Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Niedobra miłość

Wydawnictwo: HerperCollins
Stron: 560
Opis: Psycholog Alex Delaware często współpracuje z policją. Przeżył sporo niebezpiecznych sytuacji, widział wiele zła, niełatwo go przestraszyć. Na głuche telefony reaguje wzruszeniem ramion, anonimy wyrzuca do kosza. Ale w tej przesyłce coś go zaniepokoiło. Szary papier, brak nadawcy. W środku kaseta, a na niej dziecięcy głos powtarzający dwa słowa: „niedobra miłość”. W tle krzyk pełen bólu i strachu.
„Niedobra miłość” to nazwa konferencji, w której Alex przed laty brał udział. Kiedy próbuje nawiązać kontakt z pozostałymi uczestnikami, okazuje się, że kilkoro zginęło w niewyjaśnionych okolicznościach. Alex obawia się, że też jest na liście zabójcy.









"Niedobra miłość. Nie dawaj mi tej parszywej miłości."



Istnieją takie rodziny, które najbardziej cenią sobie wzajemną miłość i szacunek. Ich domy są pełne ciepła, zrozumienia i uprzejmości, a konflikty są rozwiązywane na zasadzie szczerej rozmowy. Dobra miłość jest mottem tej rodziny. Istnieją również domy, które zamiast wyjaśnień i porozumień wybierają nienawiść i przemoc. Poniżenie, strach, ból i zastraszanie to ich sposób wychowawczy. W dwóch słowach – niedobra miłość. Miłość parszywa. Ta, której dzieci nie chcą i ta, za którą odpłacają srogą zemstą.

Alex Delaware to psycholog z wieloletnim doświadczeniem, a jego praca nie opiera się jedynie na psychoterapiach. Współpracuje on bowiem z policją, analizuje zachowania towarzyszące dzieciom, których członkowie rodziny popełniają różnego rodzaju przestępstwa. Aktualnie prowadzona obserwacja spada jednak na margines jego uwagi, a wszystko za sprawą tajemniczej koperty z kasetą. Ktoś nagrał na niej krzyki pełne bólu oraz monotonny głos dziecka powtarzającego słowa „niedobra miłość”. Początkowo Alex traktuje przesyłkę jako nieśmieszny żart, ale gdy wracają pewne wspomnienia sprzed wielu lat, bohater postanawia odkryć tajemnicę niedobrej miłości. Próbuje nawiązać kontakt z uczestnikami konferencji, która mogła mieć związek z owym dziwnym terminem. Okazuje się jednak, że większość z nich zniknęła lub zmarła w różnych okolicznościach. Czy to czysty przypadek, czy też plan seryjnego mordercy? Czy Alex Delaware musi obawiać się o swoje życie?

„Niedobra miłość” to thriller psychologiczny Jonathana Kellermana, sławnego pisarza, psychologa i profesora pediatrii. Powieść jest jedną z kilkunastu pozycji opowiadających o losach Alexa Delaware’a, jednakże to właśnie ta pozwoliła mi po raz pierwszy go poznać. Miałam już niejednokrotnie styczność z thrillerami psychologicznymi, ale przyznam, że ta opowieść jest wynikiem bardzo dobrego, oryginalnego pomysłu. Zagadka jest praktycznie nie do rozwiązania przez samego czytelnika, początkowo zawiera wiele nieścisłości. Wielowątkowość fabuły czasami potrafiła zamieszać w głowie i co rusz zmieniała realia sytuacji, w jakiej znalazł się główny bohater. Mamy tutaj bowiem multum postaci, każda z nich może być podejrzana o branie udziału w morderstwach, a ich zeznania nie muszą być wcale prawdziwe.

Przyznam szczerze, że jak na thriller psychologiczny i na psychologa w roli głównej, samej psychologii jest w tej książce niewiele. Autor nie zamęcza czytelnika długimi wywodami o emocjonalności człowieka czy też nie przytacza dziwacznych chorób z nią związanych. Tematem przewodnim książki jest jedynie jedno, kluczowe hasło, „niedobra miłość”, które w interpretacji nie przynosi większych trudności. Czytelnik otrzymuje bowiem w trakcie lektury krótką definicję tego terminu, stopniowo odkrywa jego związek z morderstwami, ale i tak zakończenia przewidzieć nie zdoła.

Mankamentem powieści, dość ważnym, jest jednak brak dynamicznej akcji. Owszem, mamy zagadkę i mamy bohatera dążącego do jej rozwikłania, ale autor oszczędza chwil napięcia czy strachu. Jedyny taki moment, mocno niepokojący dla czytelnika, to opis nagrania. Dalsza akcja opiera się już tylko na rozmowach Alexa z osobami, które mogłyby mieć związek ze sprawą. Pojawia się więc wiele nowych wiadomości i, co za tym idzie, komplikacji fabuły, ale prócz ciekawości ciężko cokolwiek poczuć podczas lektury. Przydałoby się więcej tajemniczych wiadomości, więcej szokujących i przerażających wątków, więcej gróźb pod adresem Alexa.

Jak już wspomniałam, w książce występuje wiele postaci, aż ciężko zapamiętać kogo z jakim wątkiem złączyć. Mimo wszystko obfitość różnorodnych charakterów działa na korzyść całej opowieści. Niektóre postacie bowiem wzbudzają sympatię, tak jak główny bohater, inne zaś irytują, na przykład Robin, partnerka Alexa. Poza tym większość pozostaje neutralna, ponieważ autor nie przybliża nam ich osobowości. Poznajemy je szczątkowo tylko w momencie rozmów z Alexem. Być może fani całej serii będą mogli się na temat danych postaci lepiej i bardziej szczegółowo wypowiedzieć.

„Niedobra miłość” to dobra powieść, tajemnicza i wielowątkowa, acz mało obfitująca w mocne emocje. Dlatego też polecam ją fanom pokrętnych zagadek, którzy nie boją się zawiłości i lubują się w obstawianiu, która z tak wielu postaci może być mordercą. Moje pierwsze spotkanie z twórczością Jonathana Kellermana zaliczam do udanych i z chęcią, gdy tylko będę miała taką okazję, zapoznam się z inną sprawą Alexa.

Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins.

piątek, 14 sierpnia 2015

Szekspir też swe tajemnice miał

Wydawnictwo: Harper Collins
Stron: 274
Opis: Anglia za panowania Elżbiety I.
Na początku każdego nowego stulecia mnożą się pełne grozy przepowiednie. Tak było również w 1601 roku w Londynie. Starzejąca się Elżbieta I nie ma następców. Czy jej śmierć zachwieje imperium, które zbudowała? Kto zyska, a kto straci?
Nick Revill, aktor i miłośnik kryminalnych zagadek, gra w sztuce Ryszard II. Tragedia Szekspira odzwierciedla wszystkie ówczesne obawy. Czy autor próbuje usprawiedliwić królobójcę? Czy Anglię czeka wojna domowa?
Nick zostaje wciągnięty w wir dramatycznych wydarzeń przez zwalczające się dworskie frakcje. Ktoś go śledzi i próbuje zastraszyć. Potem w tajemniczych okolicznościach ginie jego przyjaciel. Nick przeczuwa, że może być następny.






„Kres królów” to, aż wstyd się przyznać, pierwsza przeczytana przeze mnie książka historyczna, nie licząc oczywiście lektur szkolnych. Takie powieści kojarzyły mi się zawsze z trudnym przedzieraniem się przez kolejne rozdziały, z ciężką, skomplikowaną fabułą i nieciekawymi opisami. Powieść Philipa Goodena pokazała mi jednak, że książka historyczna może być dobrą rozrywką i potrafi wciągać prawie jak czarna dziura. Co takiego ma w sobie „Kres królów”?

Akcja powieści ma miejsce  w siedemnastym wieku, kiedy to Londynem rządzi Elżbieta I. Starzejąca się, bezdzietna monarchini nie zwiastuje obiecującej przyszłości dla angielskiego tronu, wiec o tytuł władcy kraju stara się Robert Devereux, hrabia Essex. Zdobywa on coraz więcej zwolenników, przez co na dworze tworzą się dwie zwalczające się frakcje. Ludzie wykrzykują już teraz nie tylko „Boże, chroń królową”, ale słyszy się także „Boże, chroń króla”.  Zwolennicy lorda próbują wykorzystać to społeczne poruszenie na różne sposoby. Udają się do trupy Lorda Szambelana z propozycją wystawienia sztuki „Ryszard II”, dzieła Williama Szekspira, mówiącego o detronizacji króla i wstąpieniu na tron młodszego, obiecującego uzurpatora. Wystawienie sztuki w takiej sytuacji mogłoby spowodować spore zamieszanie i narażone byłoby nie tylko bezpieczeństwo królowej, ale także wszystkich aktorów biorących udział w tym przedsięwzięciu.

W sztuce „Ryszard II” gra Nick Revill, członek Trupy Lorda Szambelana.  Oprócz zdolności aktorskich, posiada także umiejętność ciągłego wpadania w tarapaty. Zostaje kilkakrotnie porwany i śledzony, poza tym znajduje się zawsze w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie. Wbrew swojej woli poznaje dworskie intrygi i mroczne sekrety. Odkrywa, że znajduje się w centrum ogromnego spisku przeciw królowej, a grupa teatralna, do której należy, ma być głównym punktem misternego planu umieszczenia na tronie nowego władcy. To wszystko plus  zemsta byłej kochanki oraz śmierć znajomego aktora daje niemałe kłopoty. Jak Nick Revill zdoła ochronić samego siebie przed dworskimi manipulacjami? Jakie sekrety skrywa dzieło Williama Szekspira? I czy Anglię czeka wojna domowa?

Całą opowieść poznajemy z puktu widzenia głównego bohatera, Nicka Revilla. Jest on dość dobrze skonstruowaną postacią, chociaż nie oznacza to, że musi zdobyć sympatię czytelnika. Najbardziej denerwujący jest jego czarny humor, zazwyczaj opierający się na nieprzemyślanym i nieśmiesznym komantarzu. Poza tym Nick jest postacią dumną, chłodną i obojętną na to, co dzieje się z innymi ludźmi. Oczywiście czasami też przejawiał cechy bohatera i człowieka szlachetnego, negatywy jednak częściej rzucały mi się w oczy. Fakt, że bohater nie został jednym z moich ulubionych, nie oznacza jednak, że jego osoba w jakiś sposób uprzykrzała mi lekturę. Poznawanie jego charakteru należało do ciekawszych aspektów książki.

Fabuła „Kresu królów” opiera się na pojedynczym wątku zaczerpniętym z historii Anglii, co czyni powieść niezwykle przystępną, nieskomplikowaną i łatwą w odbiorze. Wszystkie dworskie intrygi, choć z początku poplątane i ciężkie do uporządkowania, nawiązują do sporu pomiędzy zwolennikami Elżbiety I a zwolennikami hrabiego Essex. W to wszystko autor wplątał pewne tajemnice dotyczące samego teatru i Williama Szekspira, a wszystko razem tworzy ciekawą opowieść, której koniec mogą przewidzieć jedynie obeznani historycy. A i tak pewne sprawy pozostają tajemnicą i nikt nie potrafi na pewne nurtujące pytania znaleźć zadowalających odpowiedzi (przestudiowałam wiele forów dotyczących sprawy Elżebiety i hrabiego Essex, uwierzcie, że istnieje wiele ciekawych teorii).

„Kres królów” to idealna powieść dla tych, którzy nie czytali wcześniej książek historycznych, dla tych, którym takie własnie wydają się nudne, dla tych, którzy je uwielbiają i dla tych, którzy studiują dzieła Szekspira. Nieważne czy sięgniesz po tą pozycję w środku lata czy w zimowy wieczór i nieważne czy jesteś młodszy czy starszy. Myślę, że książka przypadnie do gustu każdemu czytelnikowi, który tylko da szansę wciągnąć się w świat dworskich intryg, które przecież zostały zapisane na kartach historii Anglii.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Wydawnictwu HarperCollins.

