Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

czwartek, 23 kwietnia 2015

Ebola morderca, nie ma serca

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Stron: 316
Opis: Strefa skażenia prezentuje burzliwą historię badań nad ebolą. Pierwsi zakażeni, drobiazgowe opisy przebiegu choroby, specjalistyczne laboratoria, ścieżki rozwoju wirusa i dramatyczne pomyłki, które mogły przypieczętować nasz los już dawno temu. Wcześniej udawało się zażegnać kryzys. Ale czy i tym razem, w obliczu kolejnego zagrożenia niepowstrzymanej pandemii, ludzkości się poszczęści?







"Historia najgroźniejszego seryjnego mordercy"

Obecnie dużo czytamy o świecie przyszłości, w którym wojny pustoszą całe kontynenty. O katastrofach, które zatapiają 50% powierzchni Ziemi. A może wielka tragedia czeka nas lada chwila? Już widzimy jej oznaki kiedy telewizja alarmuje o epidemii Eboli, o wirusie, którzy niepostrzeżenie przenosi się z Afryki na Europę. „Strefa skażenia” to książka, która pomieściła wszelkie informacje na temat Eboli zdobyte przez człowieka w ciągu kilkudziesięciu lat.

Tak naprawdę podejrzewam, że tylko ludzie doświadczający tej choroby i badacze tajnych laboratoriów znają prawdziwą powagę sytuacji i dramat, jakim jest okrycie nowego, najgroźniejszego z dotychczas poznanych wirusów. Richard Preston, autor „Strefy każenia”, jako dziennikarz i redaktor dociekliwie bada sprawę Eboli. Opowiada historie kilkudziesięciu osób, które miały styczność z wirusem w różnoraki sposób. Autor opiera się na faktach, podaje pseudonimy lub zmienione nazwiska danych postaci. Relacjonuje wszystko w taki sposób, jakby sam stał obok i szczegółowo odnotowywał każdy przypadek zachorowania, każde badanie i nowe odkrycie. Do tego dobudowuje delikatną otoczkę sprawiającą wrażenie, że mamy do czynienia ze zwykłą opowieścią i bohaterami stworzonymi przez Prestona. Przyznaję, że czasami ta otoczka spowalniała tempo akcji, na szczęście nie była bardzo rozbudowana.

W książce zdecydowanie przeważają szczegółowe opisy przebiegu choroby. Dlatego też musiałam co chwilę robić małą przerwę, bo żołądek sam wywracał się do góry nogami. Autor nie szczędzi dosadnych opisów, gdzie na przykład śledziona porównywana jest do jednego wielkiego skrzepu przypominającego salami. Ciało zamienia się w krwistą papkę, człowiek wygląda dosłownie jak zombi, jeszcze za życia rozkłada się i gnije. Wiedzieliście o tym? Ja przeżyłam szok. Nawet najmniejszy ból głowy wywołał we mnie niemałą panikę. Co by było gdyby… Och, strach myśleć!

Stephen King powiedział: „Jedna z najstraszniejszych rzeczy, jakie miałem okazję przeczytać”. Naprawdę, aż tak? Po lekturze muszę przyznać mu rację, faktycznie, to najgorszy horror i w dodatku prawdziwy. Obecnie jesteśmy w o tyle komfortowej sytuacji, że chwilowo wirus przestał atakować. To jednak długo nie potrwa, ponieważ autor kilkakrotnie nas zapewnia, że Ebola nigdy nie znika. Pozostaje w ukryciu i zaczyna zabijać nagle, w zabójczo szybkim tempie przenosi się na kolejne organizmy, jest bardzo letalny. Ostatnie słowa autora w książce to „… schował się w lesie, ale pojawi się tu znowu”. Czy to nie jest wystarczająco przerażające?

„Strefa skażenia” to idealna lektura dla ciekawskich, ale także dla tych, którzy interesują się mikrobiologią, wirusami i ogólnie biologią. Jako, że właśnie kończę klasę biologiczno-chemiczną, z wielką lubością czytałam biologiczne fakty dotyczące wirusów, badań laboratoryjnych, systematyki i mechanizmy niszczenia komórek przez Ebolę. Mówi się, że teraz naukowcy mogą zrobić wszystko. Nie mogą jednak zidentyfikować siedmiu białek wirusa ebola zair, które zmieniają ciało w zupę. Świat skrywa jeszcze tyle zagadek, szkoda że ta jest przerażająca i niejako uniemożliwia obronę przed Ebolą-mordercą.

