Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

czwartek, 28 grudnia 2017

Mirror, mirror - Cara Delevingne

Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 384
Opis: 

Przyjaźń. Zdrada. Ofiara. Tajemnica. Cara Delevingne stworzyła thriller doskonały. Red, Leo, Rose i Naomi to czwórka młodych przyjaciół. Są inni od pozostałych rówieśników, są odmieńcami. Nie wiedzą, kim są i kim chcą być. Zbliża ich muzyka. Wspólnie zakładają kapelę Mirror, Mirror. Ale nie nacieszą się długo wspólną pasją... Naomi zostaje wyciągnięta nieprzytomna z rzeki. Pozostając w śpiączce, walczy o życie. Policja twierdzi, że była to nieudana próba samobójcza. Ale jej przyjaciele wcale nie są tego pewni. Każde inaczej reaguje na dramatyczne wydarzenia – Rose zaczyna imprezować jak szalona, Leo wpada w depresję, a Red postanawia samodzielnie odkryć prawdę. Czy Naomi się obudzi? Co zaprowadziło ją na granicę życia i śmierci? A może pytanie powinno brzmieć: kto? Odpowiedzi na pytania nie przyniosą niczego dobrego. Na jaw wyjdą najmroczniejsze tajemnice. Nic już nie będzie takie samo. Rozbitego lustra nie da się przecież skleić. 




Coraz częściej mamy do czynienia z takim zjawiskiem, że gwiazdy mediów, z przeróżnych branż, próbują swych sił w pisaniu powieści i, oczywiście, takie książki zyskują popularność niemal od razu. Znani youtuberzy, aktorzy (Tom Hanks przykładowo), piosenkarze i… modelki. Jeśli spojrzycie na okładkę „Mirror, mirror” to prawdopodobnie wasze oczy zatrzymają się na ogromnym nazwisku autorki, którą jest Cara Delevingne. I nie mam nic przeciwko temu, jednak muszę przyznać, że podeszłam do lektury z ogromnym dystansem. Nawet nie brałam pod uwagę, że ta książka zaskoczy mnie tak bardzo jak stało się w rzeczywistości.

Poznajcie Leo, Naomi, Rose i Reda, paczkę przyjaciół, którzy różnią się od innych nastolatków. Nie są przekonani o swoich celach, są zagubieni, ale łączy ich niezwykła więź. Czwórkę bohaterów jednoczy muzyka oraz zespół „Mirror Mirror”, który dobrze prosperuje aż do chwili niespodziewanej tragedii. Naomi, zostaje wyciągnięta z rzeki, nieprzytomna i prawie umierająca. Trafia do szpitala, gdzie przebywa w stanie śpiączki. Wieść szybko się rozchodzi, a policja i media przekonują, że była to nieudana próba samobójcza. Członkowie Mirror Mirror wiedzą jednak, że prawda jest zupełnie inna. W różnych też sposób reagują na tragiczne wydarzenia, każde z nich wybiera dla siebie niekoniecznie dobrą drogę. Jak potoczą się losy trójki przyjaciół? Co stało się z Naomi i czy będzie potrafiła wygrać walkę ze śmiercią?

Fabuła książki brzmi jak dobrze zapowiadający się thriller, w rzeczywistości jednak mamy do czynienia z powieścią NA w zupełnie oryginalnej i ciekawej formie. To opowieść o dojrzewaniu i radzenia sobie z tragediami, które niespodziewanie wdzierają się do naszego życia. Autorka w umiejętny sposób pokierowała Leo, Rose i Reda w różne kierunki i ukształtowała ich unikatowość i różnorodność. Możemy na dowolne sposoby interpretować każdą z niecodziennych reakcji bohaterów, studiować ich psychikę i zastanawiać się, co byśmy my zrobili na ich miejscu. Jeżeli więc spodziewacie się kolejnej powieści dla młodzieży, która utopi was w lukrze i zanudzi naiwnością bohaterów, ta powieść przekona was, że istnieją jeszcze dobre i ambitne powieści dla młodych, które uczą myślenia i interpretacji. Nie dobiją nas w deszczowy dzień, ale też nie potraktują nas naiwnie. Cara Delevingne z tego chociażby względu może stanąć na półce obok Greena, którego osobiście uwielbiam.

Świat wykreowany w powieści, fabuła oraz charaktery głównych bohaterów są niezwykle przemawiające do czytelnika i realistyczne. Widzimy świat takim jaki jest, jak lustro – wiele odbić, wiele stron, igrających cieni, wiele twarzy i konfrontacja z samym sobą. Rzeczywistość pozbawiona jest naiwności, przekoloryzowania, częściej wręcz bije mrokiem i brutalnością. Może nie są to odkrywcze rzeczy, ale, jako czytelnik, mogłam szybko wniknąć w lekturę i uwierzyć w każde słowo autorki. Dialogi bohaterów, czasem ostre, ordynarne, również są przekonywujące, a wrażliwszych czytelników mogą wprowadzić w stan zniesmaczenia. Niestety, tak jest i tak to wśród młodzieży obecnie wygląda.

Akcja książki nie pędzi z prędkością światła, ale na pewno nie można powiedzieć, że książka jest nudna. Sprawiła, że chciałam wiedzieć nieustanie jaka jest tajemnica wypadku Naomi, kto za tym stoi i jak potoczą się losy bohaterów. Napięcie jest tutaj stopniowo budowane, bazuje na emocjach, zaciekawia i nie daje oderwać się od lektury. Muszę jednak przyznać, że małego zawodu doznałam przy rozwiązaniu zagadki, która, miałam nadzieję, będzie szokiem i w pełni mnie usatysfakcjonuje. Pod koniec brakło jednak kulminacyjnej iskry.

„Mirror, mirror” to jedna z tych lepszych powieści dla młodzieży. Jest dobrze napisana, ciekawa i daje do myślenia. Zmusza do zastanawiania się nad własną drogą, własnymi odbiciami osobowości i przekonuje, że czasem warto przejrzeć się w lustrze. Choćby po to, aby zobaczyć drobne niedoskonałości, które dopełniają nas, dzięki którym jesteśmy sobą. 

wtorek, 12 grudnia 2017

Skradzione godziny - Maria Solar

Wydawnictwo: Kobiece
Tłumaczenie: Ewa Morycińska-Dzius
Stron: 254
Opis: Rosa i Damián mają trójkę dzieci. Mimo że nie czują się ze sobą szczęśliwi, rozstanie nie wchodzi w grę. W tym okresie rozwody w Hiszpanii są jeszcze zabronione. Ich syn, Ramón przyjaźni się z synem Loli i Antonia, Roberto. Młodzieńcy znają się od dziecka i mówią sobie wszystko... przynajmniej do czasu aż odkrywają, że podoba się im ta sama dziewczyna.
Anselmo, dziadek Roberto i jego siostry Any, umiera trzymając w dłoni zdjęcie przedstawiające tajemniczą kobietę oraz notkę: „Powiedz mi, że mnie kochasz”. Śmierć staruszka jest owiana tajemnicą, gdyż Carmen, babcia Ramóna, twierdzi, że... umarł ponownie.
Skradzione godziny to wyjątkowa powieść o rutynie, która zabija żar miłości, pokusach niewiernych kochanków, gorzkim smaku zawodu i ciekawości wkraczania w dorosłość. To sentymentalna podróż po osobowościach zamkniętych w świecie, który choć nie jest odległy czasowo, wydaje się zupełnie inny.

Dwie rodziny.
Jedna tajemnica,
Która powinna coś zmienić.
Ale człowiek nie uczy się na błędach swoich, a tym bardziej czyichś.

Pojawiają się czasem w moim życiu powieści, które nie są dziełami sztuki, można szybko o nich zapomnieć, a jednak uświadamiają mi kilka ważnych prawd. „Skradzione godziny” Marii Solar to bestseller, który skradnie kilka wieczornych godzin, zapewni relaks i odpoczynek, a w tym wszystkim czuć, że ta powieść to coś więcej niż prosta historia. Co takiego znalazłam w tej powieści?

Akcja powieści ma miejsce w Hiszpanii, w czasach przed uznaniem prawa do rozwodów i po rządach Francisco Franca. Część społeczeństwa idzie z duchem czasu, zmienia się jej mentalność, otwartość na to, co dotychczas uważane było za niestosowane. Część natomiast żyje jeszcze pod presją minionego dyktatora, działa w imię przestarzałych norm.  Autorka przedstawia nam dwie rodziny diametralnie się od siebie różniące, a jednak ściśle ze sobą powiązane. Dla obu śmierć dziadka Anselma to początek odkrywania tajemnic, jest to czynnik skłaniający do zmian myślenia między innymi o miłości… Jednak czy wrażliwość i współczucie staną się udziałem rodzin? Czy tragiczna historia miłosna da im do myślenia czy też będzie się powtarzać w następnych pokoleniach?