Tuwim Cafe, czyli wiersze na każdą okazję

Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2015
Stron: 25
Opis: Tuwim Café. Na każdą okazję to unikatowy zestaw do dzielenia się poezją. W zbiorze zamieszczono ponadczasowe wiersze i fragmenty utworów Juliana Tuwima. Można je kontemplować w domowym zaciszu, ale można też się nimi podzielić, darowując lub wysyłając wybrane karty krewnym i znajomym. Z każdej okazji….






Każdy z nas z pewnością kojarzy postać Juliana Tuwima, jednego z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku. Często niestety ograniczamy się jedynie do czytania utworów zaadresowanych dla dzieci, bo też kto nie zna „Lokomotywy” albo „Zosi Samosi”? „Tuwim Cafe”, nowa propozycja Wydawnictwa Egmont, to niewielka książka przeznaczona do rozpowszechniania nie tyle samej poezji, ale przede wszystkim dzieł tytułowego poety, często tych pomijanych i przez to nieznanych.

Pod względem estetycznym, książeczka zachwyci każdego odbiorcę. Strony są sztywne, przeznaczone do szybkiego i łatwego wyrwania. Na każej z nich zamieszczony jest cytat, kolorowy, nierzadko towarzyszą mu rysunki lub pomysłowe tła. Na odwrocie zaś znajdziemy miejsce na wpisanie imienia osoby, której chcemy owy cytat podarować, kategorię, jakiej dotyczy jego treść, oraz tytuł wiersza, z którego pochodzi.

Najważniejsze jednak jest praktyczne wykorzystanie owej książeczki. Tutaj niestety muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego. Wyobrażałam sobie, że każda strona z cytatem będzie, tak jak według tytułu pozycji, przeznaczona na jakąś konkretną, zawsze inną okazję. Coś typu „życzenia”, „na nudny dzień”, „na walentynki” itd. Otrzymałam za to fragmenty wierszy często dotyczące tego, jak wielkie są słowa w ustach twórcy, czym one w ogóle są, jaką rolę pełni poeta, jak dobrze wracać do ojczyzny. To, moim zdaniem, przeważajacy w owej pozycji zakres tematyczny. Mimo wszystko znalazłam kilka złotych myśli, które wymagają refleksji albo sama dostrzegam ich wiarygodność i możliwość praktycznego zastosowania w życiu. Często byłam wręcz zaskoczona, że w ogóle nie kojarzę wierszy Juliana Tuwima przytoczonych w „Tuwim cafe”.

„Tuwim cafe” to wynik naprawdę wpsaniałej inicjatywy i genialnego pomysłu na dzielenie się poezją. Wydanie również zachwyca, a mimo wszystko w praktyce książeczka sprawdza się średnio. Cytaty rzadko są adekwatne do jakiejś sytuacji, dlatego też ciężko się nimi dzielić z bliskimi. Z drugiej zaś strony, mogą być one owocne dla samego obiorcy, który może samodzielnie się nad nimi zastanowić i zainteresować się Tuwimem odkrywając jego postać na nowo. Polecam tą pozycję wszystkim, ponieważ nawet dla osób nielubiących poezji, książeczka stanie się atrakcyjna, a poezja nie tak nudna jak się z pozoru może wydawać.



Moja ocena: 7/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont



niedziela, 12 lipca 2015

Koniec świata, czyli upiorna epoka lodowcowa

Wydawnictwo: Sine qua non
Wydanie: 2015 r.
Stron: 396
Opis: Po Upadku nic nie wygląda tak jak wcześniej. Lód i śnieg pochłonęły cały świat. Po ziemi stąpają wygłodniałe bestie, niebem nie rządzą już ptaki. Miasta stoją niemalże puste – zapuszczają się tam jedynie złomiarze, w poszukiwaniu cennych artefaktów. Śnieżne pustkowia i dzikie ostępy leśne przemierzają grupy myśliwych, desperacko walczących o pożywienie. Pozostali przy życiu ludzie przenieśli się wysoko w góry, gdzie trzymają się ułudy bezpieczeństwa. Doskonale wiedzą, że biada tym, których dopadną światła na przełęczy. Dla większości lepsza jest śmierć... W takiej rzeczywistości przyszło żyć Kacprowi. Chłopak nawet nie przypuszcza, jakie piekło zgotował mu los. Pogoń za ambicją oraz poczucie obowiązku wobec bliskich każą mu opuścić znaną okolicę. Rozpoczyna swoją podróż. A światła czekają na nieostrożnych wędrowców...


Czytaliśmy już o przybyszach z kosmosu żyjących w ciałach ludzi jak pasożyty. Mieliśmy do czynienia z niemoralnym zastosowaniem technologii i z porzuceniem uczuć takich jak miłość. Śledziliśmy losy bohaterów w kosmosie po tym, jak Ziemię przykryły wody. A co by było, gdyby świat wrócił do swojej dawnej, acz znacznie bardziej przerażającej postaci, tak jak w „Dopóki nie zgasną gwiazdy” Piotra Patykiewicza?

Świat po Upadku to świat całkowicie oddany Lucyferowi, opuszczony przez Boga, skuty lodem i męczony nieustającymi śnieżycami. Upadły anioł atakuje każdego nieostrożnego wędrowca, wdziera się do wiosek pod postacią jaskrawego światełka. Ludzie skryci wśród wysokich gór zaczynają rozumieć, że poczucie bezpieczeństwa to jedynie ułuda, która niknie wraz z wrastającą odwagą złego ducha. Żyją niczym w epoce lodowcowej, polują, ryzykują życie dla jedzenia i odnalezienia innych mieszkańców gór. Kiedy to wszystko się skończy? Wszyscy uważają, że przy życiu pozostaną tylko ci najwierniejsi, jednak nic nie jest pewne gdy Lucyfer zaczyna pojawiać się w kościołach i atakować duchownych…

Kacprowi przyszło żyć w takim właśnie świecie. Mimo że jest młodym chłopakiem, chce za wszelką cenę udowodnić sobie i swojej rodzinie, że jest wiele wart. Opuszcza znaną okolicę i rozpoczyna niebezpieczną podróż. W świecie, który dąży do ostatecznej zagłady, poszukiwanie wyjaśnień kosztem własnego życia nie wydaje się być czynem heroicznym. Kacper okazuje się jednak jednym z nielicznych, którzy nie chcą uciekać przed rosnącą mocą Lucyfera. Co czeka go podczas podróży? Czy jego odwaga i pogoń za ambicją okażą się korzystniejsze niż posłuszne wykonywanie obowiązków w swojej wiosce?

Najmocniejszą stroną książki jest zdecydowanie opis świata przedstawionego. Nie sam pomysł i idea, ale właśnie klimat owego świata zachwycił mnie najbardziej. W najgorętsze południe można łatwo wyobrazić sobie śnieżną pustynię, przez którą brnie główny bohater. Polowania, małe wioski i skromne domki przywodzą na myśl jakieś odległe czasy, kiedy to jeszcze nie wynaleziono źródła prądu, a ludzie malowali ściany prymitywnymi farbkami. Tak jakby historia świata zatoczyła koło. Tym razem jednak na człowieka, prócz zimna, czeka niebezpieczeństwo wygłodniałych ogromnych szczurów i światełek Lucyfera.  

„Dopóki nie zgasną gwiazdy” to książka oparta na wielu płaszczyznach. Mamy tutaj świat po apokalipsie, podłoże religijne, duchowe i psychologiczne. Gdzieś czytałam, że ta książka to połączenie postapo z new adult. Zgodzę się z tym, żałuję jedynie że ten drugi gatunek pojawia się zbyt subtelnie. Kacper jest postacią dobrze skonstruowaną, ale jako czytelnicy mamy ograniczony dostęp o jego uczuciowości. Często brakowało mi większej dawki emocji dotyczącej właśnie jego osoby. Może też sam autor miał na celu nie zagłębiać się w psychikę Kacpra, a wywołać odpowiednie emocje realiami świata przedstawionego. A trzeba przyznać – Patykiewicz bardzo dobrze sobie z tym poradził.

Powieść „Dopóki nie zgasną gwiazdy” to jedna z lepszych polskich książek. Autor zupełnie mnie zaskoczył swoją historią i pomysłem na nią. Wszystkie zagraniczne postapo wprawdzie są ciekawe, ale tak jakby cały czas nawiązują do tego samego. Tym, którzy szukają w literaturze czegoś nowego, świeżego i zupełnie wybijającego się ze schematów utartych przez angielskie sławy, polecam sięgnięcie po tą właśnie powieść. Warto poczuć trochę chłodu emanującego z jej kart w upalne letnie dni.

Moja ocena: 7/10


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non
                                                

sobota, 6 czerwca 2015

Nie do pary - Ewa Nowak

Wydawnictwo: Egmont
Ilość stron: 350
Opis: Szesnastoletni Alek przeżywa okres buntu. Potwierdzenia własnej wartości szuka głównie w oczach płci przeciwnej, co prowadzi do kontaktów z wieloma dziewczynami. W końcu chłopak całkowicie się gubi w swoich uczuciach. Wplątuje się w niezręczne sytuacje, a zarazem traci poczucie bezpieczeństwa, bo rozpada się jego rodzina. Czy Alkowi uda się wyjść na prostą i zrozumieć, co jest w życiu ważne?


„Co to za kolejny wafel?”


„Nie do pary” to najnowsza książka Ewy Nowak, znanej pisarki i pedagoga-terapeuty. Mimo że na rynku pojawiło się już wiele utworów tej autorki, to jednak dopiero teraz miałam przyjemność zapoznać się z jej twórczością. Szybko zagłębiłam się w lekturę, a teraz z kolei planuję przeczytać pozostałe powieści Ewy kierowane do młodzieży. Może otrzymam kolejną zabawną, pocieszającą i wciągającą opowieść, taką jak w „Nie do pary”.

Alek to zwykły szesnastoletni chłopak, który przeżywa okres buntu i tzw. burzę hormonów. Tak chyba można to nazwać… W każdym razie jego ulubionym zajęciem jest uatrakcyjnianie życia swojej matce, na przykład wrzucając jej rajstopy do klozetu. Jego relacje z matką to jak wyścig szczurów, ciągłe dogryzanie sobie nawzajem i ironiczne komentowanie wielu spraw. Ojciec z kolei nie odgrywa ważnej roli w życiu Alka, raz jest, raz go nie ma. Chłopak zaczyna za to coraz częściej mieszać się w pokręcone romanse i niezręczne sytuacje. W oczach dziewczyn poszukuje potwierdzenia swojej wartości, chociaż sam nie wie do końca czego chce i co myśleć o sobie i o dziewczynach. Ah, te dziewczyny… Niby tyle kłopotów, ale czym byłby świat bez nich?

Po przeczytaniu opisu książki z tylnej okładki można sobie pomyśleć, że to kolejna opowieść o wielce dramatycznym życiu pewnego nastolatka. Powiem tak – opis, mimo że dość adekwatny do fabuły, to jednak stanowczo zbyt poważny. „Nie do pary” to nie jest książka, która ukazuje całą niesprawiedliwość świata i nie niesie dużego przesłania dotyczącego odnalezienia własnej drogi życiowej… Ta książka jest po prostu wielce zabawna, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu! Chyba nigdy w swoim życiu nie czytałam książki, która tak często powodowałaby, że na mojej twarzy pojawiał się szeroki uśmiech, niekiedy nawet nie potrafiłam powstrzymać się od chichotu. Dobrze, że czytałam tę książkę we własnym pokoju. Niestety może tylko pod koniec powieści humoru było mniej, ponieważ zamęt spowodowany związkami Alka zaczynał powoli męczyć. Chociaż tutaj autorka się zlitowała i wiedziała, w którym momencie i jak skończyć swoją książkę.

Alek wydaje mi się być zwyczajnym, takim typowym nastolatkiem. Nie chcę oczywiście wszystkich wrzucać do jednego wora, ale ten chłopak jest niezwykle realistyczny. Cały czas miałam wrażenie, jakbym czytała pamiętnik jakiegoś mojego kolegi z klasy. Dowcipny, sprytny, można powiedzieć nawet „jajcarz”. Otwarcie mówi to co uważa (ostrzegam dziewczyny, tutaj potrzebujemy mieć trochę dystansu do samych siebie), świat postrzega prosto i kieruje się swoimi emocjami. Tak jak zwykły nastolatek, nie jest pozbawiony wad, szczególnie wiele błędów popełnia w miłości. I może cierpi na niestabilność emocjonalną, ale dopiero powoli zaczyna rozumieć czym jest wierność i szczerość w związku. Ciągnie go do dziewczyn, które podbudują jego samoocenę, a gdy są z czegoś niezadowolone i mają do Alka pretensje – ten potrafi nagle zmieszać je z błotem.

"Jesteś pierwszoplanowym bohaterem tylko jednego, własnego życia. W innych masz rolę epizodyczną albo nie masz żadnej."

Autorka wykazała się w swojej powieści ogromnym talentem nakreślania realistycznych postaci. Czasami nawet zastanawiałam się, jak kobieta może tak dobrze znać psychikę chłopaka i stworzyć prawdziwego, niczym z krwi i kości, głównego bohatera. Ewa Nowak w żadnym momencie się nie ujawnia, gdyby nie jej nazwisko na okładce, uwierzyłabym, ze faktycznie jakiś Aleksander postanowił wydać swoją książkę. Nie wierzycie? Przeczytacie epilog i wszystko stanie się jasne. Nawet nie mamy tutaj moralizatorstwa ze strony autorki… „Nie do pary” to opowieść o pewnym nastolatku, którego poczynania może oceniać tylko i wyłącznie sam czytelnik. To czy zgadzamy się z Alkiem czy nie, czy uważamy go za głupiutkiego dzieciaka czy nie, to tylko i wyłącznie nasze indywidualne odczucie. My, czytelnicy, otrzymujemy tylko fragment chłopięcej psychiki w zaledwie 350 stronach. Na szczęście w zabawnej, lekkiej i bardzo przyjemnej formie.

„Nie do pary” to książka, która spodoba się ludziom młodym, powoli wkraczającym w dorosłość lub tym, którzy niedawno w nią wkroczyli. Ta powieść to wzorowy przepis na idealne utożsamienie się autorki ze stworzonym przez siebie bohaterem, nic tylko chwalić i się od Ewy uczyć. A w upalny, słoneczny dzień wziąć do rąk „Nie do pary” i oddać się lekkiej, zabawnej lekturze. Nie pożałujecie! 

pierwszy cytat z str 139
drugi ze str 170

Moja ocena: 8/10


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont


czwartek, 23 kwietnia 2015

Ebola morderca, nie ma serca

Wydawnictwo: Sine Qua Non
Stron: 316
Opis: Strefa skażenia prezentuje burzliwą historię badań nad ebolą. Pierwsi zakażeni, drobiazgowe opisy przebiegu choroby, specjalistyczne laboratoria, ścieżki rozwoju wirusa i dramatyczne pomyłki, które mogły przypieczętować nasz los już dawno temu. Wcześniej udawało się zażegnać kryzys. Ale czy i tym razem, w obliczu kolejnego zagrożenia niepowstrzymanej pandemii, ludzkości się poszczęści?







"Historia najgroźniejszego seryjnego mordercy"

Obecnie dużo czytamy o świecie przyszłości, w którym wojny pustoszą całe kontynenty. O katastrofach, które zatapiają 50% powierzchni Ziemi. A może wielka tragedia czeka nas lada chwila? Już widzimy jej oznaki kiedy telewizja alarmuje o epidemii Eboli, o wirusie, którzy niepostrzeżenie przenosi się z Afryki na Europę. „Strefa skażenia” to książka, która pomieściła wszelkie informacje na temat Eboli zdobyte przez człowieka w ciągu kilkudziesięciu lat.

Tak naprawdę podejrzewam, że tylko ludzie doświadczający tej choroby i badacze tajnych laboratoriów znają prawdziwą powagę sytuacji i dramat, jakim jest okrycie nowego, najgroźniejszego z dotychczas poznanych wirusów. Richard Preston, autor „Strefy każenia”, jako dziennikarz i redaktor dociekliwie bada sprawę Eboli. Opowiada historie kilkudziesięciu osób, które miały styczność z wirusem w różnoraki sposób. Autor opiera się na faktach, podaje pseudonimy lub zmienione nazwiska danych postaci. Relacjonuje wszystko w taki sposób, jakby sam stał obok i szczegółowo odnotowywał każdy przypadek zachorowania, każde badanie i nowe odkrycie. Do tego dobudowuje delikatną otoczkę sprawiającą wrażenie, że mamy do czynienia ze zwykłą opowieścią i bohaterami stworzonymi przez Prestona. Przyznaję, że czasami ta otoczka spowalniała tempo akcji, na szczęście nie była bardzo rozbudowana.

W książce zdecydowanie przeważają szczegółowe opisy przebiegu choroby. Dlatego też musiałam co chwilę robić małą przerwę, bo żołądek sam wywracał się do góry nogami. Autor nie szczędzi dosadnych opisów, gdzie na przykład śledziona porównywana jest do jednego wielkiego skrzepu przypominającego salami. Ciało zamienia się w krwistą papkę, człowiek wygląda dosłownie jak zombi, jeszcze za życia rozkłada się i gnije. Wiedzieliście o tym? Ja przeżyłam szok. Nawet najmniejszy ból głowy wywołał we mnie niemałą panikę. Co by było gdyby… Och, strach myśleć!

Stephen King powiedział: „Jedna z najstraszniejszych rzeczy, jakie miałem okazję przeczytać”. Naprawdę, aż tak? Po lekturze muszę przyznać mu rację, faktycznie, to najgorszy horror i w dodatku prawdziwy. Obecnie jesteśmy w o tyle komfortowej sytuacji, że chwilowo wirus przestał atakować. To jednak długo nie potrwa, ponieważ autor kilkakrotnie nas zapewnia, że Ebola nigdy nie znika. Pozostaje w ukryciu i zaczyna zabijać nagle, w zabójczo szybkim tempie przenosi się na kolejne organizmy, jest bardzo letalny. Ostatnie słowa autora w książce to „… schował się w lesie, ale pojawi się tu znowu”. Czy to nie jest wystarczająco przerażające?

„Strefa skażenia” to idealna lektura dla ciekawskich, ale także dla tych, którzy interesują się mikrobiologią, wirusami i ogólnie biologią. Jako, że właśnie kończę klasę biologiczno-chemiczną, z wielką lubością czytałam biologiczne fakty dotyczące wirusów, badań laboratoryjnych, systematyki i mechanizmy niszczenia komórek przez Ebolę. Mówi się, że teraz naukowcy mogą zrobić wszystko. Nie mogą jednak zidentyfikować siedmiu białek wirusa ebola zair, które zmieniają ciało w zupę. Świat skrywa jeszcze tyle zagadek, szkoda że ta jest przerażająca i niejako uniemożliwia obronę przed Ebolą-mordercą.

Książka Richarda Prestona to porywający thriller non-fiction, który ściśnie nasze gardło i żołądek, wywoła mdłości, strach ale i wzbudzi ciekawość. Cóż, taka jest prawda. Myślę, że każdy bez wyjątku powinien ją poznać.

Moja ocena: 7,5/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non