Książka Richarda Prestona to porywający thriller non-fiction, który ściśnie nasze gardło i żołądek, wywoła mdłości, strach ale i wzbudzi ciekawość. Cóż, taka jest prawda. Myślę, że każdy bez wyjątku powinien ją poznać.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non
                                                

niedziela, 15 marca 2015

Anatomia kłamstwa, czyli jak je wykryć

Wydawncitwo: Sine Qua Non
Stron: 300
Opis: Kłamstwo można wykryć. Zawsze. Nie wierzysz? Wyobraź sobie, jak wyglądałoby Twoje życie, gdybyś zawsze ze stuprocentową pewnością mógł stwierdzić, że właśnie ktoś Cię okłamuje. Nieważne czy to Twój potencjalny pracownik, dziecko wracające ze szkoły, ubezpieczyciel proponujący niezawodną polisę, czy sprzedawca w sklepie - zdolność do wykrycia kłamstwa przydaje się zawsze i wszędzie.








Fałsz, zdrady, plotki, nielojalność… Jednym słowem kłamstwo. Z nieprawdą stykamy się kilkakrotnie lub kilkunastokrotnie każdego dnia. Motywy kłamstw są różne, rzadko jest to kłamstwo poważne, częściej delikatne, łagodzące sytuację. Wówczas możemy zaobserwować szereg zachowań wskazujących na to, że prawdopodobnie zostajemy właśnie ofiarą nieszczerości. Wymaga to jednak niezbędnych umiejętności. Poradnik „Anatomia kłamstwa”, napisany przez agentów CIA, pomoże nam nauczyć się i nabrać wprawy w wykrywaniu nieprawdy, niezgodności w wypowiedzi i zachowań charakterystycznych dla kłamcy.

Macie tak czasami oglądając „Rozmowy w toku”, że zastanawiacie się jak działa system wariografu, na którego podstawie stwierdza się, czy zaproszona do programu osoba zdradziła współmałżonka lub brała narkotyki? Otóż, jak przyznają agenci CIA, metoda ta czasami zawodzi. Nie każdy w ten sam sposób zareaguje na niewygodne pytanie, ponieważ występuje szereg innych czynników wpływających na reakcję fizjologiczną. „Anatomia kłamstwa” już na wstępie zapewnia, że ukształtowane umiejętności i stosowanie modelu zaprezentowanego w poradniku pozwoli lepiej niż wariograf wykryć pewne niezgodności. Oczywiście nie mamy tutaj gwarancji 100% skuteczności. Pewne zachowania drugiej osoby i jej wypowiedzi zwracają nazwą uwagę na to, że kłamstwo jest w danej kwestii możliwe. Autorzy podają wiele taktyk i sposobów, z jakich należy w takiej sytuacji skorzystać.

Głównym twórcą przedstawionej w książce metody jest Phil Houston. Poprzez jego wieloletnie doświadczenie w Agencji, przedstawiane jest wiele przykładów z prowadzonych przez niego rozmów i przesłuchań. Nie chodzi o ujawniane tajnych informacji, mamy tutaj jedynie pewne wzorce, na których uczymy się praktycznie korzystać z poznanej w tej książce wiedzy. „Anatomia kłamstwa” nie jest bowiem nudnym, psychologicznym wywodem, ale poradnikiem zawierającym wiele schematów, tabel, przydatnych wskazówek i – co najlepsze – zawiera przykładowe pytania dotyczące m.in. nielojalności i używek, które możemy zadać innym. Dalej, wykorzystując poznany model, możemy dojść do pewnych wniosków, czasami mało przyjemnych.

Książka stanowi pełne kompendium wiedzy o kłamstwie, informacje  i przykłady zebrane w jednym. Dowiadujemy się dlaczego czasami uparcie uważamy, że ktoś mówi prawdę, nawet wtedy, gdy daje pewne oznaki nieszczerości.  Następnie przechodzimy do analizy wszystkich typów reakcji, jakie wykazuje kłamca. Uczymy się w subtelny sposób wydobyć z kogoś kłamstwo i tym samym w pewien sposób manipulować drugą osobą. Na końcu mamy rady praktyczne i, jak już wspomniałam, szereg pytań dotyczących codziennych przejawów nieszczerości.

„Anatomia kłamstwa” to prawdziwy skarb dla osób, które interesują się prawem, dziennikarstwem, polityką, marketingiem. Niemniej przydatna okaże się dla każdego, bez wyjątków. Pozwoli podwyższyć świadomość społeczną, umiejętność komunikacji i kształtować własny światopogląd.  Polecam. 

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

środa, 11 marca 2015

Q. Ponadczasowa historia miłosna

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Ilość stron: 360
Opis: Co byś zrobił, gdyby ktoś kazał Ci zrezygnować z miłości Twojego życia? A co, jeśli tym kimś… byłbyś Ty? Na krótko przed planowanym ślubem z Q główny bohater spotyka samego siebie – ale starszego i doświadczonego. Tajemniczy gość udowadnia, że mające się wkrótce rozpocząć małżeństwo będzie początkiem lawiny nieszczęść… A to jedynie punkt wyjścia dla tej niezwykłej historii miłosnej. Tutaj przyszłość dynamicznie wchodzi w zakręty i zawiedziony, próbujący wypełnić ziejącą w duszy pustkę kochanek zmuszony jest do nieustannych zmian w swoim życiu, aby za nią nadążyć. Pośród mnóstwa zmiennych i nietrafionych decyzji jedyną stałą i punktem oparcia jest jego miłość do Q. Miłość, którą porzucił… Evan Mandery stawia na głowie tradycyjną opowieść o miłości, dając upust swojej pisarskiej finezji i niezwykłej elokwencji. Ta szalona, mądra i zabawna książka łączy elegancką satyrę z sentymentalną magią chwytającej za serce i wyciskającej łzy historii.



"Nie możesz poślubić Q..."


Q. Tajemnicza ukochana pisarza i nauczyciela, głównego bohatera książki, odrobinę zagubionego w otaczającej go rzeczywistości. Pierwsze spotkanie  w kinie, kolejne romantyczne chwile, oświadczyny  i plany ślubu… Wszytko szłoby jak  po maśle gdyby nie fakt, że bohater spotyka uderzająco podobną do siebie samego postać. Wiadomość, którą przynosi, wywraca życie pisarza do góry nogami. Co Ty byś zrobił, gdyby Twój sobowtór z przyszłości nakazywał Ci zrezygnować z miłości życia? Co będzie, jeżeli znajdziesz dowód na to, że plany i marzenia z nią związane nigdy się nie ziszczą?

„Ponadczasowa historia miłosna” ma niewiele wspólnego z popularną obecnie falą  love story czy YA. Co do jednego trzeba się zgodzić – jest dosłownie „ponadczasowa”. Tutaj teraźniejszość i przyszłość mieszają się ze sobą, czego objawem są wątpliwości anonimowego bohatera co do słuszności związania się z Q. Oprócz tego jest wyraźnie kierowana do starszych czytelników, którzy potrafią utożsamić się z owym mężczyzną, zrozumieć jego psychikę, a także docenić charakterystyczne poczucie humoru autora. Mimo iż pojawienie się „tego starszego” bohatera to wątek fantastyczny, książka wydaje się być literaturą rzeczywistą, w której zwykłe zdarzenia okraszane są ironią, można powiedzieć nawet ironią losu bohatera.

Książka Evana Mander’ego to opowieść dziwna i niełatwa w odbiorze. Mimo wszechobecnego humoru, o którym wspomniałam, historia często nuży. Występują tutaj bowiem liczne wątki niewznoszące nic do fabuły, tak iż można spokojnie przerwać lekturę i powrócić do niej innym razem. Nie ukrywam, że często opornie przedzierałam się przez dłuższe opisy oraz pomysły autora, próbując skupić się na tym, co najważniejsze. Dużym minusem jest to, że ucierpiał tutaj opis Q, postaci, której osobowości nie jesteśmy w stanie do końca poznać. Pierwsze spotkania bohatera z ukochaną oraz rozwijające się uczucie jest opisane w bardzo okrojony sposób, jakby w kilkakrotnie przyspieszonym tempie. Nie miałabym nic przeciwko rozwinięciu tej romantycznej strony fabuły. Podejrzewam jednak, że autor miał taki zamysł, aby bardziej skupić się na procesie poznawania przez bohatera samego siebie. Ponadto czytelnikowi zostają zadawane pytania o cel, szkody i skutki rozwoju cywilizacyjnego. Wyobrażamy sobie szalę, na której kładziemy z jednej strony cele i ambicje, a z drugiej uczuciowość i samorozwój psychiczny. Wraz z bohaterem określamy wartość życiowych doświadczeń oraz ryzyko, jakie niesie za sobą podążanie za miłością i pragnieniami. Nie są to łatwe tematy, dlatego też ta powieść nie spodoba się każdemu. Moim zdaniem pomysł autora na fabułę jest bardzo ciekawy i inteligentny, jedynie forma nie zaciekawia czytelnika i skłania raczej do odstawienia lektury niżeli do zagłębiania się w jej wymowę.