Celowo nie opowiadam wam dokładnie o co chodzi, ponieważ książka ma ledwo ponad 200 stron i zdradziłabym wam znaczną część fabuły. W książce nie mamy głównego bohatera, powieść skupia się na różnych postaciach z obu rodzin, które związane są przyjacielskimi relacjami, i nie tylko, co okazuje się po śmierci Anselma. Wraz z wyjaśnieniem zagadki historii miłosnej sprzed lat, wyjaśniają się pewne zachowania niektórych z postaci i jest to  świetny zabieg zastosowany przez autorkę. Widzimy wyraźnie ciąg przyczynowo-skutkowy, jak starsze pokolenie wpływa na młodsze, jak postrzegamy temat niewierności, zdrad i oszustwa dokonanych przez rodziców.

„Skradzione godziny” to książka dla mnie smutna i przygnębiająca. Autorka daje bohaterom szanse na naprawę, na refleksję i zmianę zachowania, a oni robią coś zupełnie odwrotnego. Gdy już myślałam, że będzie na koniec pozytywny akcent, że młode pokolenie czegoś się nauczy okazywało się, że niczego nie rozumie z przebytej lekcji. I jest to coś, co ogromnie wyróżnia całą historię. Autorka pokazuje, jak ślepi są ludzie. Nie rozumieją do końca co mówią, ślepo patrzą w jednym kierunku i ciężko im cokolwiek wytłumaczyć. To pierwsza zasmucająca rzecz.

Druga, która wryła mi się w umysł, to to jak łatwo przyzwyczajamy się do tego, że ktoś robi dla nas wszystko. Rodzic, siostra, partner, obojętnie. Poświęca swój czas, serce, często marzenia, szczęście i tak naprawdę własne życie dla nas, a my po pewnym czasie przyjmujemy to za normalność. W książce są co najmniej trzy takie przypadki, między innymi mamy tutaj syna, który obserwuje jak ojciec wyżywa się na matce. Chłopak wie, że coś jest nie tak, ale przecież mama nie protestuje. Robi swoje z pokorą i przeprosinami, a więc taka jej rola, tak być powinno i to sprawia, że czuje się spełniona w swojej roli. To jest straszne. Jednak dobrze ktoś kiedyś powiedział, żeby być doraźnie pomocnym, bo na dłuższą metę nie będziemy już uprzejmymi ludźmi  z dobrym sercem ale niewolnikami. Pod koniec książki pojawiła się mała nadzieja na to, aby zakończyć pewną kwestię w sposób pełen nadziei, ale bohaterowie wszystko zniweczyli kierując się egoizmem i poczuciem, że skoro ktoś już poświęcił wszystko dla kogoś innego, to niech tak już będzie zawsze.

Patrząc na „Skradzione godziny” jako na książkę, powiedzieć można, że jest zwyczajnie przeciętna. Styl autorki jest prosty, dosłowny, nie obfituje w bogate opisy także ciężko odczuć klimat tamtych czasów. Podobnie rzecz się ma z bohaterami. Roberto i Ramon to takie postacie wysuwające się na pierwszy plan i owszem, wzbudzają sympatię, ale nie znamy ich praktycznie wcale. Autorka mam wrażenie całkowicie zaniechała kształtowania charakterów, ponieważ są oni tylko dodatkiem do całej historii, która wydaje się być najważniejsza. Gdyby Maria Solar chciała postawić na portrety psychologiczne i opis tamtej Hiszpanii, wówczas powieść nie miałaby tylko 250 stron. Tak więc „Skradzione godziny” to pozycja lekka, niewymagająca, taka na kilka chwil podczas nudnego wieczoru. I taka była moja pierwsza myśl – średnia powieść, można nie czytać, taka zwyczajna. Z czasem jednak zaczęłam myśleć o całej historii i zauważyłam kilka ważnych rzeczy, o których pisałam wcześniej.

Nigdy wcześniej nie zaznaczałam żadnych cytatów i fragmentów w książkach, ale podczas lektury nie mogłam się powstrzymać. W całej prostocie przekazu zdarzają się niezwykle trafne spostrzeżenia, a te dotyczące ludzkiej natury, egoizmu i głupiego paradoksu powstałego na skutek braku refleksji bohaterów, aż prosiły się o zaznaczenie i nawet komentarz dopisany ołówkiem. To pozwoliło mi znaleźć w historii coś, co ą wyróżnia i jest cenne. Dlatego polecam tak postąpić, w innym przypadku możecie beznamiętnie przeczytać książkę, rzucić w kąt i zupełnie zapomnieć że ją czytaliście.
„Skradzione godziny” wywołały więc mieszane uczucia, ale z czasem zaczynam coraz bardziej doceniać to co Maria Solar ukryła w swojej prostej opowieści. Zachęcam abyście dali tej książce szansę i chwile nad nią pomyśleli, bo naprawdę z banalnej historii może stać się czymś ciekawym i oryginalnym. 

Książkę w dobrej cenie kupicie na stronie Taniej Książki.