Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Zabić Sarai - J. A. Redmerski


"Nie jestem twoim bohaterem. Nie jestem drugą połową twojej duszy, która nigdy nie pozwoli, by cokolwiek złego kiedykolwiek ci sie stało. Zaufaj swoim instynktom zawsze w pierwszej kolejności, a mi, jeśli zdecydujesz, na końcu."


Moje pierwsze spotkanie z J. A. Redmerski nie było zbyt udane. „Na krawędzi nigdy” to książka, która skradła serca wielu czytelników w Polsce, tymczasem dla mnie była jedynie dobrze napisaną, ale niewywołującą mocnych emocji, przeciętną historią miłosną. W tym wszystkim jednak doceniłam umiejętność kształtowania charakterów przez autorkę, a także jej warsztat pisarski, który sprawiał, że nawet w momentach zastoju akcji, czuć było swobodę i lekkość opowieści. Wskutek tego zapowiedź „Zabić Sarai” wzbudziła we mnie nadzieję i zarazem ciekawość jak Redmerski poradzi sobie z ciężką, poważną i dotykającą ważnych tematów historią. Teraz stwierdzić muszę, że autorka o wiele lepiej radzi sobie z thrillerami niż obyczajówkami, a wątek miłosny w tych pierwszych przyprawia o gęsią skórkę.

Sarai, mając czternaście lat, została zabrana przez matkę do Meksyku, gdzie obie zamieszkały ze znanym dilerem narkotykowym. Dziewięć lat później w Sarai tli się jeszcze iskra nadziei, że zdoła uciec i zacząć normalne życie. Ale czy ona w ogóle wie, czym jest „normalne życie”? Do mafioza przybywa Victor, płatny zabójca, który wydaje się być ratunkiem dla Sarai. Zdeterminowana dziewczyna ucieka od bezlitosnego tyrana prosto w ramiona mordercy. Victor, mimowolnie wciągnięty w ucieczkę, postanawia złamać swoje zasady i pomóc dziewczynie. Wielu z mężczyzn mafii chce tylko jednego – zabić Sarai. Czy Victor okaże się wystarczającą ochroną i czy poświęci swoje relacje z bliskimi dla dziewczyny? Oboje nie są zdolni do miłości. Skrzywdzeni przez życie, ukształtowani bezprawiem i brutalnością. Spróbują pomóc sobie nawzajem i nauczyć się, czym jest miłość. Oto ich historia.

„Zabić Sarai” to jedna z tych książek, która porywa akcją i sprawia, że ciężko oderwać się od lektury. Mroczny, surowy klimat jednocześnie odraża, ale też przyciąga, bo w końcu nieczęsto mamy do czynienia z tak bezprawnym, brutalnym środowiskiem jak mordercy i mafie narkotykowe. W tym wszystkim tkwi dwójka ludzi, która została za dziecka wciągnięta w patologię i są z nią związani tak mocno, że odwrót wydaje się być niemożliwy. To bardzo ważny temat jeśli chodzi o handel ludźmi oraz znęcanie się psychiczne i fizyczne nad młodymi osobami. Mimo że wydaje nam się, że żyjemy z dala od takich realiów, to okazuje się, że w naszej okolicy, w pięknym domu obok mieszka baron narkotykowy, który zarabia miliony na sprzedaży i na przekrętach. Sam problem porwań kobiet i ich wykorzystania w Meksyku jest ogromny, ale o tym rzadko się mówi. Dlatego naprawdę warto przeczytać tę książkę i stanąć w końcu na ziemi, uświadomić sobie, że takie środowiska koegzystują z naszą spokojną codziennością.

Tego mi wcześniej brakowało u autorki – emocji i strachu trzymającego za gardło. W „Zabić Sarai” widać jednak, że Redmerski potrafi mocno zszargać nasze uczucia, sprawić, że ręce opadną z rozpaczy, a z nerwów poobgryzamy paznokcie. Nad Victorem i Sarai wisi groźba śmierci i to zagrożenie czuć nieustannie przez całą opowieść. Przewracamy kartki w napięciu i oczekiwaniu, mając nadzieję, że ta dwójka zazna w końcu spokojnego życia, a także nauczy się wszystkiego od zera. Uwolnienie się od takich środowisk wymaga bowiem całego przewartościowania człowieka, nauki tego, czym jest zaufanie i miłość. Bo tak naprawdę do końca nie nazwałabym „Zabić Sarai” romansem. To coś zupełnie innego, mrocznego i zniekształconego, ciężko jednoznacznie określić uczucia bohaterów, którymi darzą siebie nawzajem. Wobec tego cała opowieść nabiera poważnego wyrazu, jest nieprzewidywalna i niepokojąca. Ciężko o niej zapomnieć.

„Zabić Sarai” to lektura obfitująca w wartką akcję, kipiąca emocjami i wciągająca. Wzbudza sympatię do bohaterów i składania do refleksji nad ich psychiką. Nie jest to lektura lekka i łatwa, ale taka, która zszarga nerwy i pozostawi dużą satysfakcję z faktu, że przeczytaliśmy coś wartościowego. Coś, co może zająć nasze myśli na kilka następnych dni lub tygodni. Z niecierpliwością czekam na kolejną część serii „W towarzystwie zabójców”, tymczasem polecam Wam zapoznać się z tą mroczną odsłoną J. A. Redmerski. Oczywiście jeżeli macie na tyle odwagi.

UWAGA! Na moim instagramie, do 29. kwietnia trwa rozdanie, w którym możecie zdobyć "Zabić Sarai" :)

środa, 18 kwietnia 2018

Pierwszy róg - Richard Schwartz


Na dworze jest coraz cieplej i zapewne zapomnieliśmy już o śnieżycach i mrozie, który uporczywie szczypie w nos. W słoneczne dni warto jednak sięgnąć po odrobinę zimnego klimatu i jednocześnie zagłębić się na kilka dni w historię pełną tajemnic. „Pierwszy róg” Richarda Schwartza to idealna powieść, która sprawi, że oderwiemy się od rzeczywistości do zupełnie nowego, skutego lodem świata, surowego i jednocześnie hipnotyzującego. 

Askir, nowa kraina, nowy świat. Znajdujemy się w przydrożnej karczmie, licznie uczęszczanej przez gości. Na zewnątrz rozpoczyna się burza śnieżna, która nieustannie się wzmaga i nie zapowiada się, aby przez następne dni nastąpiła poprawa. Ściany tawerny są jedynym schronieniem przed pewną śmiercią, więc jej goście stają się jednocześnie więźniami. Wśród tych wszystkich postaci, największą uwagę  przyciągają mroczna elfka, przywódca bandy łupieżców, czarodziejka Leandra oraz główna postać i nasz narrator, stary wojownik Havald. Każde z nich ma swój cel, zamiary i zmierza w innym gatunku. Każdy z nich nosi bagaż tajemnic, a kiedy ma miejsce morderstwo, już nikt nie pozostaje bez win. Tymczasem prastara magia odradza się, a Havald i Leandra będą podążać jej tropem do królestwa Askiru. 

„Pierwszy róg” to opowieść z gatunku fantastyki, w której znajdziemy motywy wpasowujące się w nurt klasyczny, a jednak podany w nowej, świeżej formie. Co wyróżnia powieść  Schwartza z wielu innych z tego gatunku? Z pewnością ogrom tajemnic i wątek kryminalny, który od razu przywiódł mi na myśl film oparty o książkę Agathy Christie, „Morderstwo w Orient Expressie”. Obserwujemy od środka pewną zamkniętą przestrzeń-pułapkę, w której widzimy z pozoru niepowiązane ze sobą postaci. I mamy zagadkę do rozwiązania, która okazuje się mieć wiele składowych. Każda z postaci okazuje się mieć swoje tajemnice, powiązania ze sobą, każdy chce osiągnąć inny cel. Podobny motyw widziałam też ostatnio w teatrze, w sztuce „Osiem kobiet” w reżyserii Jerzego Bończaka, w której ginie jeden mężczyzna, a osiem bliskich mu kobiet zostają uwięzione w domu ze świadomością, że mordercą jest któraś z nich. „Pierwszy róg” wyciąga z podobnego wątku najwięcej jak się da, a w dodatku zapewnia satysfakcję fanom high fantasy, i czyż to nie jest połączenie idealne?

Jak przystało na ten gatunek, cofamy się do czasów legendarnych i jednocześnie obok rycerzy, ostrych mieczy i tradycyjnych strojów, towarzyszy nam przez całą historię język archaiczny, stylizowany na dość stary. Warto jednak zaznaczyć, że nie jest to styl męczący w takim stopniu jak bodajby u Sienkiewicza (nie żebym dość do niego miała). Główny bohater, Havald, snuje swoją opowieść w sposób plastyczny, przystępny i wciągający, w żadnym stopniu zastosowany język nie utrudnia odbioru. Czujemy za to, że mamy do czynienia z dobrze skonstruowaną fantastyką, literaturą trochę bardziej wymagającą niż odmiana młodzieżowa. Ponadto dużo zyskuje na tym klimat „Pierwszego rogu”, który staje się jak burza śnieżna, która coraz bardziej oblepia i zakopuje w taki sposób, że nie da się już wyjść z tej historii. Jest coraz ciężej, robi się duszno i niespokojnie, ciężko przewidzieć, w jakim kierunku potoczy się akcja. 

Zwykle w klasycznych powieściach fantasy mamy motyw wędrówki, dlatego też myślałam, że wnętrze karczmy szybko zostanie zastąpione opisami kolejnych magicznych krain, jakie będą przemierzać bohaterowie. Książka, ku mojemu zaskoczeniu, okazała się jednak skupiać w znacznej większości na tej zamkniętej przestrzeni dając na koniec przeświadczenie, że to dopiero początek.  Że „Pierwszy róg” to dopiero zalążek naprawdę epickiej opowieści, w której autor dopiero pokaże na co go stać. Zakończenie jest zaskakujące, a jednocześnie otwiera furtkę do rozbudowania uniwersum do granic wyobraźni. I szczerze? Jeżeli kolejne tomy będą choć tak dobre jak „Pierwszy róg”, to będzie rewelacja, a wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze lepiej!

Richard Schwartz wybił się pomysłem, grą tajemnic, którą koniecznie chcemy rozwiązać, połączeniem kryminału z dobrą fantastyką, a także wykreowaniem różnorodnych postaci. Nie czytam dużo książek z tego gatunku, a już na pewno nie w klasycznej odmianie, a mimo to „Pierwszy róg” mnie zachwycił. To świetna powieść, przy której można się pobawić, oderwać od rzeczywistości, a także poczuć się jak najlepszy detektyw. Czekam z niecierpliwością na kolejne losy Havalda i na to, jak tym razem autor poprowadzi fabułę i czy nadal zafunduje czytelnikom coś tak świeżego i oryginalnego. 

20. kwietnia lećcie do księgarni po „Pierwszy róg”!

czwartek, 12 kwietnia 2018

Pokonaj swojego potwora!



"To nie jest dieta" jest nowoczesnym dziennikiem skierowanym głównie do młodych dziewczyn, które pragną zmiany w swoim życiu. W książce znajdziemy mnóstwo ciekawostek na temat odżywiania, zdrowia i dobrego samopoczucia, większość dość oczywista, ale autorka zachęca nas do wykorzystania rad w praktyce.

"Pokonaj swojego potwora"!

Lenistwo, otyłość, obżarstwo, niemoc, niepewność siebie, kompleksy, niepokój, stres... Jaki jest Twój potwór?

Możemy zastanowić się and tym, co nam najbardziej przeszkadza i nawet narysować swojego potwora, a podróż przez lekturę to pewnego rodzaju walka. Za każde wykonane zadanie dostajemy punkty, które wgniatają potwora w ziemię i ostateczny wynik zależy tylko od nas. Motywacja jest ogromna ale wymagane jest jedno - systematyczność. Tylko wtedy zobaczymy efekty.

"Dasz radę zrobić wiele, ale wpierw ustal cel."




Efekty? Jakie efekty?
Poprawa samopoczucia, lepsza organizacja czasu, lepsza kondycja, poprawa metabolizmu i siła do walki z tym, co nam w sobie samemu przeszkadza. Świetna książka na prezent, a przede wszystkim dla samej siebie. Podejmiecie 30-dniowe wyzwanie?


Książka do zdobycia na portalu Czytam Pierwszy!




niedziela, 8 kwietnia 2018

Kochanka księcia - Geneva Lee

Seria: Royals #1
Tłumaczenie: Monika Pianowska
Opis: Pierwsza część bestsellerowej trylogii "Royals", która urzeknie każdą kobietę. Na przyjęciu z okazji ukończenia studiów na Uniwersytecie Oksfordzkim Clara Bishop spotyka intrygującego mężczyznę o demonicznym spojrzeniu. Chociaż ich znajomość miała skończyć się na jednym pocałunku, to nie może o nim zapomnieć. Mężczyzna wydawał się jej bardzo bliski, jakby skądś go znała. Kiedy do drzwi Clary pukają paparazzi, okazuje się, że tajemniczym przystojniakiem był książę Alexander. Prawowity następca tronu to niebezpieczny bad boy, który słynie z tego, że zawsze dostaje to, czego pragnie. Jego najnowszym kaprysem staje się Clara. Alexander proponuje jej układ, w którym dziewczyna zostanie jego sekretną kochanką. Czy zdołają utrzymać swój związek w tajemnicy? Czy niebezpieczny książę poczuje do Clary coś więcej?


Pamiętacie moje pierwsze spotkanie z erotykami i recenzję "Oskarżyciela" oraz "Niewinnej" Whitney G.? Byłam naprawdę zadowolona z tych pozycji, niedługo po tym zaś przyszło gorzkie rozczarowanie inną książką z gatunku. "Kochanka księcia" Genevy Lee okazała się być nic niewznoszą do mojego życia książką dla kobiet, która jedynie w średnim stopniu zapewniła rozrywkę podczas czytania. My, dziewczyny, uwielbiamy przystojnych książąt, ale czyż powieści z ich udziałem nie powinny nas wciągnąć, emocjonować i intrygować?

Clara Bishop to piękna, mądra dziewczyna, która kończy studia na Uniwersytecie Oksfordzkim. Na przyjęciu, pełnym najdroższych sukienek, wysokich szpilek i sztucznych uśmiechów, zauważa zabójczo przystojnego mężczyznę. Okazuje się, że Alexander, owy bóg, jest prawdziwym księciem i to w dodatku niegrzecznym. Bad boy miewa różne zachcianki, a Clara staje się tą najnowszą. Alexander proponuje jej układ, w którym dziewczyna zostaje jego sekretną kochanką. Czy para będzie mogła ukryć skandal przed światem? Czy książę poczuje do Clary coś więcej niż tylko pożądanie?

Wiecie już, że świeżo rozpoczęłam swoją przygodę z erotykami. A już przyznać muszę, że ta książka jest do bólu stereotypowa. Miałam nadzieję, że czymś mnie zaskoczy albo chociaż przyciągnie dobrze wykreowanymi bohaterami i burzą emocji. Tymczasem mamy tutaj standardową, prostą historię. Ona, piękna, bogata, ale niepewna siebie i nieśmiała dziewczyna, która wchodzi w seks-układ. Większość książki to jej rozmyślania nad tym, czy to ma sens i czy powinna zakończyć relację z księciem. Alexander to typowy bad boy, władczy, przystojny, bogaty buc, który potrzebuje w łóżku niepewnej siebie, uległej podwładnej. Miała być współczesna wersja Kopciuszka, wyszło mdło i nijak. Większość akcji to sceny erotyczne i przegadanie, więc w kwestii fabularnej jest jednostajnie i niezbyt interesująco. Sytuację mogłyby uratować mocne charaktery, ale zarówno Clara jak i Alexander to proste postaci, które nie wykazują większych zdolności poważnego myślenia.

Autorka sięgając po postać księcia, mogła wpleść w powieść wiele różnych wątków rodzinnych, politycznych, jakieś tajemnice, intrygę. Romans może być tematem przewodnim, ale powinno być do tego jakieś dobre tło fabularne i wydaje mi się, że zwykle tak właśnie jest. Geneva Lee postawiła w swojej książce tylko na erotyzm, w dodatku pozbawiony odczuwalnej chemii między bohaterami i iskry, która rozgrzewa. Brakuje odczuwalnego przyciągania i przez to romans Alexandra i Clary wydaje się być wymuszony.

"Kochanka księcia" to powieść zbędna, obojętna, nijaka i zwyczajnie niewnosząca nic do życia. W dodatku jest dość długa i  mimo że styl autorki jest lekki, to jednak brakuje czegoś, co sprawia, że z zapałem przewracamy kolejne strony. Jeżeli mimo wszystko jesteście ciekawi romansu z księciem, możecie spróbować.

Wszystko przed nami - Samantha Young

Wydawnictwo: Burda 
Tłumacz: Górczyńska Ewa
Opis: W pogoni za marzeniami, pełna nadziei i wiary w słuszność swojego wyboru, Nora O’Brien przenosi się z Indiany do Szkocji. Doznaje jednak rozczarowania i po trzech bezowocnych latach spędzonych w nowym kraju czuje tylko żal i poczucie winy. Dopóki w jej życiu nie pojawia się seksowny Szkot, Aidan Lennox. Kilka lat starszy obyty w świecie producent muzyczny i kompozytor, wydaje się zupełnie nie pasować do Nory. Tymczasem wbrew pozorom odnajdują w sobie iskrę, której im brakowało. Łączy ich wspólny śmiech i namiętność, dające im siłę do dalszych zmagań z życiem, mimo bolesnych doświadczeń z przeszłości. Niestety, kiedy życie wymierza Aidanowi kolejny cios, ten nie szuka wsparcia u Nory, ale znika z jej życia. 





Macie czasami takie uczucie, że chcecie pozostawić swoje dotychczasowe życie i wyjechać w nieznane, zacząć od nowa i szukać lepszej przyszłości? Czasem jednak przyzwyczajenie i lęk przed nieznanym wygrywa i dajemy zamknąć się w niezadowalającej nas rzeczywistości. Głowna bohaterka "Wszystko przed nami" Samanthy Young przełamała swoje opory i postanowiła zasmakować nowego życia, które... okazało się być nie tak kolorowe, jak sobie wyobrażała. Kiedy oczekiwania zderzają się z prawdą, na Twoje życie pada cień tragedii, co wtedy robisz?

Nora O'Brien to dziewczyna z dużymi ambicjami, które pozostają ukryte pod strojem zwyczajnej kelnerki. Finansowy upadek i choroba jej ojca przekreśla możliwość pójścia na wymarzone studia. Donovan to miejsce bez przyszłości, dlatego Norze pozostaje jedynie brać więcej zmian w pracy i czekać na cud. Tym cudem okazuje się być Jim, atrakcyjny chłopak, który przekracza próg baru. Między nim a Norą buduje się uczucie, a pewnego dnia dziewczyna postanawia przyjąć oświadczyny Jima i wyjechać z nim do Europy. Do nowego świata, pełnego możliwości, nowych wyzwań. Rzeczywistość jednak powala Norę na kolana. Małżeńskie życie nie przynosi jej wyczekiwanego szczęścia, w dodatku w niedalekim czasie spada na nią tragedia. Nora zamyka się w sobie i zaczyna tracić wiarę w prawdziwą radość z życia. Po kilku latach pojawia się Aidan, mężczyzna, który ma szansę wyrwać dziewczynę z ciągłego poczucia winy. Czy Nora zacznie  w końcu żyć naprawdę?

Opis książki zapowiadał historię prostą, stereotypową i niezbyt oryginalną, ale na szczęście pozytywnie się zaskoczyłam. Mam za sobą wiele pozycji NA i przyznać muszę, że "Wszystko przed nami" jest jedną z tych lepszych, bardziej wartościowych pozycji. Ma naprawdę mocny przekaz i bardzo dobrze rozbudowany wątek obyczajowy. To historia o bólu, stracie, poszukiwaniu własnych marzeń i tożsamości, budzeniu się do życia i dawaniu drugich szans.

Autorka gdzieś pomiędzy prostymi słowami przemyciła ogrom uczuć i właśnie to jest największym plusem historii - emocje. To one sprawiły, że zżyłam się z główną bohaterką, z przejęciem śledziłam jej losy i nawet starałam się rozumieć jej momentami denerwujące przemyślenia. Z pewnością przelanie na papier uczuć kobiety skrzywdzonej, niespełnionej i pogrążonej w wyrzutach sumienia nie było proste, i niełatwo też o tym czytać. Piękne natomiast było to, jak autorka uchwyciła przemianę Nory, jej wybudzanie się z życiowego otępienia i proces budowania relacji z Aidanem. Realizm tej opowieści najbardziej dotyka emocjonalnie i porusza, także autentyczność bohaterów pozwala jeszcze mocniej przejąć się ich historią. Są to wielowymiarowe postacie, które czasem popełniają błędy i wyciągają z nich odpowiednie wnioski.

Z twórczością Samanthy Young spotkałam się teraz po raz pierwszy i myślę, że nie ostatni. Styl jest bardzo lekki i przystępny, tak że książkę można przeczytać za jednym razem. Sama opowieść nie ma jakichś niedopowiedzeń i luk, wszystko się dobrze komponuje. Jedyne, czego mi w tym wszystkim brakowało, to klimat. Uwielbiam Szkocję i czułam, że autorka jednak nie będzie się skupiać na krajobrazach czy na wątkach kulturowych, ale takie miejsce aż się prosi o więcej uwagi.

"Wszystko przed nami" to opowieść, która mogła wydarzyć się tuż obok nas, a jednocześnie wydarzenia w niej zawarte są na ogół nam osobiście obce. Wszystko może się jednak wydarzyć, wszystko przed nami...

wtorek, 3 kwietnia 2018

Oskarżyciel i Niewinna - Whitney G.



Przez wiele lat mojej przygody z czytelnictwem na erotyki natrafiłam zaledwie kilka razy. Ostatnio historie miłosne ze sporą dawką pikanterii są na topie i zdobywają coraz większe rzesze fanów. Dlatego też zechciałam spróbować tego gatunku i sprawdzić, czy wbrew początkowym obawom, uda się takim powieściom zaskarbić moja sympatię. Zaczęłam od książek Whitney G., a konkretnie serii "Domniemanie niewinności", która składa się dwóch wydanych już powieści "Oskarżyciel" oraz "Niewinna", a także trzeciego tomu, którego premiera będzie miała miejsce jeszcze tej wiosny. 



Pożądanie, miłość, zauroczenie... Czasem ciężko jednoznacznie określić uczucia, ale jedno jest pewne - w żadnym z nich nie powinno być miejsca na kłamstwa.

Andrew to obrzydliwie bogaty prawnik, który w Nowym Jorku prowadzi najlepszą kancelarię prawniczą. Na co dzień siedzi w swoim biurze, bierze udział w spotkaniach biznesowych, pije kawę litrami, a wieczorami znajduje w portalu randkowym kobiety chętne na niezobowiązujący seks. Andrew ma proste zasady - jedna kobieta, jeden raz, zero rozmów, żadnych powtórek. Jego poukładane zasady niszczy Alyssa, zadziorna dziewczyna, która zaczyna wymieniać z prawnikiem e-maile. Nie szczędzi ostrych docinek i wydaje się być niedostępna. Przedstawia się jako dojrzała, doświadczona prawniczka, niezbyt atrakcyjna i raczej nudna. Andrew czuje do niej coraz większy pociąg, codziennie pisze z nią o rzeczach, z którymi kazał sobie nie rozmawiać z żadną kobietą. Pewnego dnia do jego kancelarii przybywa atrakcyjna, piękna i inteligentna Aubrey, studentka prawa, która... okazuje się być Alyssą. Andrew najbardziej na świecie nienawidzi kłamstwa, ale sam okazuje się nie być bez winy. Jak potoczą się losy tej dwójki, czy będą mogli być ze sobą całkowicie szczerzy?

Być może wiecie już, że zarówno "Oskarżyciel", jak i "Niewinna", to cieniutkie książeczki, nie przekraczające 120 stron. I o ile nie przepadam za krótkimi formami, tak w tym przypadku można traktować historię jako spójną całość, z tym, że bez jakiegoś szczególnego powodu rozdzieloną na cieniutkie części. Podejrzewacie zapewne, iż przy tak małej ilości stron, opowieść wydaje się być dość prosta i większość rzeczy dzieję się nagle. Tak faktycznie jest, ale z drugiej strony, te książki w ogóle nie męczyły podczas czytania. Zapewniły dwie godziny naprawdę dobrego relaksu, i można by takie części pochłaniać jedna po drugiej, nawet gdyby miały być "tasiemcem" złożonym z kilkunastu takich zeszycików. Whitney G. stworzyła historię rozrywkową, taką, która nie dostarczy wielu emocji, ale skutecznie oderwie na chwilę od rzeczywistości. 

"Oskarżyciel" to opowieść o tym, jak buduje się relacja pomiędzy bohaterami, i cóż, nie liczcie na stopniowe zakochiwanie się. Tutaj od początku chodzi o pożądanie, a trzeba przyznać, że między Aubrey i Andrew czuć niesamowitą chemię. I... to jest świetne! Andrew od samego początku stawia sobie określony cel - zdobyć tę zadziorną dziewczynę i nie spocznie, póki go nie osiągnie. Po tym, jak kłamstwo Alysson wychodzi na jaw, między bohaterami pojawia się nienawiść, która tylko wzmaga pożądanie i napięcie. Tak więc raz mamy falę niepohamowanej żądzy, a zaraz kłótnię i oziębłość. A przyznać trzeba, że Andrew to ostatni cham, zimny, szczery, bezpośredni, oschły, rządzący, pewny siebie i tak można dalej wymieniać... Jako facet jest po prostu okrutny, ale cóż, czasem kobiety uważają takich mężczyzn za najbardziej atrakcyjnych. Mnie, jako bohater, nie zachwycił, Aubrey podobnie mnie nie zachwyciła, była bardzo uległa i dawała po sobie jeździć bez przerwy. Zawsze wracała do przystojniaka, pożądanie przegrywało ze zdrowym rozsądkiem. 

Warto to podkreślić - te książki nie są mocnymi erotykami. Tutaj autorka stawia na budowanie napięcia seksualnego, na chemii miedzy bohaterami, niż na same sceny łóżkowe. Nie są one w żadnym stopniu perwersyjne, zawstydzające, obrzydzające czy oburzające. Wspomniałam, ze Andrew to typ samca alfa, który zawsze dominuje i lubi wszystkim rozkazywać, także tyczy się to łóżkowych spraw. A jednak nie miałam poczucia, że poniża Aubrey. Że traktuje ją jak swoją poddaną, której może robić najdziwniejsze rzeczy, jakie tylko sobie wymyśli. Oprócz tego, że ich relacja, przynajmniej na początku, opiera się tylko na pożądaniu, które trzeba zaspokoić tu i teraz, nie mam żadnych zastrzeżeń. A i to przecież nie jest niczym powiedzmy sobie szczerze odstającym od rzeczywistości. Przez całą książkę kibicowałam tylko Andrew, żeby jego serce zmiękło i żeby naprawdę się zakochał. No cóż, bydlakiem został, ale czuć, że chodzi już o coś więcej niż tylko seks.

"Niewinna" zahacza już o przeszłość prawnika. Jako, że jest mężczyzną zamkniętym w sobie, Aubrey ma niewielkie szanse cokolwiek z niego wyciągnąć. Tym sposobem - dostajemy wiele pytań, a praktycznie zero odpowiedzi. Dlatego urywanie "Niewinnej" w takiej chwili to autentycznie katorga, mając na uwagę fakt, że trzeci tom jeszcze nie został wydany. Jestem bardzo ciekawa przeszłości Andrew, ale jednocześnie muszę przyznać, że w tej części autorka trochę namieszała. Tak jakby w pewnym momencie zaczęła na bieżąco wymyślać ciąg dalszy, coś przestało się kleić. Nadzieję pokładam w trzecim tomie, że wszystko wyjaśni i da efekt uporządkowanej, kompletnej historii. Takiej, która już teraz zaciekawia, wciąga i relaksuje czytelnika.

Nie spodziewajcie się cudów. "Oskarżyciel " i "Niewinna" to lektury na raz, do pochłonięcia w jeden wieczór. To jak oglądanie średniej jakości serialu po to, aby się dowiedzieć, co będzie dalej z bohaterami. Więc jeśli macie ochotę na erotyk stworzony ze smakiem, na lekturę, która zapewni chwilę dobrej rozrywki, a także jeśli ciekawi was to, jak przeszłość może zatwardzić serce - serdecznie polecam. Moje spotkanie z tym gatunkiem, dzięki Whitney G., uważam za udane.


Zapytaj astronautę - Tim Peake

Wydawnictwo Kobiece
Ilość stron: 264
Opis wydawcy: Czy w kosmosie jest szybki internet? Kiedy człowiek postawi stopę na Marsie? Jak pachnie przestrzeń kosmiczna? Czy w stanie nieważkości da się korzystać z iPada? Czy każdy z nas może zostać astronautą?Czy zdarzyło ci się patrzeć w nocne niebo i zastanawiać się, jakie tajemnice może skrywać ogrom przestrzeni kosmicznej? Czy wyobrażałeś sobie kiedyś, jak to jest być astronautą i patrzeć na Ziemię z góry? Wcale nie musisz aplikować o pracę w agencji kosmicznej, aby poznać odpowiedzi na te i setki innych pytań, na które w niniejszej książce odpowiada brytyjski astronauta, Tim Peake. Dzięki tej wspaniałej książce poczujesz się jak prawdziwy badacz kosmosu: usłyszysz ryk silników startującej w kosmos rakiety, zerkniesz w nocne niebo, by zobaczyć okrążającą Ziemię Międzynarodową Stację Kosmiczną i przekonasz się, jakie to jest podziwiać wschody i zachody słońca… 16 razy na dobę.Ten pełen pasji do nauki przewodnik po życiu w kosmosie zabierze cię w niezwykłą podróż w kosmos, pokaże tajniki pracy astronauty i odkryje cuda technologii kosmicznej stworzonej przez człowieka.

Od dziecka kosmos mnie intrygował. Uwielbiałam chodzić do planetarium, uczyć się o planetach i prawach rządzących strukturą wszechświata. Na wieść o tym, że za kilka milionów lat Słońce eksploduje, przeżywałam już katastrofę naszego świata. Teraz mogłam powrócić do rzeczywistości iście kosmicznej, dzięki książce "Zapytaj astronautę" Tima Peake'a. 

Pozycja ta to zbiór odpowiedzi na pytania, które zalały fora i konta astronauty Peake'a po ukończeniu przez niego misji Principia, w 2016 roku. Misja ta polegała na półrocznej pracy na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej Ekspedycji 46/47. Tim słynie z niesamowitej lekkości i radości, z jaką udziela wszelkich wywiadów, a aby dać ludziom skrawek realiów życia w kosmosie, napisał książkę odpowiadającą na kwestie, które mi nigdy nie przyszłyby do głowy. Nigdy nie miałam okazji w taki sposób zagłębić się w pracę astronauty, a jest to przecież niesamowicie ciekawe!

Wiecie może jak pierze się ubrania w kosmosie? Jak wygląda Ziemia z kosmosu w dzień, a jak nocą? Jak korzystać z toalety? Jak jeść, jak spać, jak pić? Znacie powody, dlaczego astronauci rosną w kosmosie kilka centymetrów? Jaki wpływ ma na nich czas? Takich ciekawostek można wymieniać wiele, począwszy od technicznej strony - budowy stacji oraz statku kosmicznego, przez wymagania dotyczące zawodu, kończąc na warunkach i sposobach radzenia sobie z życiem w kosmosie. I jeśli istnieje kwestia, która mogłaby być niezadowalająca dla czytelnika, może być to jedynie dział techniczny. Momentami można się nudzić i stwierdzić, ze nie jest to dla nas wielce istotne, a jednak doceniam to, że autor nie pominął żadnego z działów dotyczących pracy astronauty. Solidnie przygotował wszystkie odpowiedzi, aby zadowolić każdego ciekawskiego. Dlatego jestem pewna, że każdy z czytelników wyniesie coś z lektury i mocno zachwyci się lub zadziwi pewnymi kwestiami poruszanymi w książce.  


Niesamowicie cieszy mnie to, w jak cudowny sposób można podać wiedzę o kosmosie. I nie taką typowo podręcznikową, a tą, o której nigdzie indziej się nie dowiecie. No chyba, że zostaniecie astronautą. Forma pytań i odpowiedzi zaciekawia bardziej niżeli ciąg tekstu, a kolorowe zdjęcia, rysunki, schematy i obrazy zapewniają jeszcze więcej rozrywki oraz zaciekawienia tematem. Bardzo zachęcam do lektury, obecnie jeden z najbardziej wartościowych bestsellerów - "Zapytaj astronautę" to nauka przez zabawę, a pozytywna energia odebrana od Tima poprawia humor na dobrych kilka dni.


środa, 7 marca 2018

Wydawnictwo: HarperCollins
Stron: 368
Opis: 
1853, Wiedeń
Po abdykacji Ferdynanda Habsburga w 1848 roku na cesarskim tronie zasiada osiemnastoletni Franciszek Józef. Jest zaręczony z bawarską księżniczką Heleną. Jednak kiedy w 1853 roku narzeczona przybywa na wiedeński dwór, młody cesarz zakochuje się od pierwszego wejrzenia w jej siostrze Sisi, i to ją prosi o rękę. Młodziutka cesarzowa pławi się w luksusie, ale jej niekonwencjonalne zachowanie nieustannie zderza się z dworską etykietą. Nie ma przyjaciół, otaczają ją intryganci, a matka cesarza na każdym kroku okazuje jej niechęć. Ale dzięki swej wytrwałości, niezwykłej inteligencji i wrażliwości Sisi podbije serca swych poddanych i znacząco wpłynie na bieg historii. Fascynująca opowieść o Sisi - księżniczce Bawarii, królowej Węgier i cesarzowej Austrii, jednej z najbardziej wpływowych i charyzmatycznych kobiet wszechczasów.





"Czy mądrze było działać tak impulsywnie, opierając się na uczuciu, które, będąc dziećmi, uznali za miłość?"

Zapewne każda z dziewczyn marzyła kiedyś o byciu prawdziwą księżniczką. Jak tu nie oprzeć się pięknym sukniom, pałacowym luksusom i przystojnemu narzeczonemu? Takie życie znamy z bajek, które jednak niekoniecznie oddają prawdziwe realia życia pary królewskiej. Sisi, Elżbieta Bawarska, przekonała się o tym, że romantyczna miłość i korona nie zawsze zapowiadają szczęście. Wręcz przeciwnie, bajkowe zaręczyny to początek ogromnej życiowej tragedii młodej księżniczki. Jej emocjonującą historię poznajemy w książce Allison Pataki pt. „Sisi. Cesarzowa mimo woli”.

Sisi spędza dzieciństwo w zameczku Possenhofen, gdzie w pełni korzysta z życia. Pływa w jeziorze, łowi ryby, jeździ konno i biega beztrosko po łąkach. Często towarzyszy jej starsza siostra, Helena, która może nie jest tak dynamiczna jak Sisi, ale z pewnością jest jej najlepszą przyjaciółką. Beztroska i szczęście kończą się wtedy, gdy Helena zostaje przeznaczona cesarzowi Austrii, Franciszkowi Józefowi, na żonę. Dziewczyna jest przerażona, ceni sobie bowiem samotność, stabilność i bezpieczeństwo. Helena i Sisi przybywają na wiedeński dwór, ale to jednak pomiędzy młodszą z sióstr a cesarzem rozwija się romantyczne uczucie i to ona zostaje cesarzową. Sisi z początku jest zachwycona wizją małżeństwa z ukochanym oraz zostaniem cesarzową.  W końcu każda dziewczyna marzy o takim życiu. Szybko jednak okazuje się, że ta decyzja niesie za sobą poważne konsekwencje. Zaczyna się dość niewinnie – nauka etykiety dworskiej, wypełnianie obowiązków, później plan dnia narzucony przez Zofię, matkę cesarza, aż w końcu ingerencja w życie intymne pary cesarskiej i odebranie prawa do wychowywania dzieci. Sisi staje się prawdziwym wrakiem człowieka, a miłość do nie do końca osiągalnego męża przynosi ogromne poczucie samotności. Austriacki dwór i wiedeński pałac to wrogowie. Czy Sisi znajdzie koło ratunkowe, czy zdoła jeszcze poznać szczęście?

O księżniczce Elżbiecie „Sisi” słyszał chyba każdy. Skojarzymy jej postać z jakąś ekranizacją, serialem albo nawet bajką animowaną. Co sprawiło, że stała się tak popularną postacią? Przede wszystkim ogromna determinacja i siła w stosunku do tragedii, w tym wszystkim również miłość do zwykłych ludzi. Książka Pataki pokazuje zaledwie część z życia Sisi, ale jest ona tak ciężka i dramatyczna, że chciałoby się, aby faktycznie zakończenie było tak pozytywne, jak właśnie w tej powieści. Trzeba bowiem zauważyć, że końcówka to w znacznej większości wytwór wyobraźni autorki. Spróbujcie po lekturze przeczytać o dalszych losach Sisi. Ja byłam zszokowana, bo cała moja nadzieja, że cesarzowa w końcu znajdzie prawdziwe szczęście, legła z gruzach. Ale tu nie chodzi o litość. Tu chodzi o podziw dla Sisi, dla cesarzowej, która miała życie gorsze niż najbiedniejszy niewolnik. Dla kobiety, która do końca nie przestała walczyć o swoje prawo do szczerej miłości i do pełnienia roli matki.

Książka wywołuje wiele różnych emocji. Z początku, gdy rozwijało się romantyczne uczucie miedzy Sisi a cesarzem, byłam podniesiona na duchu i odrobinę oczarowana. Później z niepokojem obserwowałam, co zaczyna się dziać w życiu Sisi i jak w psychiczny sposób to na nią oddziałuje. Dalej było coraz ciężej, czułam złość, smutek, zawód, że prawdziwe uczucie okazało się niewystarczające. Zawsze jednak miałam tą iskierkę nadziei, tą samą, którą posiadała Sisi. I może lepiej by było, gdybym poprzestała na samej książce niż sięgała do prawdziwego źródła i przeczytała o tym, jak dalej potoczyły się losy cesarzowej. Z drugiej strony żałowałam też, że autorka nie opisała wszystkiego, całego życia bohaterki, od A do Z. Ale tutaj znowu pojawia się obawa, iż mógłby to być zbyt duży cios dla samego czytelnika.

Niewątpliwie jedną z największych zalet dzieła Pataki są świetnie wykreowani bohaterowie. I, naprawdę, bardzo ciężko było mi się z nimi pożegnać. Każda z postaci była na swój sposób ciekawa i nie chciałam za nic się z nimi rozstawać. Może ktoś każe mi się popukać w czoło, ale, uwaga, moją ulubioną postacią jest Zofia, uciążliwa teściowa Sisi. Tak, tak, to ona przysporzyła cesarzowej wiele cierpień. Wtykała nos w każdy aspekt życia Sisi i Franciszka, sterowała synem w każdej sytuacji, była ślepo przekonana o wyższości Habsburgów nad wszelkimi wrogami. I z pewnością to ona w większości przyczyniła się do tragedii synowej, ale, przynamniej w tej książce, jest pewien czynnik łagodzący. Otóż uważam, że Zofia bardzo kochała Sisi i faktycznie chciała dla niej dobrze. Z tym, że wcześniej odrzuciła wszelkie naturalne uczucia, podporządkowała swoje życie obowiązkom, żyła dworską etykietą i dbała o dobre imię rodu. Nie rozumiała synowej, ponieważ ta nie potrafiła stać się tak zatwardziałą osobą, Sisi nadal chciała  bowiem kochać i być kochaną, założyć wspaniałą rodzinę i poczuć tą samą beztroskę, którą czuła będąc dzieckiem. Zofia od lat pogodziła się ze swoją rolą kobiety o największej władzy na dworze i zaczęła tą rolą żyć. Swoją miłość do Sisi okazywała w rozsądny dla niej samej sposób. Poza tym, Zofia bardzo zaciekawiła mnie swoją osobą i dlatego mimo wszystko stała się dla mnie kluczowym elementem książki. Jeżeli chodzi o inne postaci, powiem tylko, że każda z nich w jakiś sposób była ujmująca. Sisi oczywiście pochwalam i kibicowałam jej na każdym kroku, Franciszka do końca nie rozumiałam, ale myślę, że w tym wszystkim też był poniekąd ofiarą. Lord Andrassy okazał się miłym zaskoczeniem, o pokojówkach Sisi również czytało się z ciekawością.

Mogłabym dużo pisać o tej książce, ale po co, skoro wszystko tak naprawę już zostało powiedziane. Dla mnie osobiście „Sisi. Cesarzowa mimo woli” to prawdziwa perełka. Ujmuje niesamowitym XIX-wiecznym klimatem, aż chciałoby się założyć ozdobną, piękną suknię i chociaż na chwilę przenieść się do tych urokliwych, ale ciężkich zarazem czasów. Powieść wywołuje multum różnych emocji, wzbudza sympatię w stosunku do wszystkich postaci, nawet tych negatywnych. Przybliża życie słynnej księżniczki Sisi, chociaż z drobnymi kłamstewkami i zmyślonym zakończeniem. Pataki stworzyła naprawdę ujmującą historię, niebanalną, piękną, emocjonującą… To po prostu trzeba przeczytać.

poniedziałek, 5 marca 2018

Perfumy. Stulecie zapachów

Wydawnictwo: Kobiece

Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska

Opis wydawcy: Oto piękna książka, która zabierze cię w fascynującą podróż przez stulecie zapachów. Każdy flakon perfum ma do opowiedzenia własną historię – o wizjonerach, którzy je stworzyli; o wspaniałych i odważnych kampaniach, które wprowadziły je na rynek; o mężczyznach i kobietach, którzy ich używali.
W czasach I Wojny Światowej wszyscy zachwycali się zapachem lawendy. W latach 50. Estee Lauder udało się uchwycić zapach przedmieścia. W kolejnej dekadzie najbardziej rozchwytywane były aromaty na bazie olejku paczulowego. I któż nie zna kultowego zapachu dla kobiet i mężczyzn, CK One?
Uchwycone we flakonach zapachy są przepustką do przeszłości, a ta książka jest prawdziwą skarbnicą wiedzy na temat ubiegłego wieku z perspektywy najbardziej tajemniczego ze zmysłów.



Zapewne każdy z nas ma jakieś postanowienia noworoczne. Również kwestia czytelnicza nie jest od takich wyzwań wolna.  Jednym z moich postanowień jest sięganie po literaturę z nieznanego mi gatunku oraz taktującą o tematyce, do której nie byłam do tej pory przekonana.  Niedawno w ręce wpadły mi „Perfumy. Stulecie zapachów” Lizzie Ostrom, które idealnie dopasowały się do tego wyzwania. Nie do końca wiedząc, czego się spodziewać, zaczęłam czytać książkę, która swoją twardą i solidną oprawą z pewnością zachwyca. Niestety, po zagłębieniu się w treść okazało się, że lektura doskonale potrafiła pomóc mi w zasypianiu. Niemniej, nie czuję się zniechęcona, aby próbować nowego.  

Historię z perfumami rozpoczynamy od początku wieku XX i kończymy w latach 90. Poznajemy zapachy, o których teraz już nikt nie pamięta, a także dowiadujemy się ciekawostek o tych najbardziej luksusowych i znanych współcześnie aromatach. Niesamowite jest to, jak kultura oraz sytuacja społeczna, kondycja materialna i niepokoje w kraju wpływały na to, że dane zapachy stawały się popularne i idealnie pasowały do danych lat. Obecnie wiele z nich uznamy za co najmniej obce, po prostu nie pasujące do nas, współczesnych ludzi żyjących w pokoju i względnym bezpieczeństwie. Autorka prezentuje pomysły twórców perfum, ich starania o popularność zapachów oraz wizerunek jako tych luksusowych. Temat ciekawy, nieprawdaż? Mam jednak wrażenie, że zaczytuję się w czymś, co można nazwać po prostu „laniem wody”.

Co jest głównym problemem? Nie byłam zainteresowana. Owszem, może to wynikać z faktu, że w sprawie perfum jestem laikiem i nigdy się tym nie interesowałam. Jestem jednak zdania, że za wyjątkiem ładnej oprawy, zabrakło w tej książce atrakcyjności – zdjęć flakonów, w ogóle kolorowych fotografii. Najlepiej byłoby wąchać dany perfum i potem poznawać jego historię, ale wiem, wiem – to byłoby niemożliwe. Nie mam niestety tak rozbudowanego pojęcia i zmysłów, aby wyobrażać sobie połączenie bodajby piżmowca, drzewa kauczukowego i pomarańczy.... Pod względem merytorycznym, nie jest wcale dobrze. Jak już wspomniałam, autorka niby pisze w temacie, ale jednak wypływa w swoich opowieściach w tak chaotyczny sposób, że ja odpływam, ale w sen. Większość zdań jakby wyrwanych z jakiś artykułów, informacje są postrzępione i niezaciekawiające. Dla laika zbyt nudne, dla znawców zapewne zbyt banalne. W tym wypadku lepiej sprawdzi się literatura fachowa.

„Perfumy. Stulecie zapachów” ciężko mi polecić jakiejś konkretnej grupie odbiorców. Może jeżeli ciekawi was temat perfum, ale nie jesteście z nim zbyt dobrze obyci – książka może się sprawdzić. Z mojej strony jest zaś tylko rozczarowanie i znudzenie. To jeden z tych bestsellerów, które wyglądają ładnie na półce i chyba właśnie to jest ich największym plusem.

Jeżeli macie jednak ochotę na lekturę, książkę w atrakcyjnej cenie kupicie tutaj: 


poniedziałek, 26 lutego 2018

Zmiana, czyli ze średniego na gorsze



RECENZJA BEZSPOILEROWA DO OBU TOMÓW

Na samym stępie trzeba to przyznać - "Rozgrywka" oraz "Zmiana" J. Sterling to książki, które idealnie wpasowują się w schematy i niczym nie wyróżniają z masy podobnych powieści. Już sam opis mówi nam o historii praktycznie wszystko i nie każe się za wiele spodziewać. Ale po kolei, zacznijmy od bardzo ogólnego nakreślenia sytuacji, na której opiera się głównie tom pierwszy.

Cassie, młoda, ułożona artystka, poznaje w college'u Jacka Cartera. Chłopak nie pozostaje obojętny żadnej dziewczynie, Cassie natomiast zamiast uganiać się za przystojnym baseballistą, postanawia nie mieć z nim nigdy nic wspólnego. Jack zawsze dostawał to, czego chciał, więc zakazane uczucie jeszcze bardziej go pociąga. Czy faktycznie chodzi tylko o chęć zdobywania? Co kryje się za zainteresowaniem Jacka i czy odważy się zaufać dziewczynie i podarować jej swoje serce? W tej rozgrywce może ucierpieć sportowa kariera lub gorące uczucie. Czy można liczyć na remis?

"Rozgrywka" wpadła w moje ręce przypadkiem. Pewnego nudnego wieczoru, dla odstresowania, po prostu przeczytałam tę książkę, na raz. I to chyba największe atuty tej historii - czyta się ją niezwykle lekko, szybko, zapewnia ona odpoczynek i oderwanie od codziennych spraw. Za to jestem jej wdzięczna, umiliła mi wieczór i jeśli szukacie takiej powieści, niezobowiązującej, to "Rozgrywka" się sprawdzi. Natomiast nie ma co więcej oczekiwać od tej historii, bo jest dokładnie taka sama jak reszta powieści z gatunku. Schematyczność wyziera z każdego zakamarka i mimo że nie czytałam NA nie wiadomo jak dużo, to każdy tą powtarzalność w historii Cassie i Jacka zauważy.

Jeśli zaś chodzi o "Zmianę", mamy tutaj sztandarowy przykład słabego drugiego tomu. Już "Rozgrywka" oscylowała na granicy koszmarku i quilty pleasure, a jej kontynuacja to totalne sięgniecie poziomu dna i wodorostów. Cała akcja jakby rozwleczona na siłę, i chociaż jest to lektur cienka i lekko napina, wyczekiwałam końca z utęsknieniem.  Historia opisana w dwóch tomach spokojnie mogłaby zmieścić się w jednym, ale i tak wymagałaby dużej korekty. Powiewu oryginalności, świeżości, wywołania u czytelnik większej sympatii do postaci. A właśnie...

Żeby chociaż bohaterowie byli interesujący, historia tylko na tym zyskałaby naprawdę dużo. Niestety, zapewne już sami znacie Jacka od podszewki, po samym opisie. Standardowy playboy, pewny siebie, niegrzeczny, przystojny, uwodzicielski... I do tego dziewczę, które z założenia miało być artystką, a jednak tej kreatywności i artyzmu w książce nie ma. Autorka mogła bardziej skupić się na ubarwiających historię szczegółach, dać tym bohaterom coś, co sprawiłoby, że byliby wyjątkowi. Rozwinąć temat fotografii i sportu, sięgnąć po relacje rodzinne i przyjacielskie, a nie wysuwać na pierwszy plan denny wątek miłosny, który w znacznej mierze jest czytelnikowi obojętny. Kartki same się przewracały, a ja pozostawałam niewzruszona i bierna w całej historii.

"The perfect game" to kolejny słaby "zapychacz" sklepowych półek pod szyldem "dla młodych dorosłych". O ile pierwszy tom był jeszcze znośny, to drugi skutecznie dobił całą serię. Nie ma tutaj bowiem nic nowego, odkrywczego, a nawet przyjemność z lektury maleje wraz z rosnącą liczbą przeczytanych stron. Trochę mam wrażenie marnowanie papieru, czasu i pieniędzy. Istnieje  wiele lepszych romansów sportowych, daleko szukać nie trzeba. A wybór pozostawiam już Wam.

czwartek, 25 stycznia 2018

3 książki za 33 zł? Tak, i to same literackie pyszności!

Drogie Mole Książkowe!

Już teraz wystartowała wielka wyprzedaż Taniej Książki, w której możecie kupić 3 książki za 33 zł. Do wyboru ponad 250 tytułów, o wielu z nich słyszeliśmy jako o pozycjach bardzo dobrych.



Nie informowałabym Was o tym gdyby nie fakt, że, po pierwsze, to wspaniała okazja, bo książki wychodzą około 75% tańsze niż zwykle! Po drugie, liczba egzemplarzy jest ograniczona, więc musicie się pospieszyć. I po trzecie, są tu naprawdę wspaniałe tytuły.

Ja sama zaraz złożę zamówienie, bo NIE da się z takiej okazji nie skorzystać. A jeśli chodzi o moje wybory powieści?
Koniecznie muszę przeczytać:


Promocja trwa do 29.01.18 do godziny 23:59!

Zobaczcie sami, każdy znajdzie coś dla siebie!





poniedziałek, 15 stycznia 2018

Bad mommy. Zła mama

Wydawca: SQN
Opis: Wciągający, pełen intryg i obsesyjnej miłości thriller psychologiczny.
Jolene i Darius Avery są szczęśliwą parą i rodzicami kilkuletniej Mercy. Pewnego dnia do sąsiedniego domu wprowadza się tajemnicza Fig. Szybko zaskarbia sobie sympatię młodego małżeństwa i staje się najbliższą przyjaciółką Jolene.
Z czasem zachowanie Fig staje się coraz bardziej niepokojące – kobieta gromadzi w domu rzeczy identyczne jak u przyjaciółki, kupuje takie same ubrania, a na Instagramie publikuje zdjęcia Dariusa. Czy prawdziwym obiektem jej zainteresowania jest Jolene, jej przystojny mąż, czy mała Mercy? A może chciałaby mieć ich wszystkich?
Tarryn Fisher nakreśliła niezwykle intrygujące portrety psychologiczne bohaterów. W jakim stopniu ich motywacje są szczere? A może wszystko, co pokazują otoczeniu, to perfekcyjnie wyreżyserowany spektakl?









Uważaj, z kim się zadajesz,

Kogo wpuszczasz do mieszkania,

Do swojego życia.

Za ludzkim obliczem skrywa się przerażająca ciemność,

A najgorsze jest to,

Że nosi ją każdy z nas.


W przypadku Tarryn Fisher należy uczynić wyjątek i nie wspominać absolutnie nic na temat treści jej książek. Dlaczego? Ponieważ odbieramy innym możliwość pełnego doświadczenia niezwykle niepokojącej historii, która wymaga powolnego, stopniowego wgłębiania się w fabułę. Kilkoma zdaniami możemy zepsuć to, co autorka budowała przez kilkadziesiąt stron. Skupmy się raczej na wrażeniach i emocjach towarzyszącym czytelnikowi przy lekturze „Bad mommy”.

Niniejsza powieść to thriller psychologiczny zakorzeniający się głęboko w naszej psychice. Szczegółowo, umiejętnie wykreowane charaktery idealnie odwzorowują rzeczywistość umysłową ludzi chorych i targanych dziwnymi żądzami. Działania i myśli bohaterów są dla nas często niezrozumiałe, a upiorny klimat niepewności przelewa się na nasze myśli. Udziela nam się psychodeliczny wyraz tej opowieści, aż momentami włos się jeży na głowie. Na dodatek czujemy mieszankę zachwytu i obrzydzenia, bo jak zwyrodnialstwo psychiczne może budzić w nas przyjemność? I to jest najgorsze. I to uwiera. Fisher pokazuje na nas palcem i w pewnym momencie zdaje się krzyczeć: „Widzisz, ty też taki jesteś!”.

„Bad mommy” to opowieść przerażająca. Nie znajdziemy w niej paranormalnych stworzeń, duchów ani krwiożerczych klaunów, a mimo to jest to jedna z najbardziej niepokojących powieści, które przeczytałam  swoim życiu. Fisher nie cacka się z nami, a przedmiotem obaw, rozmyślań i strachu jest sam człowiek i jego wyobrażenia. To, jak potrafi on przekształcić rzeczywistość, siłą umysłu stawiając siebie na pierwszym miejscu, tłumaczy wiele mechanizmów chorób psychicznych. Gdzie jest różnica między chorobą  a zachwianiem morałów? Czy wychowanie ma na to jakiś wpływ? Czy każdy z nas jest wolny od szaleństwa? Jak potrafimy uważać się za szczerych, karmiąc otoczenie ułudą fantastycznego życia?

„Bad mommy” jest dobrze napisaną i umiejętnie skonstruowaną opowieścią o zawiści, która prowadzi do szaleństwa. To opowieść o fałszywych pragnieniach, okłamywaniu samego siebie, o determinacji, która zwodzi nas na złą stronę. Tacy są ludzie – psychopaci. Tacy jesteśmy my. 

Polak potrafi? "Król Kier"

Wydawnictwo: Czwarta strona
Opis: Nocni Łowcy, Supernatural, Caraval – brzmi znajomo?

Sięgnij po serię Circus Lumos i daj się oczarować!

Alicja jest w ostatniej klasie liceum, do tej pory jej życie przebiegało spokojnie, by nie powiedzieć, że nudno. Jednak los bywa przewrotny, a seria nieprzewidzianych zdarzeń rzuca ją na głęboką wodę magii i miłości. Kiedy poznaje Hadriana z Circus Lumos, wie, że nic nie będzie takie jak dawniej.


Demony atakują waszą duszę, niszczą was od wewnątrz. Budują w ludziach zło i tak zakorzeniają się w świecie. Im więcej w ludziach ciemności, tym ciemniejszy robi się świat. Im bardziej się im poddajecie, tym są silniejsze. Pokonać je można tylko swoją własną światłością. Sercem.




Alicja i jej nudne życie. Nieudana studniówka, zawód miłosny i litry ponczu.
Hadrian jest tajemniczy, przystojny, a w dodatku walczy z siłami mocy.
Spotkanie tych dwojga przewróci świat od góry nogami.
Wkraczamy do Circus Lumos.
Czeka nas zachwyt czy rozczarowanie?



Król kier” to opowieść o sile miłości, magii, przyjaźni i walce ze złem. Anna Polak opiera historię na sztandarowych motywach, tych prostych i nieskomplikowanych,  pojawiających się w literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Tym samym nie unika schematów fabularnych, a przy lekturze nie raz będziemy mieć wrażenie, że „gdzieś już to było”. Mamy tutaj nieśmiałą, nudną główną bohaterkę, która cieszy się zainteresowaniem niezwykle tajemniczego i przystojnego osobnika. Poznamy „łowców demonów”, rodzinkę z nadprzyrodzonymi mocami, głupiutką przyjaciółeczkę i niczym niezaskakujący wątek romantyczny. Ta mieszanina, sama  sobie, może nie byłaby zła, gdyby nie fakt, że łączy elementy najbardziej poczytnych książek ostatnich lat. „Twilight”, „Caraval”, „City of Bones”... To zdecydowanie lepsze pozycje, które mogą być substytutem dla poznania twórczości Aleksandry Polak.

Jak to jest z polską literaturą? Polak potrafi czy nie? W tym konkretnym przypadku mam wątpliwości. Dotąd, patrząc na ostatnio promowaną twórczość naszych rodaków, musiałam przyznać, że jest godna podziwu. W „Królu Kier” problem nie tkwi w braku smykałki do pisania czy w nieumiejętności snucia historii. Chodzi o wspomnianą już przeze mnie wtórność i schematyczność. Polacy zdecydowanie korzystają na oryginalności – największy sukces jest wtedy, gdy wyróżniają się z tony zagranicznych powieści w danym gatunku.  Nie ma nic lepszego niż przeczytać polską książkę i czuć autentyczną dumę. „Król Kier” trochę niszczy mi tą piękną wizję, ale wiem, że to pojedyncza wpadka. Prawdopodobnie nie sięgnę po kolejne tomy, a mimo to mocno kibicuję Aleksandrze, ponieważ najlepsze jeszcze przed nią. Ma szanse i potencjał, aby z czasem zmienić oblicze książek dla młodzieży i zachwycić nas magiczną historią. Trzeba tylko ćwiczyć i szukać nowych fabularnych rozwiązań.

Circus Lumos wita.

Niestety, przerwa w dostawie magii, iluzji i sztuczek.

Muszą się Państwo zadowolić mało zajmującym widowiskiem o nastoletniej zakazanej miłości.

Być może braki w asortymencie zostaną uzupełnione przy następnym spotkaniu.