„Q. Ponadczasowa historia miłosna” to książka, którą jedni czytelnicy pokochają, inni przebrną ze znużeniem nie wyciągając zbytnio wniosków z poznanej lektury. Ja mam mieszane uczucia co do tej opowieści, ponieważ z jednej strony w pomysłowy sposób pokazuje ważny dylemat dotyczący miłości, z drugiej zaś nie przyciąga wartką akcją i momentami zaskoczenia. Każdy powinien w tym momencie odwołać się do swojego gustu i zadecydować, czy warto sięgnąć po tę lekturę. Fani trochę trudniejszych opowieści, niekoniecznie dotyczących jedynie miłości, zapewne nie będą zawiedzeni. 

Moja ocena: 5,5/10


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non

sobota, 28 lutego 2015

Gniewna gwiazda, czyli o odbudowie świata

Wydawnictwo: Egmont
Seria: Kroniki czerwonej pustyni, tom III
Stron: 412
Opis: Saba szykuje się do ostatecznej rozgrywki z DeMalo. Tymczasem on chce, żeby do niego dołączyła, stworzyła wspaniały świat – Nowy Eden. I została z nim już na zawsze. Serce Saby jest jednak przy Jacku. Rozpoczyna się walka z Tontonem. Niestety szanse buntowników są zatrważająco małe. Mimo to DeMalo składa Sabie kuszącą ofertę. Czy dziewczyna będzie w stanie mu odmówić? Jak bardzo poświęci się, by ratować ludzi, których kocha? Zapierający dech w piersiach ostatni tom trylogii Kroniki Czerwonej Pustyni!





Moira Young to pisarka mieszkająca w Wielkiej Brytanii, która interesuje się nie tylko książkami, ale szeroko pojętą kulturą tańca, opery i aktorstwa. W 2014 roku napisała serię „Kroniki Czerwonej Pustyni”, której zwieńczeniem, „Gniewną gwiazdą”, mogą się już cieszyć czytelnicy w Polsce. Finał, jaki autorka zgotowała w tym tomie, wywołuje przeróżne emocje; od lekkiego uśmiechu, przez powagę, aż do szoku i niezrozumienia.

Saba wie, że nadchodzi czas ostatecznej rozgrywki z DeMalo, który chce zbudować Nowy Eden według swoich surowych zasad. Z pozoru wizja odnowienia świata, zaprowadzenia porządku, zbudowania i zasiania, wydaje się szlachetna. Jednak co będzie, gdy okaże się, że DeMalo to kłamca zabijający słabych, wykorzystujący tych silnych? Nowy Eden sam podtrzymuje władzę DeMalo, jak więc się go pozbyć? Czas ucieka, a oferta, jaką otrzymuje Saba od wroga pozostawia pewien wybór. Jednak każda decyzja ponosi za sobą ogromne poświęcenie.

Czytelnicy Moiry Young albo przyzwyczajają się i doceniają do styl pisarki, albo, jak w moim wypadku, są nim po jakimś czasie zwyczajnie zmęczeni. Z początku byłam zaintrygowana brakiem wyszczególnienia dialogów, krótkimi zdaniami, często składającymi się z samych czasowników (Biegnę. Oddycham szybko. Nie zatrzymuję się.), niekiedy mające poetycki charakter. Im dalej jednak brnęłam w losy bohaterki, tym ciężej mi się czytało. Oczywiście nie zawiniło tutaj tempo akcji, które jest niezmiennie szybkie, tylko ciągłe zastanawianie się; „zaraz, kto to mówi”. Nie wiem, czy wina tkwi jedynie w braku myślników, być może autorka celowo wprowadza do sowich książek poważną, gęstą atmosferę, przez co czasami lektura przychodzi z trudem.

Bohaterowie powieści są bardzo dobrze wykreowani i realistyczni. Ich relacje ulegają zmianom, ponadto nie zgadzają bezmyślnie na wszystko, co przyjdzie Sabie do głowy. Pojawiają się wątpliwości, złość, emocje i, co najważniejsze, tajemnice. W „Gniewnej gwieździe” jest ich bardzo dużo, tak iż nie wiadomo, czego się spodziewać na kolejnych stronach książki. Jedynym minusem dotyczącym bohaterów jest złagodzenie sytuacji uczuciowej Saby i Jacka. Brakowało mi tutaj dawki emocji dotyczących ich miłości, ciepłych uczuć, zazwyczaj było sztywno i chłodno. Mam wrażenie, że w tym wątku cały pierwotny zapał został stracony.

„Gniewna gwiazda” niewątpliwie zaskoczy każdego czytelnika. Uwielbiam, gdy w książce lub w serialu nagle dzieje się coś, co totalnie zbija mnie z tropu. Wtedy mam ochotę krzyczeć, rzucać czym popadnie i płakać. Bo nie tak miało być. Bo tak się po prostu nie robi. Z drugiej strony, jak już wspomniałam, bardzo to cenię i lubię być szokowana. To oznacza bowiem, że książka jest wyjątkowa i właśnie taki miała cel – zaskoczyć. Dlatego ostatni tom serii wywołuje przeróżne, mieszane odczucia. Każdy odbiera je w indywidualny sposób, ja osobiście jestem zadowolona. Nie ma co więcej pisać, bo zapewne każdy fan serii sięgnie i po tą część. Może nie jest ona wybitna, może nie lekka i łatwa, ale z pewnością warta przeczytania.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont

niedziela, 28 grudnia 2014

Myślodsiewnik, czyli w poszukiwaniu sensu życia

Ilość stron: 116
Opis: „Myślodsiewnik” to zbiór przeróżnych tekstów, w których autor zamykał swoje myśli.















"Myślodsiewnik" to zbiór przeróżnych myśli, wspomnień, przemyśleń młodego autora, Kajetana Woźnikowskiego. Już po pierwszych kilku stronach, swoją drogą jednej z moich ulubionych metafor z owej książki, stwierdziłam, że napisanie recenzji będzie nie lada zadaniem. Tak jak możemy przeczytać na odwrocie okładki, autor postanowił przelać na papier zbędne, tlące się w głowie myśli, które nadchodziły nie zważając na okoliczności. Myśli przychodzą bowiem podczas imprezy, samotnego wieczoru, układania klocków, grania w gry, załatwianiu się w toalecie czy obojętnie jakiej sytuacji.

"Jak w życiu pozbawionym sensu można sprawdzić, czy wciąż potrafię odczuwać szczęście?"

Na książkę składa się kilkadziesiąt krótkich opowieści, przemyśleń, metafor, wspomnień i jak można je jeszcze nazwać... Nie są ze sobą powiązane, ale ostatecznie układają się w całość określającą samą postać autora oraz jego światopogląd. Sięgając po lekturę wkraczamy bowiem w umysł Kajtusia, poznajemy te osobiste, najbardziej intymne i trudne do ułożenia myśli. Ze znaczną większością możemy się zgodzić, z innymi zaś nie. Każdy widzi świat we własnych kolorach, a ja cieszę się, że mogłam poznać Kajtusia, choć może odrobinę w zbyt pesymistycznej odsłonie. Niewątpliwie jest jednak ciekawą osobą i daje nam możliwość poznania również tych zwykłych, codziennych hobby. Dowiadujemy się na przykład, że uwielbia przebierać się za krasnoludy, przerabiać damskie suknie na szaty, grać w fantastyczne gry i latać po lesie z mieczem z gąbki. Lektura "Myślodsiewnika" stała się dla mnie ważną nie tylko ze względu na liczne trafne metafory i spostrzeżenia, ale także ze względu na to, że mogłam poznać kogoś, kto żyje w tym samym świecie, a widzi pewne sprawy inaczej niż ja i jego życie również wygląda zupełnie inaczej.  

Tak jak w każdej książce (nie licząc tych specjalnie słabych), mam swoje ulubione fragmenty. Nie dlatego, że są miłe i łechcą ucho, ale dlatego, że są prawdziwe lub bezpośrednio mnie dotyczą. Tutaj przytoczę ciekawe uosobienie realizmu, optymizmu i pesymizmu.  Jako dziecko, Kajtuś nie rozłączał się ze swoją przyjaciółką Optymistką. Z czasem zaczęli się pojawiać elegancko ubrani Realiści, psujący budowle z klocków i straszący, że jeżeli chłopak nie dostosuje się do wymogów świata, będzie 'ryczał', jak Pesymistka. Od tego czasu Optymistka zjawiała się coraz rzadziej. Ciekawy pomysł przedstawienia tego, że człowiek, który staje przed wyzwaniami dnia codziennego, chcąc nie chcąc zostaje realistą. Kolejnym spostrzeżeniem, które z całą pewnością się sprawdza, jest zmiana fryzury i co za tym idzie - radykalna zmiana w życiu. Prosta obserwacja. Kolejny motyw, już jakby totalnie zaczerpnięty z mojego życia - wojna z samotnością. Choćbyś nie wiadomo jak się starał, możesz jednorazowo wygrać bitwę, ale nie wojnę. Samotność nie idzie na kompromis. Mogłabym tak długo wymienić, uwierzcie. Każdy znajdzie coś dla siebie, a nieraz podczas lektury pomyśli "faktycznie, przecież tak to wygląda".

"Samotność uśmiechnęła się kpiąco. Czyli wojna."

"Myślodsiewnik" pozbawiony jest wszelkich mydlących oczy pocieszeń, miłych słów pełnych nadziei i pociechy. To myśli o tym, jak ludzie i cywilizacja niszczą hierarchie wartości i jak to wszystko może postrzegać młody człowiek, który już na starcie nie godzi się na bezsensowność zakłamania, pracę na zmianę z siedzeniem w fotelu i zwykłą monotonię. Książka ma wyraz, mocny charakter, wymaga zaangażowania odbiorcy oraz zrozumienia pewnych rzeczy z perspektywy Kajtusia. Nie popieram wulgaryzmu w literaturze, ale w tym wypadku był on prawie niezbędny, jeżeli tylko miał w ekspresjonistyczny sposób wyrazić brudną rzeczywistość. Podziwiam autora za to, że miał odwagę wylać wszystkie swoje myśli i własną osobę na kartki tej cienkiej książki. Mam tylko nadzieję, że w końcu znajdzie sens w życiu i zyska nadzieję na to, że on sam, bez względu na zepsucie świata, może znaleźć szczęście. Polecam książkę wszystkim czytelnikom, którzy nie żałują poświęcać czasu na chwilę refleksji i nie boją się poznać kogoś, kto wprost mówi to, co uważa i czuje. 

Moja ocena: 7/10

wtorek, 4 listopada 2014

Znajdź złoto, głupcze

Wydawnictwo: Egmont

Ilość stron: 344

Tom: 3. serii Zakon Ciemności

Opis: W trzecim tomie bestsellerowej serii o tajemniczym Zakonie Ciemności młodzi podróżnicy Luca, Freize, Izolda i Iszrak przybywają do Wenecji w czasie karnawału.
Podczas gdy mieszkańców miasta ogarnia szaleństwo zabawy, bohaterowie mają zbadać sprawę fałszerstwa złotych monet. W trakcie dochodzenia poznają dwoje alchemików, którzy najprawdopodobniej są w posiadaniu kamienia filozoficznego. Z biegiem czasu na jaw zaczynają wychodzić kolejne niewiarygodne, a czasem przerażające sekrety.




Od lat wierni inkwizytorzy posyłani są w świat w poszukiwaniu oznak końca świata. Pieczę sprawuje nad nimi tajemniczy Zakon Ciemności, który tępi to, co pogańskie. Zwierzchnicy wysyłają rozkazy, które muszą być surowo przestrzegane przez zakonników. Wtedy są pionkami w grze, a ich misja okazuje się być skrzętnym planem, prowadzącym do sukcesu. Każdą możliwą metodą.

