich miłości, ciepłych uczuć, zazwyczaj było sztywno i chłodno. Mam wrażenie, że w tym wątku cały pierwotny zapał został stracony.

„Gniewna gwiazda” niewątpliwie zaskoczy każdego czytelnika. Uwielbiam, gdy w książce lub w serialu nagle dzieje się coś, co totalnie zbija mnie z tropu. Wtedy mam ochotę krzyczeć, rzucać czym popadnie i płakać. Bo nie tak miało być. Bo tak się po prostu nie robi. Z drugiej strony, jak już wspomniałam, bardzo to cenię i lubię być szokowana. To oznacza bowiem, że książka jest wyjątkowa i właśnie taki miała cel – zaskoczyć. Dlatego ostatni tom serii wywołuje przeróżne, mieszane odczucia. Każdy odbiera je w indywidualny sposób, ja osobiście jestem zadowolona. Nie ma co więcej pisać, bo zapewne każdy fan serii sięgnie i po tą część. Może nie jest ona wybitna, może nie lekka i łatwa, ale z pewnością warta przeczytania.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont