Książka złodziejem czasu

"Nic tak nie zabija czasu jak dobra książka"

czwartek, 13 czerwca 2019

Mroczniej się nie da, czyli Elite Kings Club



Nie przepadam za gatunkiem dark erotic i unikam go jak ognia, ale w zeszłym roku wpadł w moje ręce "Srebrny łabędź", w którym totalnie się zakochałam. Potem sięgnęłam po jeszcze lepszą "Marionetkę", aż w końcu nadszedł czas na trzeci, ale nadal nie finalny tom - "Tacet a Mortuis". W swojej recenzji postaram się wypowiedzieć o serii w sposób ogólny i tak, aby nie zaspoilerować niczego osobom, które jeszcze nie czytały części pierwszej.

Madison Montgomery trafia do nowej szkoły, ale zamiast przyjaznych uścisków ręki spotyka się z pełnymi pogardy lub wstrętu spojrzeniami. Jej matka dopuściła się zabójstwa, a następnie samobójstwa, bronią należącą do samej Madison. Nastolatka twardo stąpa po ziemi i ze stoickim spokojem przystosowuje się do nowych okoliczności życiowych. Nie przejmuje się nienawiścią innych, a nawet udaje jej się znaleźć oddaną, zwariowaną przyjaciółkę, również szkolnego wyrzutka. W dodatku zostaje zauważona przez grupę niebezpiecznych chłopaków, według plotek należących do Elite Kings Club - tajnego klubu, który zajmuje się... w sumie nie wiadomo czym. Niedługo potem Madison dostaje wiadomości z groźbami i pogróżkami, z jednej strony czuje od członków klubu śmiertelne zagrożenie, z drugiej zaśco chwilę staje na ich drodze. Powinni ją zabić, ale nie chcą. Kim są członkowie Królewskiej Elity? Jaką rolę w tym wszystkim ogrywa Madison?

Sataniści, wampiry, nieumarli,  kosmici, zboczeńcy, przemytnicy, psychicznie chorzy, zwyrodnialcy, okultyści? Kim są członkowie Kings Elite Club? To pytanie uwierało mnie przez niemalże całą lekturę. Przeanalizowałam każdą z możliwości i nadal nie mogłam być pewna, w którą stronę chce podążyć autorka. Wszystko opiera się na tym jednym zasadniczym pytaniu, ponieważ nie jesteśmy w stanie zrozumieć dziwnych i mrożących krew w żyłach zachowań chłopaków. Stosują dziwną symbolikę, spotykają się potajemnie, biegają po lesie w czarnych płaszczach, prawdopodobnie odpowiadają za śmierć pewnej dziewczyny i w dodatku sypią tekstami typu „ładny masz kręgosłup, dobrze by się go łamało”. Grają z Madison w jakąś grę, a ustanowili tylko jedną zasadę – grasz albo giniesz. Ale na czym ona polega, co jest elementem wyreżyserowanym, a co dzieje się naprawdę? "Srebrny łabędź" nie daje odpowiedzi na to pytanie, chociaż pod koniec uchyla rąbka tajemnicy. "Marionetka" jeszcze bardziej wszystko komplikuje, tak, że na trzeci tom czekałam niemalże z wywieszonym jęzorem. I, cóż, "Tacet a Mortuis" nie zaspokoiło mojej ciekawości. Sytuacja staje się owszem bardziej klarowna, wiemy, co kieruje chłopakami i jaki jest ich cel, ale pojawiają się tu też liczne retrospekcje, które dodają co rusz nowych faktów i tajemnic.

Wydaje się, że Amo Jones ma dla nas wiele niespodzianek, które co chwila wyskakują jak królik z kapelusza i tak naprawdę nie wiadomo, kiedy zapas pomysłów się wyczerpie. Cała seria opiera się na tym, że nie wiemy o co chodzi, a uporczywie chcemy się tego dowiedzieć, zagłębiamy się w kolejne tajemnice, oplatamy się nimi jak gęstą siecią i chcemy krok po kroku dojść do jej początku. Jeżeli ktoś uzna te poszukiwania prawdy za niewystarczający argument do tego, aby pokochać tę serię, to będzie zawiedziony. Wszystko zostało podporządkowane klimatowi tajemnicy, mroku, niepewności i niewiedzy. Nie mamy tutaj fabuły, która ociera się o różne wątki i różnorodną tematykę, nie mamy opisów skłaniających do refleksji, nawet bohaterowie są wykreowani specjalnie pod klimat tajemnic. Wszystko po to, aby intrygować do granic możliwości.


Madison to postać, która da się lubić. Jest silna, zaradna, często częstuje innych widokiem środkowego palca, czasem reaguje agresywnie. A jednak... Ulega urokowi Bishopa, przywódcy Elite Kings Club. Mądra dziewczyna juz dawno uciekłaby od tego towarzystwa, albo chociaż zgłosiła policji groźby i psychiczne znęcanie się. Tymczasem Madison po stresujących sytuacjach idzie spać, a następnego dnia lekceważy to, jak ogromny czuła strach będąc na przykład zastraszana w lesie przez kilku zakapturzonych mężczyzn. Tak więc postać głównej bohaterki jest niespójna, momentami przeczy samej sobie, ale koniec końców nie denerwuje czytelnika swoją głupotą czy naiwnością. Jeżeli chodzi o postacie męskie, to są odrażające, co do jednej. Nawet jeśli Bishop zaczął w pewnym momencie przejawiać jakieś symptomy opiekuńczości i troski, to jednak nadal był chamski. Ja rozumiem, że kobiety lubią niebezpiecznych mężczyzn, ale żeby aż tak? No i tutaj mamy pole do popisu dla osób, które uwielbiają doszukiwać się szowinistycznych przesłanek. O tym, że kobieta traktowana jest jak przedmiot. O tym, że powinna lubić ostry seks, a nawet wątek gwałtu może być złagodzony. I ja to wszystko widzę, ale, o dziwo, nie czułam się oburzona w żadnym stopniu. Seria od samego początku jest mroczna, uwierająca, taka... niewygodna. I taka ma być. Ma przyciągać swoim mrokiem i okrucieństwem i albo damy się uwieść, albo zwyczajnie się w tym nie odnajdziemy.

Przejdźmy więc do kwestii erotyzmu. Gwałtu jako takiego niby nie ma, chociaż już o znęcaniu się psychicznym i fizycznym seria traktuje bardzo często. W "Srebrnym łabędziu" pojawia się kilka pikantnych scen, ale nie były one wulgarne i nie miałam ochoty przewracać oczami z irytacji. Jak dla mnie - było w porządku. Trochę ostrzej zrobiło się w trzecim tomie i tutaj już nie ma pobłażliwości, dlatego warto wziąć to pod uwagę.

Fabuła bestsellerowej serii "Elite Kings Club" wierci czytelnikowi dziurę w brzuchu, a raczej w głowie, dogryza, drażni i  prowokuje do tego, aby chcieć więcej. Ciekawość determinuje wszystkie inne emocje i to ona jest głównym elementem napędzającym nas na lekturę. Dlatego nie mogę się doczekać czwartego tomu, po prostu tęsknię za tym mrokiem, niepokojem, ciarkami na plecach i szczyptą szaleństwa. Bo inaczej tego nazwać nie można - ta seria to szaleństwo wywołujące na karku gęsią skórkę.

2 komentarze:

Oj, nie moje klimaty , pozdrawiam :)
 
Zachęcający wpis :) dzięki
 

Prześlij komentarz