Piątka przyjaciół – Izolda, Iszrak, Luca, brat Piotr i Freize – przybywają do Wenecji na rozkaz zwierzchnika Luci. Przychodzi im odkryć najmroczniejszą stronę najpiękniejszego miasta chrześcijańskiego świata. Badają sprawę fałszowania złotych monet. Angielskie noble bowiem zyskują coraz większą wartość, z dnia na dzień są coraz bardziej pożądane przez każdego mieszkańca. Kupcy z zadowoleniem przyglądają się powiększającej fortunie, a inni, w tym Luca, odzyskują nadzieję na wykupienie rodziny z niewoli. Wszystko się zmienia po tym, gdy przyjaciele poznają dwoje alchemików, którzy opracowują metodę pozyskania złota ze zwykłych materiałów. Prawdopodobnie posiadają też wiedzę o kamieniu filozoficznym. Rozkazy jednak mówią wyraźnie – znaleźć fałszerzy i poinformować władze. Nieposłuszeństwo może bowiem przynieść tragiczne skutki. Zresztą…. Kto wie jaki plan ma tajemniczy zwierzchnik?

Nie miałam nigdy w zwyczaju zaczynać serii w samym jej środku, tu jednak uczyniłam wyjątek. Nie spotkałam się wcześniej z twórczością Philippy Gregory, dlatego z lekkim powątpiewaniem sięgnęłam po „Złoto głupców”. Co się okazało? Że to naprawdę fantastyczna lektura, w dodatku nie sprawiała wrażenia niedopowiedzeń czy luk w fabule. Na pewno sięgając po poprzednie tomy miałabym większą wiedzę bodajby o samych bohaterach i Zakonie, jednakże mam wrażenie, że wiem wystarczająco dużo. Wystarczająco, by docenić wysiłek autorki.

„Złoto głupców” to książka wyjątkowa. Tak można by teoretycznie powiedzieć o każdej współczesnej pozycji, ale uwierzcie mi. Ja znalazłam tutaj „to coś”, z czym nie spotkałam się nigdy wcześniej. I, niestety, trochę ciężko stwierdzić, czym „to coś” jest. Na pewno przyczynił się do tego sam styl autorki. W lekturze nie ma dużo opisów, a jednak łatwo buduje klimat średniowiecznej Wenecji, a także porywa czytelnika. Nawet wówczas, gdy tak naprawdę dużo się nie dzieje. Kto by pomyślał że temat podrabianych monet może być ciekawy? Tymczasem mogłam spędzić kilka godzin z rzędu zatapiając się w lekturze i nie myśleć o niczym innym. Ta historia ma po prostu urok.

Wielokrotnie przychodziło mi na myśl stwierdzenie, że tak naprawdę „Złoto głupców” nie jest tylko dla młodzieży. Książka wydaje się być o wiele poważniejsza od innych pozycji. Opiera się na historii imperium osmańskiego i samej Wenecji, na legendach, ukazuje tajniki prawdziwego handlu. Poza tym, bohaterowie są prawdziwymi, mocnymi charakterami. Nie znajdziemy tutaj przesłodzonych sytuacji, rozmyślań „kocha czy nie kocha, przecież jestem taka przeciętna”. Kobiety potrafią walczyć o swoje prawa, niechętnie godzą się na przestrzeganie manier, są zdolne i mądre. Tak naprawdę polubiłam każdą postać z ich grona, może oprócz Freize’a. Wydawał się być naiwny, tchórzliwy, niezbyt inteligentny.

Jednym z największych atutów powieści jest również to, że autorka gra z nami, tak jak zwierzchnik z zakonnikami. Każe nam śledzić ich poczynania ukrywając prawdziwy sens misji, który odkrywamy na samym końcu, wraz z bohaterami. Ponadto, wtedy gdy oni ustalają między sobą, że coś pozostanie tylko pomiędzy nimi, my, jako czytelnicy, nie mamy prawa o tym wiedzieć. Pozostają jedynie domysły, bardziej prawdopodobne lub mniej. Cały czas jestem ciekawa, czy w odpowiedni sposób zinterpretowałam sytuację dotyczącą wątku miłosnego. Bohaterowie obiecali sobie bowiem, że nigdy już nie będą zadawać sobie pytań, a to co się zdarzyło, ma pozostać tajemnicą. Lub snem.

Bohaterowie stali się w tej grze głupcami, stąd nazwa „złoto głupców”. I ja zostałam głupcem wraz z nimi, chyba tak jak każdy czytelnik.
Na pewno długo nie zapomnę tej lektury i będę z niecierpliwością czekać na następną tajemniczą misję. Serdecznie polecam zarówno fanom serii, jak i tym, którzy nie zapoznali się jeszcze z Zakonem Ciemności. W tym momencie znów przekonuję się, że nadal istnieje coś takiego jak prawdziwa, ciekawa, warta spędzenia na niej czasu literatura. 

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont